Emilia Cesarek

Regulowanie cyklu miesiączkowego.

CYKL MIESIĘCZNY KOBIETY – ALE O CO CHODZI?

Pokuszę się o to, by powiedzieć, że jedna z ważniejszych spraw na jakiej kobieta powinna się w życiu skupiać. Nie żartuję! Krata na brzuchu, forma na plaże z żyłką na barku, waga startowa na poziomie dziecka z podstawówki to jakaś pomyłka naszych czasów. Jesteśmy jednym wielkim splotem hormonów, które wzajemnie na siebie oddziałują trzymając organizm w balansie bądź też nie. To od ich działania uzależnione jest nasze funkcjonowanie.

Przeraża mnie, że większość z nas, KOBIET, nie potrafi wymienić poszczególnych faz swojego cyklu. Samo nazewnictwo, pół biedy. Znaczenie ma to, że gospodarka hormonalna kobiety ma niebagatelny wpływ na jej samopoczucie, zachowania, upodobania. Znając poszczególne fazy cyklu i to, co się w każdej z nich dzieje możemy OBSERWOWAĆ siebie i już na ten podstawie zauważać czy coś złego się nie dzieje.

Nie będę opisywać przebiegu całego cyklu menstruacyjnego, można znaleźć wiele źródeł, w których jest to szczegółowo opisane językiem naukowym. Poniżej podaję jednak kilka punktów, które musimy znać jak amen w pacierzu :)

  1. FAZY CYKLU MIESIĄCZKOWEGO W KOLEJNOŚCI TO:

 

Menstruacja 4 dni Spadek działania hormonów
Faza folikularna 9 dni Wzrost stężenia estrogenu
Owulacja 1 dzień Poziom estrogenu osiąga najwyższe stężenie
Faza lutealna 14 dni Wzrasta poziom progesteronu

 

  1. HORMON ODPOWIADAJĄCY ZA JAJECZKOWANIE TO: LH (hormon luteinizujący). Hormon luteinizujący pełni bardzo ważną rolę w przebiegu cyklu menstruacyjnego. Pod jego wpływem dochodzi do owulacji.
  2. OWULACJA TO: jajeczkowanie, czyli pęknięcie pęcherzyka jajnikowego (Graffa), które później może być zapłodnione.
  3. OBSERWUJ: Od momentu jajeczkowania do pierwszego dnia ostatniej miesiączki powinno upłynąć 14 dni. Obliczenie tego czasu pozwala na wykrycie różnych chorób i nieprawidłowości w przebiegu cyklu.
  4. WYGLĄD NAJBARDZIEJ PŁODNEGO ŚLUZU: śluz wyglądający jak surowe białko jaja kurzego
  5. PRAWIDŁOWO TAK POWINIEN PRZEBIEGAĆ CYKL:

 

A jak jest w praktyce? Większość kobiet zmaga się z popularnym PMSem. Dla naszej wiadomości, ta „przypadłość” w ogóle nie powinna nas dotykać, jeśli jesteśmy zdrowe i funkcjonujemy w zgodzie ze swoimi hormonami. Co więcej, spora część młodych kobiet i dziewcząt w ogóle nie miesiączkuje bądź miesiączkuje nieregularnie. Jest to związane z wieloma czynnikami, a w najgorszym wypadku może prowadzić do niepłodności bądź bezpłodności.

Bardzo często spotykam się z kłopotem dotyczącym naturalnego, uporządkowanego cyklu wśród kobiet. Dlatego postanowiłam poruszyć ten temat. Styl życia w biegu, chęć utrzymania figury z poziomem tkanki tłuszczowej dużo poniżej normy, niedobory w diecie, lata stosowania, stres, przetrenowanie.

 

 

CO TO W OGÓLE ZNACZY ŻYCIE W ZGODZIE Z HORMONAMI?

Przede wszystkim należy podkreślić, że nie będzie to jedna stała linia, która się nie zmienia. To właśnie sprawia, że jesteśmy wyjątkowe. Wystarczy pociągać za sznureczki z nazwą odpowiedniego hormonu, by programować zachowania i samopoczucie kobiety.

Nie ma balansu, w tej kwestii nie ma takiej możliwości, by zawsze wyglądać świetnie w obcisłej sukience, nigdy nie odczuć zmęczenia, robić treningi na 100%, mieć energię na dwa etaty i przy tym wszystkim zjadać listek sałaty popity wodą mineralną.

Natura zaufała kobiecie w kwestii utrzymania ciąży i urodzenia dziecka. Jeśli więc organizm czuje, że pani X trenuje jak zawodowiec, je jak przedszkolak, pracuje przy tym w mega stresie na dwa etaty to ZABLOKUJE JEJ FUNKCJE ROZRODCZE. Nasz organizm nie jest głupi, będzie po kolei wyłączał funkcje, na które potrzeba najwięcej energii, by mimo wszystko utrzymać nas przy życiu.

Jeśli czuje więc, że jest przemęczony, niedożywiony i zestresowany to nie pozwoli na regulację hormonów, bo prosto rzecz ujmując nie ma energii na ewentualne utrzymanie ciąży, gdzie potrzeba na wyżywienie dwóch osobników.

Podczas czterech faz cyklu poziom hormonów się zmienia. Nasza poziom energii, upodobania dietetyczne, fakt czy jesteśmy mniej czy bardziej aktywne w życiu społecznym oraz emocje będą się zmieniać z fazy na fazę.

 

NA CO ZWRÓCIĆ UWAGĘ PODEJMUJĄC DZIAŁANIE W KIERUNKU STABILIZACJI HORMONÓW

DIAGNOSTYKA

Podstawowa to obserwacja własna. Prowadzenie dzienniczka miesiączkowego, w którym odnotowujemy samopoczucie, mierzymy temperaturę, obserwujemy śluz. Polecam Wam aplikację, w której możecie robić takie notatki: APLIKACJA ovuView.

Badania laboratoryjne, zaczynając od morfologii, przez badania hormonów w konkretnych dniach cyklu, po badanie USG i wywiad z dobrym lekarzem ginekologiem/endokrynologiem.

STRES – SEN – REGENERACJA

Rozregulowane, te trzy czynniki, potrafią nieźle nabroić w naszym życiu. Przypomnijcie sobie czas, w którym dużo podróżowałyście, zmieniałyście klimat, strefę czasową. Dodajcie do tego nieregularne pory snów, dużo aktywności w ciągu dnia. Czy nie było tak, że miesiączka się nie pojawiła albo pojawiła się nie w tym czasie co zwykle?

Sen i słońce są najpotężniejszymi regulatorami hormonów. To w czasie snu zachodzą najważniejsze procesy detoksu, regeneracji i stabilizacji podstawowych funkcji życiowych.

ZMIANY W GŁOWIE

To już kwestia bardzo skomplikowana, z resztą mocno powiązana z dietą. Chętnie poruszę ten temat w osobnym wpisie, może zaproszę do współpracy psycho dietetyka. Niestety presja dzisiejszych czasów w kontekście wyglądu zaczyna dochodzić do granic absurdu. Pamiętajmy, że naszego organizmu nie interesuje nasze odbicie w lustrze, ale to co dzieje się w środku. Dodając tu pozytywną nutę, jeśli utrzymana jest homeostaza w organizmie to przełoży się ona na zadowolenie z wyglądu zewnętrznego.

ODŻYWIANIE

Jedzenie różnorodne, regularne, gęsto odżywcze na pewno zaowocuje w poprawie zdrowia i samopoczucia. Ustabilizowanie glikemii, wyważenie podstawowych składników odżywczych względem danej osoby to podstawa, bez której nie pójdziemy dalej. ZAWSZE ZACZYNAM OD PODSTAW. Często jemy za mało albo wydaje nam się, że jemy mało, a tak na prawdę jedynie dokarmiamy się szybką przekąską, która nie wpłynie na odżywienie za to świetnie podbije cukier na pół godziny i nieźle wygląda obok kolejnej filiżanki kawy.

TRENING

Poszczególne fazy cyklu cechują się mniejszym bądź większym poziomem siły, energii i chęci do działania na co dzień i treningu. Wiem, że większość z nas chce na 100%, ja też, ale niestety nie oszukujmy się, że jest to możliwe.

Mamy możliwość zaplanowania aktywność fizycznej względem cyklu. Dzięki temu bardziej energiczne treningi możesz wykonać w fazie folikularnej czy owulacyjnej, a mniej obciążające w fazie lutealnej i menstruacyjnej. Wiem z własnego doświadczenia, że na początku takie planowanie i ustalanie jest ciężkie i chce się poddać, jednak PRIORYTET to zdrowie i zaufanie mojemu organizmowi. Doskonale wiem, że przemęczenie i życie na bakier z hormonami nie pozwoli na uzyskanie dobrych efektów treningowych.

Oczywiście, nie generalizuje, każdy z nas jest inny, ma inne predyspozycje genetyczne, poziom wytrenowania i wytrzymałości. Dlatego nieustannie wspominam o PODSTAWIE, czyli obserwacji własnej. Wyczuciu. Jeśli pracujesz z mądrym trenerem będzie wiedział, że nie chodzi tu o determinację, ale o podstawę fizjologii.

Jeśli chcecie wiedzieć jak wygląda mój obecny plan, proszę: 2x w tygodniu konkretny trening siłowy, 2x w tygodniu trening biegowy do 45min, 2x w tygodniu dzień bez treningu i 1x w tygodniu joga + długi spacer.

 

PLACUSZKI DYNIOWE

Jesień to moja ulubiona pora roku. Na bazarkach wciąż dominują kolorowe warzywa i owoce, które za chwilę pozwolą nam się zamknąć w słoikach, a jeszcze przypominają o lecie. W tym roku cukinię zamykam w przetworach, a moje kupki smakowe zdominowane zostały przez dynię.

Dziś szybki przepis na placuszki, które można podać w wersji wytrawnej bądź słodkiej dodając jedynie cynamon i ksylitol jako posypka. Na pewno uprzyjemnią chłodniejsze jesienne wieczory po długim leśnym spacerze.

Przy okazji kupiłam sobie Wojtka tymi dyniowymi wypiekami. Mega mu smakują. Frytki dyniowe bardzo mu smakują, ciacho wywołuje mega uśmiech, a dopiero zaczynamy jesienne eksperymenty kuchenne. Ponieważ równowaga z dobrym związku być musi to idziemy na układ, ja gotuję, a on zajmuje się czyszczeniem rowerów po jesiennym hasaniu na świeżym powietrzu. Zdjęcie a la przyczajony tygrys, za placki podpisał możliwość dodania zdjęcia z jego kształtną figurą w zestawieniu z iście kształtną panią dynią :)

Potrzebne:

2 jaja
1 szklanka puree z ugotowanej i wystudzonej wcześniej dyni
2 łyżki mąki kokosowej
1 łyżeczka ksylitolu
szczypta soli himalajskiej
szczypta cynamonu

Wykonanie:

1. Dynię ugotować i rozbić widelcem na postać puree, wystudzić.
2. Jaja ubić na płynną masę, dodać puree z dyni, przesiać mąkę, sól i ksylitol. Wymieszać.
3. Smażyć na rozgrzanej patelni z odrobina oleju kokosowego pod przykryciem.
4. Przed podaniem posypać cynamonem.

Chleb gryczany

Chleb z kaszy gryczanej

Potrzebne:

 

  • 500 g kaszy gryczanej białej (niepalonej)
  • 3 szklanki wody
  • 3 płaskie łyżeczki zdrowej soli (morska, himalajska)

Wykonanie:

Wieczorem suchą kaszę dokładnie płuczemy pod bieżącą wodą i zalewamy wodą 1cm powyżej kaszy. Odstawiamy na noc. Przez noc kasza pęcznieje, a na powierzchni powstanie lekka piana.

Rano mieszamy całość, dolewamy nieco wody i ponownie odstawiamy (na 12 do 20 godzin). Im cieplejsze miejsce, w którym stoi kasza, tym szybciej fermentuje. Warto jest więc postawić ją blisko grzejnika i przykryć bawełnianą ścierką.

Wieczorem namokniętą kaszę blendujemy, dodajemy sól. Masę dokładnie mieszamy i wylewamy do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia (papier natłuszczamy olejem kokosowym, wówczas chlebek nie przywrze do ścianek blaszki). Wstawiamy blaszkę do zimnego piekarnika na całą noc.

Rano chlebek powinien lekko wyrosnąć. Włączamy piekarnik (nie wyciągając blaszki z chlebem) i pieczemy go w temperaturze 190-200 stopni przez 1h. Następnie wyciągamy z blaszki (razem z papierem do pieczenia) i wkładamy do piekarnika jeszcze na 15 minut, wtedy stanie się bardziej chrupki. Zostawiamy do lekkiego wystudzenia i dopiero wtedy zdejmujemy papier.

Chlebek przechowujemy zawinięty w ściereczkę do 4 dni. Można także pokroić w kromki i zamrozić. Często tak robię. Wystarczy wyjąć porcję na noc i rano mamy gotowe pieczywo.

Oczywiście mój ulubiony smak to prosty dodatek plastrów awokado i soli himalajskiej, ale możecie dodać kawałek pieczonego schaby albo posmarować chleb domowym dżemem czy masłem orzechowym.

FOOD FORUM 2017

Mogłabym nie spać, a zdobywać wiedzę. Widzicie więc jak wielkie znaczenie ma dla mnie rozwój w dziedzinie, która mnie interesuje. Takie jak sen, który jest jedną z najważniejszych składowych w procesie dbania o zdrowie. Nie w każdy weekend mam możliwość uczestniczyć w wydarzeniach związanych z dietetyką czy sportem, ale istnieją takie, na które czeka się cały rok. Dokładnie takim wydarzeniem jest konferencja żywieniowa Food Forum. W tym roku pod nazwą „Leczenie i dietoterapia w chorobach cywilizacyjnych.”

10h wykładów, 9 prelegentów z ogromną wiedzą, ogromna sala konferencyjna w Multikinie Złote Tarasy. Brałam udział w wielu wydarzeniach tego typu i nie każde zasłużyło na osobną relację na blogu. To na prawdę mi się podobało, udostępniło kawał dobrej wiedzy i przekonało do siebie solidną organizacją. Dlaczego postanowiłam napisać o Food Forum na blogu, gdzie nie każdy odbiorca to dietetyk, a wręcz większość z Was nimi nie jest i być nie zamierza? Przeczytajcie relacje i wywnioskujcie sami.

O PRELEGENTACH I WYKŁADACH

Tematyka tegorocznej konferencji bardzo mocno przykuła moją uwagę ponad pół roku wcześniej. Choroby cywilizacyjne dotyczą NAS WSZYSTKICH. Czym są choroby cywilizacyjne? Dlaczego rozwijają się w tak szybkim tempie i jak je leczyć? To główne zagadnienia poruszane podczas wykładów. Osobiście dużo wyniosłam z wiedzy jaka przekazano. Na co dzień spotykam się w osobami, które kompletnie sobie nie radzą z dbaniem o zdrowie czy życiem z chorobą cywilizacyjną. Niektórzy posiadają już nieco wiedzy na ten temat, ale wciąż nie wiedzą jak połączyć to w spójną całość. Właśnie po to organizowane są takie wydarzenia, by dostęp do wiedzy był szeroki, dyskusje wrzawę, a pytania rozwiewały nasze wątpliwości.

1. JELITA, ALERGIE I NIETOLERANCJE POKARMOWE – część, która poniekąd jest moim konikiem w dietetyce. Patrycja Szachta, Dominika Gier i doktor Wojciech Marlicz jak zwykle przekazali najnowsza wiedzę na najwyższym poziomie.

Tu także pozytywne zaskoczenie podczas wykładu Iwony Wierzbickiej, która tym razem mówiła o gotowaniu i praktycznym radzeniu sobie z dietą w przypadku celiakii. Miło było posłuchać jej jako praktyka, a nie tylko dietetyka bazującego na badaniach. Doskonale wiecie, że sama aktywnie działam w kuchni, gotuję i czasem nawet uda mi się stworzyć coś fajnego :)

2. TARCZYCA I CHOROBY ZWIĄZANE Z JEJ NIEDOMAGANIEM – bardzo dokładnie omówione zagadnienie przez doktor Magdalenę Krzyczkowską-Sendrakowską. Doświadczenie Pani doktor w temacie leczenia schorzeń tarczycy jest rozległe. W przystępny sposób wytłumaczyła działanie wszystkich hormonów, podała przykłady pracy przypadków z gabinetu i szczegółowo omówiła badania jakie należy wykonywać, by dbać o tarczycę.

3. CIĄŻA, PROBLEMY Z PŁODNOŚCIĄ – tu poruszono związek fizyczny i psychologiczny problemów związanych z trudnościami zajścia w ciążę. Problem jest bardzo „na czasie”, niestety. Dlatego jak najwięcej należy o tym mówić, by rozwiewać wątpliwości i efektywnie leczyć.  Angelika Kargulewicz, jej wykład był moim zdaniem jednym z najlepszych. Agata Juruć, psycholog, dowodziła jak wiele zależy od nastawienia i jak ciężko bywa w walce o upragnione potomstwo.

DLA DIETETYKA

Owszem, wielu ich było na sali wykładowej i bardzo mnie to cieszy. Fakt, że należy rozwijać się całe życie jest niepodważalny. W dziedzinie takiej jak dietetyka jest to szczególnie cenne. Wiele nowej wiedzy dostarczonej od specjalistów, którzy są bardzo na bieżąco. Doktor Karolina Skonieczna-Żydecka i jej wykład o jelitach w powiązaniu z chorobami neurodegeneracyjnymi zrobił na mnie największe zrażenie. Bardzo specjalistyczna wiedza, która ogromnie zmotywowała mnie do poszerzenia literatury w twmacie. Może to dlatego, że jelita to jednak TEN mój TEMAT :)

FOOD FORUM DLA CIEBIE

Nie musisz być specjalistą, by pojawiać się na wydarzeniach mniej lub bardziej specjalistycznych dotyczących tematu zdrowia. Zdrowie to podstawa więc nie dziwi mnie gdy ktoś chce dociekać i przez to jak najlepiej o nie zadbać. Moja pasja do dietetyki zrodziła się z konieczności radzenia sobie z celiakią i związanymi z nią kłopotami jelitowymi. Tu zawodziła już rozpiska z gotową dietą, a potrzebna była solidna opieka patrząc na przypadek całościowo. Zajęło to lata, by poczuć się dobrze, a dzięki temu nie bagatelizuję żadnej informacji we współpracy z moimi podopiecznymi. Czasami trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i poświęcić jeszcze większą część siebie, by dojść do celu. Myślę, że uczestnictwo w tego typu wydarzeniach 2-3 razy do roku sprawiłoby, że nasze społeczeństwo byłoby bardziej świadome i zdrowe!

DLA ZDROWIA

Warto nadmienić, że wydarzenie sponsorowane było przez marki szczerze zaangażowane w zdrowy tryb życia, bez wciskania każdy wystawca bronił się jakością proponowanych produktów. Szczerze? Kupiłabym większość produktów, które były tam dostępne. Znacie mnie, wiecie, że nie obroniłabym produktu z kiepskim składem, a fajnym opakowaniem. Nie zachęciłabym do badań czy suplementów, które są stratą pieniędzy i czasu. Na co dzień sama korzystam z wiele proponowanych na tarach produktów i miło było dowiedzieć się o nich coś więcej czy nabyć w atrakcyjnej cenie.

Chciałabym zakończyć zdaniem „Wszystkie choroby mają swój początek w jelitach”. Food Forum kładzie ogromny nacisk na rozwijanie tego tematu, pod wieloma względami. Dlatego szczerze polecam śledzić wydarzenie i zaplanować w kalendarzu kolejną edycję.

POSTRZEGANIE SIEBIE – EMOCJE – DBANIE O ZDROWIE

Głowa boli kiedy analizuję się ilość informacji na temat „dobrego odżywianiu.” Co to w ogóle znaczy? Jak na podstawie tysięcy mniej lub bardziej rzetelnych, potwierdzających się i wykluczających zasad znaleźć właściwy dla siebie sposób odżywiania? Taki, który sprawi, że uleczysz wszelkie dolegliwości, poczujesz się świetnie, a do tego dojdziesz do sylwetkowej formy życia?! Niezliczona ilość blogów, książek, forów, a na każdym informacje jak jeść, żyć, ćwiczyć, dbać o siebie żeby przynosiło to upragniony efekt. Co metoda to magia. Życia zabraknie, by przetestować każdą. Dlaczego więc brniemy w najbardziej zagmatwane sposoby zapominając o podstawach? Szukamy inspiracji w rozmaitych źródłach nie biorąc pod uwagę tego, że MY jako jednostka jesteśmy najlepszą bazą informacji na swój temat. Wskazówką, która najtrafniej określa co nam służy, a co nie jest nasze własne CIAŁO i ORGANIZM.

Zdaję sobie sprawę, że jest to bardzo trudne, by doprowadzić się do stanu równowagi. Niejednokrotnie pisałam i mówiłam o tym, że dietetyka stała się moją pracą-pasją właśnie dlatego, że skrupulatnie drążyłam swój najcięższy przypadek, samą siebie. Najczęściej padające pytanie kiedy chodzi o zmiany to CZAS. Ile to będzie trwało? Jeśli mam być z Wami szczerza to w moim przypadku trwało to LATA. Co więcej tak jak zmieniają się pory roku tak też zmienia się nasze ciało i funkcjonowanie narządów. Nie ma więc możliwości, by całe życie stosować się do jednego schematu i czuć się „bezpiecznie”. Ok, passe nie stanie się nigdy wyrzucenie z codziennego menu przetworzonej żywności, ale już dopasowanie ilości potrzebnych do działania makroskładników będzie się różnić w zależności od danego momentu w naszym życiu. Szczególnie mam na myśli kobiety, które są jednym wielkim kłębkiem hormonów. Doskonale wiemy, że na różnych etapach naszego życia funkcjonują one zupełnie inaczej. Najważniejszą zasadą jest więc zrozumieć nasz SYSTEM HORMONALNY, by móc żyć z nim w zgodzie.

Jeśli śledzisz mojego bloga od dłuższego czasu to wiesz, że jednym z głównych problemów, z którym się borykałam są JELITA (pisałam o nich TU, TU i TU). Jeszcze w zeszłym roku myślałam, że wszystko udało się poukładać raz na zawsze dzięki badaniom i zaleconej probiotykoterapii. Nie ukrywam, że mocno poprawił się mój stan zdrowia, ale po jakimś czasie problemy zaczęły wracać. Wiedziałam, że nie jest to już kwestia odżywiania, bo dietę mam dopiętą na ostatni guzik. Temat drążyłam dalej. Powrócę tu po raz kolejny do przywołania gospodarki hormonalnej, a wraz z nią GOSPODARKI CUKROWEJ. Wahania cukru we krwi stwarzają sytuację stresową, w której stawiamy nasz organizm, a on w tym stałym procesie walki ze stanem zapalnym zwyczajnie fiksuje. To tak jakbyś chciał się skupić na dwóch rzeczach na raz na 100%. Nie da się. Krąg się zamyka, jeden problem napędza drugi i nie pozostają sobie wzajemnie obojętnymi. Czy nie napisałam na początku, że aby dojść do wniosku, że coś nam szkodzi nawet na najlepszej diecie trzeba OBSERWOWAĆ WŁASNE CIAŁO? No właśnie…

Zbadałam hormony, poziom cukru, sprawdziłam stany zapalne, zrobiłam biorezonans na obecność pasożytów, zbadałam nadnercza, by określić w jakim stanie STRESU znajduje się mój organizm. Przeanalizowałam ilość swoich treningów i wzięłam pod uwagę regenerację, a głównie ilość i jakość snu!

Stąd cała moja mądrość, że w końcu to na obserwacji i wczuciu się w mój organizm skupiłam swoją uwagę. Przestałam sądzić, że to w odżywianiu jest coś nie tak, zajęłam się stanem ogólnym organizmu. Przestałam opierać się metodom niekonwencjonalnej medycyny. Dałam sobie żyć. Problemy z jelitami mnie wykańczały. Pracuję w poradni dietetycznej, gdzie mogłam liczyć na konsultacje moich poglądów ze świetnym specjalistą, który mógł spojrzeć na moją sytuację z boku.

Tu już nie chodziło o samą dietę. Przechodząc na protokół autoimmunologiczny, później dietę ubogą w produkty FOODMAP czułam się dobrze, ale w pewnym momencie zapomniałam, że to nie jest sposób na odżywianie do końca życia. Zdałam sobie sprawę, że kiedyś te wszystkie eliminacje należy skończyć. Ten, kto boryka się z kłopotem drażliwego jelita doskonale mnie zrozumie. Tu należy podkreślić fakt, że ani badanie ani specjalista czy idealnie ułożona dieta nie będą działały na 100% kiedy nie zmienimy swojego SPOSOBY ŻYCIA i nie spojrzymy na nie CAŁOŚCIOWO. Dlatego we współpracy z podopiecznymi staram się być empatyczna, pamiętając o tym jak sama się czułam. Bardzo ważnym elementem terapii jaką prowadzimy jest OBSERWACJA, docieranie się z własnym ciałem, zapisywanie samopoczucie w dzienniczku. To ułatwia pracę mi, bo mogę analizować na bieżąco co się dzieje, ale także osobie, z którą pracuje, która UCZY SIĘ TEGO, CO JEJ SŁUŻY – OBSERWUJE.

Negatywne emocje dotyczące jedzenia, ciągłe myślenie o tym, czy oby na pewno służy mi to co zjadam prowadzą do STRESU, który nas zwyczajnie wykańcza. Szukamy złotej metody. Nigdy jednak nie bagatelizuję takiego podejścia, bo wiem po sobie, że kiedy nie czujemy się dobrze to zrobimy wszystko, by rozwiązać problem. Zdaje sobie sprawę z tego, że często walka z problemami hormonalnymi, insulinoopornością czy chorobą autoimmunologiczną to sinusoida wzlotów i upadków, ale kiedyś musi być dobrze. Dobrze będzie wtedy, kiedy zadbamy o siebie W CAŁOŚCI, a nie zajmiemy się tylko zaleczaniem kłopotu.

Jeśli nie będziemy słuchać sygnałów wypływających z naszego wnętrza, obserwować symptomów to nie dojdziemy do równowagi. Znajdź dobrego specjalistę, który spojrzy na Ciebie holistycznie. Przeprowadzi solidny wywiad, poprosi o badania. Zarówno wyniki badań jak i Twoje samopoczucie muszą zostać wzięte pod uwagę razem. Od czynników stresowych, po Twoje zdrowie na talerzu, trzeba to wszystko dokładnie przejrzeć i przeanalizować.

„Kiedy emocje są względnie zrównoważone, w naturalny sposób odczuwamy szacunek wobec siebie i dlatego dochodzimy do wniosku, że wybór wartościowego pożywienia reprezentuje najbardziej pożądane działanie. Ponadto odkrywamy, że żywność w gorszym gatunku po prostu nas nie interesuje. Jej WŁAŚCIWOŚCI ENERGETYCZNE są negatywne, a my naturalnie wolimy nie zanieczyszczać nią naszych ciał i nie doprowadzać do obniżenia potencjału naszych umysłów.”

Łosoś z kolorową otoczką

Trafiłam dziś na przezabawny obrazem żółtej cukinii z podpisem „najbardziej hipsterskie warzywo”. Rozbawiło mnie to, bo właśnie taką miałam w misce z warzywami na kuchennym blacie. Postanowiłam więc hipstersko poszaleć w kuchni i przygotować sobie rarytas na obiad. Cukinia to warzywo na każdą okazję, tak uważam. Jeszcze się na nim nie zawiodłam, a próbowałam wielu przepisów z jej udziałem. Dziś bardzo prosto, ale kolorowo i zdrowo. Łosoś z podsmażanymi rzodkiewkami i cukinią.

Potrzebne:

płat świeżego łososia

2 cukinie (u mnie jedna żółta, druga zielona)

1 pęczek rzodkiewek

sól himalajska

olej kokosowy

Wykonanie:

1. Łososia umyj i posyp solą. Ułóż na blaszce i wstaw do pieczenia na 20min w temp. 180st. (Ja ugotowałam dziś rybę na parze.)

2. Cukinię i rzodkiewki pokrój w cienkie plastry.

3.Na patelni rozpuść łyżkę oleju kokosowego, wrzuć warzywa i grilluj je do zarumienienia (nie za długo żeby nie były zbyt miękkie)

4.Układaj na talerzu rybę i warzywa. Lekko skrop cytryną i ozdób pietruszką przed podaniem.

 

Ach, mega kolory warzyw nadchodzą razem z wiosną. Nie mamy nic przeciwko, prawda?

KRUCHE CIASTO Z KREMEM CZEKOLADOWYM

Typowa niedziela, trening, a później musiałam coś upichcić. W zamrażarce została połowa ciasta na kruche ciasteczka, które piekłam na walentynki (z TEGO przepisu) i postanowiłam nie kombinować z innym spodem na ciasto, a wykorzystać to co już mam. Przepis jak zwykle banalny, a ciasto jak zwykle wciągnięte przez biegowych łasuchów w jednym rozdaniu :)

Potrzebne:

spód:

70g masła klarowanego

50g mąki jaglanej

1 jajko

1 łyżka cukru kokosowe

 krem:

1 duży batat

1 banan

2  łyżki kakao naturalnego lub karobu

1 miarka odżywki białkowej

1 łyżka wiórków, 1/2 łyżeczka woli himalajskiej

Wykonanie:

 spód:

  1. Masło zostaw na blacie na 2h przed wyrobieniem ciasta.
  2. Pokrój masło na kawałki, przesiej mąkę, cukier, wbija jajko i wyrób ciasto.
  3. Schowaj ciasto do lodówki na 30min.
  4. Rozwałkuj ciasto i ułóż je w okrągłej foremce. Uformuj do brzegów.
  5. Piecz ciasto 15min w 180t.

 krem:

  1. Batat ugotuj do miękkości.
  2. Zblenduj: ugotowanego batata, banana, kakao, odżywkę.
  3. Po 15min pieczenia ciasta wlej do środka masę czekoladową. Posyp wiórkami i solą himalajską i zapiecz jeszcze 25min w 180st.
  4. Pozostaw do ostygnięcia.

Dajcie znać jak wyszło, bo jestem bardzo ciekawa. Osobiście lubię w niedzielę usiąść leniwie na kanapie, wyciszyć umysł po całym tygodniu obowiązków, wyzwań i działań. Dobra książka, kawałek ciacha, trochę uśmiechu do samego siebie. Relaks z zamkniętymi powiekami, jeśli się uda skierowanymi do promieni słonecznych. Wtedy przychodzi do głowy masa pomysłów i przekonuję się, że nie ma takiego smaku, którego nie zamknę w zdrowym wypieku. Nie warto więc szperać między sklepowymi półkami w poszukiwaniu czegoś „z względnie czystym składem” kiedy w domu w pół godziny można zrobić takie cuda. Moi podopieczni znowu będą szczęśliwi na nowości w diecie.

Ciastka maślane serduszka

Życząc Wam nieustannej miłości do siebie i innych zostawiam przepis na maślane serduszka, które osłodzą popołudnie z pryjacielem czy drugą połową w dzień Świętego Walentego ❤️

Potrzebne: 

150g masła klarowanego

100g mąki jaglanej (nie polecam kokosowej i gryczanej)

1 całe jajo

3 łyżki cukru kokosowego

1 garść odżywki białkowej o smaku ciasteczka (opcjonalnie)

Wykonanie: 

1. Masło pozostaw na blacie kuchennym na około godzinę przed zabraniem się za wypieki.

2. Masło potnij na małej kostki. Dodaj jajo, 2 łyżki cukru kokosowego i przesiej mąkę. Ze składników wyrób kruche ciasto.

3. Ciasto umieść w lodowce na 30min przed wałkowaniem.

4. Rozwałkuj placek, w którym wykrawamy ciastka dowolnego kształtu.

5. Układaj ciasteczka na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem posmarowanym lekko olejem koko. Ciacha posyp na wierzchu odżywką (nada zapachu) i łyżką cukru kokosowego.

6. Piecz 25min w 170 stopniach.

CHOROBY AUTOIMMUNOLOGICZNE cz. 1

„Istna plaga” to zdanie określające i podsumowujące to, czym są choroby autoimmunologiczne w dzisiejszych czasach. Aktualna lista zatwierdzonych chorób autoimmunologicznych przekracza liczbę 120.

Nie mam zamiaru zanudzać Was badaniami i uniwersyteckim językiem. Ten zostawiam sobie, który wałkuje w setkach materiałów jakie przeglądam każdego dnia, by pogłębiać swoją wiedzę. Post kieruję przede wszystkim do osób, które zupełnie nie mają pojęcia o tym co to znaczy choroba autoimmunologiczna, jak istotne znaczenie ma dbanie o układ odpornościowy i regularne badanie się. Często zgłaszają się do nas osoby, które zwyczajnie szukają rozwiązania problemu, który ciągnie się latami, którego objawy są nie do końca jasne i z którym nie potrafią sobie poradzić mimo chęci i zaangażowania. Nie mają pojęcia, że ten przewlekły problem może mieć podłoże autoimmunologiczne. Zaczyna się od złego samopoczucia, przemęczenia, wypadających włosów, kiepskiej kondycji skóry, problemów trawiennych, a zbierając wszystko w całość i stawiając przy wynikach badań dostajemy diagnozę, która nas pociesza, bo w końcu znajdujemy przyczynę kłopotu i martwi zarazem, bo „jak z tym teraz żyć?”

Czym są choroby autoimmunologiczne?

Układ odpornościowy zdrowego człowieka chroni przed tym, by rozmaite infekcje zostały w jak najszybszy sposób zwalczone. Dzieje się to za sprawą przeciwciał, białek, które rozpoznają i niszczą wirusy, a po tym procesie organizm powrócić ma do stanu równowagi. Podczas występowania choroby autoimmunologicznej sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. W tym przypadku układ odpornościowy naszego organizmu niszczy własne komórki i tkanki uważając je za ciała obce takie jak wirusy i bakterie.

Często podczas wizyty u lekarza nie zostanie postawiona konkretna diagnoza, bo wyniki „są jeszcze w miarę”, ale zaznaczyć należy, że choroba autoimmunologiczna nie rozwija się w ciągu tygodnia, ale proces ten trwać może latami, a ujawni się pod wpływem decydującego czynnika. To co najbardziej martwi mnie to fakt, że nie bierze się pod uwagę takich czynników jak: dieta, sposób życia, stres, wywiad na temat dzieciństwa pacjenta, a jedynie leczy skutki jakie powstają przez już uaktywnioną chorobę. Leki wybawieniem na wszystko. Szkoda tylko, że z medycznego punktu widzenia w przypadku chorób tego typu należy przyjmować tabsy do końca życia.

Niestety, prawdą jest, że choroby autoimmunologicznej nie się całkowicie wyleczyć, ale gdyby połączymy leczenie, z  odpowiednią dietą, suplementacją naturalną, zmianą tryby życia i regeneracją można proces autoimmunizacji spowolnić, wyciszyć, wprowadzić w remisję. I co najważniejsze poprawić samopoczucie pacjenta, które niestety pod wpływem samych leków często się mocno nie zmienia, a jedynym wyjście z sytuacji jest stałe podwyższanie dawek leków.

Skąd się biorą choroby autoimmunologiczne?

Gdybym powiedziała, że z powietrza to w ogóle bym się nie pomyliła. Tempo w jakim aktualnie żyjemy, ciągły stres (więcej o stresie przeczytasz TU), kiepskiej jakości pożywienie, brak kontaktu z naturą, przebyte infekcje, nadużywanie leków, antybiotyków, które niszczą florę bakteryjną jelit, w której skumulowana jest nasza odporność o jelitach pisałam TU).

  1. Geny – choroby autoimmunologiczne mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dlatego warto jest obserwować reakcje naszego organizmu i odnosić się do sytuacji dziadków, rodziców w tym samym polu. Oczywiście najważniejszą sprawą jest regularne wykonywanie badań i stosowanie metod rozpoznawczych w momencie kiedy czujemy, że z naszym organizmem coś jest nie tak.
  2. Środowisko – mam na myśli całokształt, od świata jaki nas otacza po ludzi w obecności których spędzamy czas. Zarówno czynniki środowiska naturalnego takie jak zanieczyszczenia środowiska, chemia w produktach kosmetycznych, chemia w żywności będą wpływać na uaktywnienie lub zaostrzenie stanu chorobowego, jak również toksyczne relacje, nerwy, stres związany z pracą, która nas wykańcza czy miejscem, w którym jesteśmy, a które nam kompletnie nie odpowiada.
  3. Tryb życia – sposób odżywiania i czynniki pro-zapalne jakie się w nim znajdują. Mam na myśli dużą ilość tłuszczów trans, żywności wysoko przetworzonej, produktów bogatych w cukier, hormony.
  4. Inne czynniki – przewlekły stres, nawracające choroby, wystawianie na próbę układu autoimmunologicznego. Często infekcje, wirusy, bakterie. Częste leczenie antybiotykami. Problemy hormonalne.

Czynników jest na prawdę wiele, bardzo często ciężko jest je rozpoznać i określić jednoznacznie, a żeby dojść do sedna sprawy potrzeba wiele mniejszych elementów ułożyć w sensowną całość i zawsze podchodzić indywidualnie. Nie ma jednego rozwiązania dla wszystkich, tak jak nie ma jednego czynnika, który powoduje tę plagę autoimmunologii.

Najpowszechniejsze choroby autoimmunologiczne

Chorób autoimmunologicznych, jak napisałam na wstępie jest na prawdę wiele. Każdy narząd naszego ciała może być zaatakowany. Co więcej bardzo często chorobom autoimmunizacyjnym towarzyszą inne problemy, które idą z nimi w parze. Najczęściej spotykane i ostatnimi czasy najszerzej diagnozowane to:

1. TARCZYCA: zapalenie tarczycy Hashimoto, choroba Gravesa-Basedowa
2. KOŚCI I STAWY: RZS (Reumatoidalne zapalenie stawów), osteoporoza
4. SKÓRA: łuszczyca, łysienie plackowate, bielactwo
5. SYSTEM NERWOWY: stwardnienie rozsiane, miastenia, toczeń
7. JELITA: Leśniowski Crohn, WZJG (Wrzodziejące zapalenie jelita grubego), celiakia

Jak diagnozować choroby autoimmunologiczne?

Przede wszystkim wizyta i wywiad lekarski, wykonanie badań podstawowych morfologii z rozmazem, prób wątrobowych, wskaźników zapalnych OB, CRP, homocysteina, kortyzol, poziom witaminy D, żelazo. Sprawdzić glikemię wykonując badanie krzywej cukrowej i insulinowej. Przedstawić DOKŁADNY opis objawów. Jeśli podstawowa diagnostyka wskaże na nieprawidłowości należy rozszerzyć panel badań ukierunkowany na sprawdzenie konkretnego organu, np. przy tarczycy – TSH, ft3, ft4, antyTPO, antyTG, poziom selenu, cynku. Warto także wykonać USG narządu. Dalszym etapem będą badania genetyczne w kierunku predyspozycji do danej jednostki chorobowej, biopsja. Kontakt z dobrym dietetykiem, który wskaże na co zwrócić uwagę podczas komponowania jadłospisu, jakich produktów unikać i jakie czynniki szkodą. O te informacje rozszerzę kolejny wpis.

Paleo ciastki czekoladowe

Najlepiej smakują po treningu albo w wolny dzień kiedy czas poświęcamy tylko dla siebie. Co to takiego? Czekoladowe ciastki turno słodkie choć bez cukru ?

Uczę się rozkoszowania każdą wolną minutą w dzień bez pracy. Nie ukrywam, że średnio mi to wychodzi, ale UCZĘ SIĘ! Kiedy tak próbuję się relaksować to najcześciej owocuje to w nowe przepisy. Tak też powstał dzisiejszy ?

Potrzebne: 

– 3 jaja od szczęśliwej kury

– 2 banany

– 40g daktyli

– 3 łyżki kakao naturalnego

– 1/2 szklanki mleka migdałowego

– 1 łyżka nasion chia

– 1 łyżeczka proszku do pieczenia bez glutenu

Wykonanie: 

1. Daktyle namocz we wrzątku przez 15min.

2. Wszystkie składniki połącz ze sobą i zblendować na gładką masę.

3. Przełóż masę do foremek i piecz 35min w 180st.

Read More
Strona 1 z 1412345...10...Ostatnia »