MOTYWACJA

POSTRZEGANIE SIEBIE – EMOCJE – DBANIE O ZDROWIE

Głowa boli kiedy analizuję się ilość informacji na temat „dobrego odżywianiu.” Co to w ogóle znaczy? Jak na podstawie tysięcy mniej lub bardziej rzetelnych, potwierdzających się i wykluczających zasad znaleźć właściwy dla siebie sposób odżywiania? Taki, który sprawi, że uleczysz wszelkie dolegliwości, poczujesz się świetnie, a do tego dojdziesz do sylwetkowej formy życia?! Niezliczona ilość blogów, książek, forów, a na każdym informacje jak jeść, żyć, ćwiczyć, dbać o siebie żeby przynosiło to upragniony efekt. Co metoda to magia. Życia zabraknie, by przetestować każdą. Dlaczego więc brniemy w najbardziej zagmatwane sposoby zapominając o podstawach? Szukamy inspiracji w rozmaitych źródłach nie biorąc pod uwagę tego, że MY jako jednostka jesteśmy najlepszą bazą informacji na swój temat. Wskazówką, która najtrafniej określa co nam służy, a co nie jest nasze własne CIAŁO i ORGANIZM.

Zdaję sobie sprawę, że jest to bardzo trudne, by doprowadzić się do stanu równowagi. Niejednokrotnie pisałam i mówiłam o tym, że dietetyka stała się moją pracą-pasją właśnie dlatego, że skrupulatnie drążyłam swój najcięższy przypadek, samą siebie. Najczęściej padające pytanie kiedy chodzi o zmiany to CZAS. Ile to będzie trwało? Jeśli mam być z Wami szczerza to w moim przypadku trwało to LATA. Co więcej tak jak zmieniają się pory roku tak też zmienia się nasze ciało i funkcjonowanie narządów. Nie ma więc możliwości, by całe życie stosować się do jednego schematu i czuć się „bezpiecznie”. Ok, passe nie stanie się nigdy wyrzucenie z codziennego menu przetworzonej żywności, ale już dopasowanie ilości potrzebnych do działania makroskładników będzie się różnić w zależności od danego momentu w naszym życiu. Szczególnie mam na myśli kobiety, które są jednym wielkim kłębkiem hormonów. Doskonale wiemy, że na różnych etapach naszego życia funkcjonują one zupełnie inaczej. Najważniejszą zasadą jest więc zrozumieć nasz SYSTEM HORMONALNY, by móc żyć z nim w zgodzie.

Jeśli śledzisz mojego bloga od dłuższego czasu to wiesz, że jednym z głównych problemów, z którym się borykałam są JELITA (pisałam o nich TU, TU i TU). Jeszcze w zeszłym roku myślałam, że wszystko udało się poukładać raz na zawsze dzięki badaniom i zaleconej probiotykoterapii. Nie ukrywam, że mocno poprawił się mój stan zdrowia, ale po jakimś czasie problemy zaczęły wracać. Wiedziałam, że nie jest to już kwestia odżywiania, bo dietę mam dopiętą na ostatni guzik. Temat drążyłam dalej. Powrócę tu po raz kolejny do przywołania gospodarki hormonalnej, a wraz z nią GOSPODARKI CUKROWEJ. Wahania cukru we krwi stwarzają sytuację stresową, w której stawiamy nasz organizm, a on w tym stałym procesie walki ze stanem zapalnym zwyczajnie fiksuje. To tak jakbyś chciał się skupić na dwóch rzeczach na raz na 100%. Nie da się. Krąg się zamyka, jeden problem napędza drugi i nie pozostają sobie wzajemnie obojętnymi. Czy nie napisałam na początku, że aby dojść do wniosku, że coś nam szkodzi nawet na najlepszej diecie trzeba OBSERWOWAĆ WŁASNE CIAŁO? No właśnie…

Zbadałam hormony, poziom cukru, sprawdziłam stany zapalne, zrobiłam biorezonans na obecność pasożytów, zbadałam nadnercza, by określić w jakim stanie STRESU znajduje się mój organizm. Przeanalizowałam ilość swoich treningów i wzięłam pod uwagę regenerację, a głównie ilość i jakość snu!

Stąd cała moja mądrość, że w końcu to na obserwacji i wczuciu się w mój organizm skupiłam swoją uwagę. Przestałam sądzić, że to w odżywianiu jest coś nie tak, zajęłam się stanem ogólnym organizmu. Przestałam opierać się metodom niekonwencjonalnej medycyny. Dałam sobie żyć. Problemy z jelitami mnie wykańczały. Pracuję w poradni dietetycznej, gdzie mogłam liczyć na konsultacje moich poglądów ze świetnym specjalistą, który mógł spojrzeć na moją sytuację z boku.

Tu już nie chodziło o samą dietę. Przechodząc na protokół autoimmunologiczny, później dietę ubogą w produkty FOODMAP czułam się dobrze, ale w pewnym momencie zapomniałam, że to nie jest sposób na odżywianie do końca życia. Zdałam sobie sprawę, że kiedyś te wszystkie eliminacje należy skończyć. Ten, kto boryka się z kłopotem drażliwego jelita doskonale mnie zrozumie. Tu należy podkreślić fakt, że ani badanie ani specjalista czy idealnie ułożona dieta nie będą działały na 100% kiedy nie zmienimy swojego SPOSOBY ŻYCIA i nie spojrzymy na nie CAŁOŚCIOWO. Dlatego we współpracy z podopiecznymi staram się być empatyczna, pamiętając o tym jak sama się czułam. Bardzo ważnym elementem terapii jaką prowadzimy jest OBSERWACJA, docieranie się z własnym ciałem, zapisywanie samopoczucie w dzienniczku. To ułatwia pracę mi, bo mogę analizować na bieżąco co się dzieje, ale także osobie, z którą pracuje, która UCZY SIĘ TEGO, CO JEJ SŁUŻY – OBSERWUJE.

Negatywne emocje dotyczące jedzenia, ciągłe myślenie o tym, czy oby na pewno służy mi to co zjadam prowadzą do STRESU, który nas zwyczajnie wykańcza. Szukamy złotej metody. Nigdy jednak nie bagatelizuję takiego podejścia, bo wiem po sobie, że kiedy nie czujemy się dobrze to zrobimy wszystko, by rozwiązać problem. Zdaje sobie sprawę z tego, że często walka z problemami hormonalnymi, insulinoopornością czy chorobą autoimmunologiczną to sinusoida wzlotów i upadków, ale kiedyś musi być dobrze. Dobrze będzie wtedy, kiedy zadbamy o siebie W CAŁOŚCI, a nie zajmiemy się tylko zaleczaniem kłopotu.

Jeśli nie będziemy słuchać sygnałów wypływających z naszego wnętrza, obserwować symptomów to nie dojdziemy do równowagi. Znajdź dobrego specjalistę, który spojrzy na Ciebie holistycznie. Przeprowadzi solidny wywiad, poprosi o badania. Zarówno wyniki badań jak i Twoje samopoczucie muszą zostać wzięte pod uwagę razem. Od czynników stresowych, po Twoje zdrowie na talerzu, trzeba to wszystko dokładnie przejrzeć i przeanalizować.

„Kiedy emocje są względnie zrównoważone, w naturalny sposób odczuwamy szacunek wobec siebie i dlatego dochodzimy do wniosku, że wybór wartościowego pożywienia reprezentuje najbardziej pożądane działanie. Ponadto odkrywamy, że żywność w gorszym gatunku po prostu nas nie interesuje. Jej WŁAŚCIWOŚCI ENERGETYCZNE są negatywne, a my naturalnie wolimy nie zanieczyszczać nią naszych ciał i nie doprowadzać do obniżenia potencjału naszych umysłów.”

Śniadania białkowo-tłuszczowe

Jestem ogromnym zwolennikiem śniadań białkowo-tłuszczowych w przypadku osób, które nie wykonują rano treningów, ciężkich prac fizycznych bądź mają problemy z chorobami autoimmunologicznymi czy zaburzeniami gospodarki cukrowej. Dla tych, którzy od rana czują się zestresowani i głodni już 2h po zjedzeniu tradycyjnej owsianki.

O tym poczytacie w najbliższym poście, a dziś z uwagi na moich podopiecznych wrzucam kilka pomysłów na śniadania BT.

KABANOSKI DROBIOWE Z WARZYWAMI i AWOKADO

Przepis: 

1. Nastaw w garnku wodę i zagotuj. Dodaj do niej kabanosy drobiowe i gotuj pod przykryciem.

2. Awokado i warzywa pokrój w kostkę. Przypraw solą, pieprzem i polej łyżeczką oliw.

JAJA SADZONE NA MAŚLE KLAROWANYM 

Przepis: 

1. Łyżeczkę masła klarowanego dodaj na patelnię i poczekaj aż się rozpuści.

2. Zmniejsz ogień i wbij jaja na masło. Smaż pod przykryciem do ścięcia się białka. Pozostaw płynne żółtko, takie jest najzdrowsze i zostaje w nim najwięcej wartości odżywczych.

3. Podawaj z porcją świeżych warzyw ułożonych na miksie sałat.

KIEŁBASKI BAWARSKIE Z DUSZONĄ CEBULĄ

 

Przepis:

1. Łyżeczkę masła klarowanego dodaj na patelnię i poczekaj aż się rozpuści.

2. Cebulę pokrój w piórka i dodaj do masła. Duś do miękkości pod przykryciem.

2. Kiełbaski lekko natnij z obu stron. Dodaj do cebuli i trzymaj pod przykryciem aż będą miękkie.

3. Podawaj z ulubionymi warzywami, np. pomidor malinowy z solą himalajską.

 Starajcie się, by Wasza dieta była różnorodna! Rotujcie produkty, smaki. Bawcie się kolorami na talerzu. Człowiek zjada na prawdę WSZYSTKIMI zmysłami ?

 

Deser z komosy ryżowej

image

Niech deser z dzisiejszego przepisu będzie motywator do wykonania treningu. Jeśli na prawdę ciężko znaleźć powód do rozpoczęcia aktywniści to moż nagroda w postaci odżywczej i pysznej przekąski po treningowej zadziała?

Dlaczego? Ponieważ z natury jesteśmy łasuchami i nie mówcie, że nie, bo nie uwierzę, więc zbieranie punktów na treningu, które wylądują w miseczce smaku może okazać się skuteczne :)

Kiedy w lodówce czeka na mnie pyszna po treningowa przekąska nie mam ochoty dłużej zwlekać z treningiem i wykonuję go z podwójnym zaangażowaniem, by jak najszybciej móc zdobyć nagrodę.

Potrzebne: 

  • 40g komosy ryżowej
  • 1 banan
  • 1 łyżka kakao lub karobu
  • 2 łyżki nasion chia
  • 50g mleka kokosowego
  • garść malin

Wykonanie: 

  1. Nasionka chia zalej mlekiem kokosowym i odstaw do lodówki na co najmniej 2h.
  2. Komosę ryżową ugotuj. Dodaj do niej kakao oraz banana i zblenduj na gładką masę.
  3. Przełóż czekoladowy budyń do miseczki, posyp malinami, a przed podaniem ułóż stężałe w mleku nasionka chia.

Ciesz się smakiem i radochą po dobrze wykonanym treningu!

Błędne koło odchudzania

society-kills-us-beautiful-pictures-30962608-500-333

Dopóki ciało nie będzie czuło się bezpieczne, nie będzie też w potrzebie zrzucenia zbędnych kilogramów (sytuacja zagrożenia = obrona). Tym optymistycznym zdaniem zaczynamy rozkładanie na części pierwsze sensu temat odchudzania, kiedy jednocześnie organizm daje wyraźny znak, że tego nie chce. Obserwując mojego bloga na pewno zauważyliście, że moje podejście zmieniło się znacznie. Zastanawiałam się też czy pisać dziś w stylu akademickim, podając fakty i badania czy pisać o moich wnioskach i obserwacjach bazujących na pracy z podopiecznymi. Wybrałam opcję pomiędzy, czyli piszę od serca, bazując na doświadczeniu oraz w oparciu o to co widzę u osób, z którymi pracuję, ale co ma również odzwierciedlenie w badaniach naukowych.

Przede wszystkim należy uświadomić sobie, że zdrowe ciało nie ma problemów ani z przybieraniem ani ze zrzuceniem wagi. Jeśli ten proces przebiega nieprawidłowo to znaczy, że dostajemy sygnał alarmowy ze środka, że dzieje się coś, co blokuje nasze naturalne zdolności. Mogą to być stany zapalne, choroba autoimmunologiczna, załamanie metaboliczne, chroniczny stres. Co więcej, najczęściej jedno wynika z drugiego i nie stanowi osobnego problemu. Nie oznacza to więc, że nie starasz się na treningach albo rozkład BTW w rozpisce, której przecież trzymasz się co do grama jest nieodpowiedni. W takiej sytuacji należy wziąć pod uwagę fakt, że poza siłką i jedzeniem w plastikowych pudełkach jest jeszcze nadrzędna strefa ZDROWIA i to ona może być powodem braku efektów!

„Będzie, będzie zabawa, będzie się działo!”

Ach, pamiętam doskonale ten dzień kiedy pełna nadziei wyfrunęłam ze spotkania z trenerem, z którym podjęłam współpracę w przygotowaniach do zawodów bikini. Euforia nie do opisania słowami, w brzuchu motyle, na twarzy uśmiech szerokości trzydrzwiowej szafy, a w głowie tylko TEN mój fit cel i nic więcej się nie liczy.

Młodość ma swoje prawa, a i ja czasu nie chciałabym cofnąć, bo co się nauczyłam to moje. Jak wynika z powyższego przykładu, panna Cesarek doskonale rozumie całą tą ekscytację byciem nieziemsko fit. Teraz to już będzie w życiu wspaniale, bo mam plan, bo kartki dostanę od trenera, wystarczy się trzymać i róg obfitości się nie skończy. Serio??

Każdy kij ma dwa końce.

Zapytaj siebie co czujesz? Czy pozwalasz sobie w życiu na to co jest Ci potrzebne czy znowu kurczowo trzymasz się schematu, bo inaczej nie pójdzie? Ulegamy presji otoczenia, chcemy wyglądać świetnie, a przy tym czuć się świetnie tylko…może nie zawsze nasze ciało i duch są na to gotowe. W swojej fit karierze przejrzałam co najmniej sto tysięcy blogów o tej tematyce, miliard zdjęć fitnessek i w każdym tak na prawdę trend jest ten sam: CEL->DZIAŁANIE NA 100%.

Trener, trening, dieta i jazda. Na początku jest cudnie, motywacją można góry przenosić. Do pierwszego startu czy po pierwszej redukcji też jest uroczo, efekty widać jak na dłoni, wszyscy Cię kochają, a Ty kochasz wszystkie swoje lajki pod zdjęciem. No i zaczyna się nowy rozdział w Twoim życiu pod tytułem…

Mam palec to chcę całą rękę!

Osiągnęłam wyznaczony cel, poszło jak po maśle to jadę z koksem dalej. „Bo jak nie my to kto?” usłyszysz od trenera. Kij z tym, że już nie dosypiasz, że kurczak z ryżem wychodzi Ci uszami. Ty to kochasz na facebooku, a trener to lajkuje. Wstyd się przyznać, co nie? Że nie ma ochoty na przytulenie się do ukochanego, że zapomniałam o telefonie do przyjaciółki, a ostatnia myśl o szczęściu pojawiła się rok temu wraz z ostatnią miesiączką, której po redukcji już nie ma. Tak się łatwiej żyje…tak się żyje fit. Wiadomości o takiej treści, z podaniem opisu takiego wyczerpania dostajemy co najmniej kilka dziennie.

Zakładasz dodatkowy ciężar na plecy i zapierniczasz z robotą, która stanie się Twoim planem na życie albo zrezygnujesz (tak jak zrobiłam to ja) i grzecznie dziękując próbujesz wrócić do RZECZYWISTOŚCI zastanawiając się przy tym, w którą stronę masz teraz pójść.

Powrót do przeszłości.

Wylądowałeś na planecie Rzeczywistość. Tydzień przerwy od treningów miną bardzo szybko, bo go przespałeś. Może w tym czasie nic nie jadłeś, bo w sumie nie wiesz co, nie mając podanego rozkładu posiłków, a może jadłeś wszystko co do tej pory uśmiechało się do Ciebie ze sklepowej pułki, ale było kategorycznie zabronione. „Dobra tam, czas roztrenowania, regeneracji to można.” Tylko powstaje jeden problem, do kiedy trwać będzie to „roztrenowanie” i co ono dla Ciebie w ogóle oznacza skoro zawodnikiem już nie chcesz być (Ci mają wyznaczone plany i terminy przygotowań).

imageJa nic nie muszę! Musi to na Rusi!

Znowu jesteś w kropce. Załóżmy, że czas Twojego roztrenowania dobiega końca, bo zaczynasz wyraźnie dostrzegać, że forma, którą miałeś pół roku temu już dawno została tylko na zdjęciu. Masz tego dość więc co robisz? Bierzesz się za siebie”!

Nie muszę nikogo przekonywać, że nagłówek tego akapitu jest bardzo w polskim stylu. Polaka do niczego nie zmusisz. Polak chce to potrafi. Właśnie takim typowym Polakiem jest nasz organizm. On może chcieć z Tobą współpracować, ale NIE MUSI. Każda więc próba podjęta w kierunku zmuszania i zadręczania go skończy się jedynie wybuchem stresu i nieprzyjemnego buntu!

Jak to się ma w kontekście odchudzania? Ano właśnie tak, że jeśli organizm głodny to i zły, a jeśli zły to zestresowany, a jeśli zestresowany to włącza funkcje obronne, uruchamia system odpornościowy i nerwowy do walki z wrogiem. W tym przypadku mamy najczęściej do czynienia z chronicznymi stanami zapalnymi, zespołem przemęczenia, problemami hormonalnymi, znużeniem i utratą odporności.

KORTYZOL jest hormonem odpowiadającym za utrzymanie prawidłowego poziomu stresu w organizmie. Rano pomaga nam się obudzić, podczas treningu dać z siebie maxa, ale także odpowiada za odpowiedź ze strony układu immunologicznego oraz kieruje gospodarką uwalniania glukozy i kwasów tłuszczowych z wątroby. Jest więc swego rodzaju sygnalizatorem świetlnym dla kierowania ważnymi procesami zachodzącymi w ludzkim wnętrzu. Jeśli jego poziom wzrasta dostajemy informacje, że należy walczyć albo uciekać i jest to bardzo zdrowa reakcja. Problem pojawia się wtedy, gdy te reakcje są nieustanne! Więcej o stresie przeczytasz w TYM poście.

14gargamelGargamel idzie! Chować się kto może!

No i tu kończy się bajka. Wracasz do treningów, ale po tygodniu petardy nie ma. Wróciłeś do pudełek, ale efektów działania diety kompletnie brak, a może jest nawet gorzej. Zaczynają pojawiać się kłopoty ze strony układu pokarmowego, a w Tobie rodzi się poczucie winy i narasta frustracja! Jej! Nie chce pisać tego akapitu, ale to prawda, z którą zaczyna się mierzyć co raz więcej ludzi. Piszecie i pytacie co robić, bo świat wali się na głowę! NA PRAWDĘ NIE IDZIE!

A pamiętasz ile razy Ty wypowiadałeś takie takie zdanie pod nosem kiedy mama kazała coś w domu wykonać? Pamiętamy buntowniczka? Co wtedy robił? ZAPIERAŁ SIĘ RĘKAMI I NOGAMI! Ten sam schemat widzimy w działaniu zbuntowanego organizmu, który UWIERZ MI, w środku walczy i daje z siebie wszystko, byś cierpiał jak najmniej. Bóle, wysypki, samopoczucie to NIE POWODY to już OBJAWY WALKI Z CZYMŚ CO CIĘ WYNISZCZA.

Nie ma bata, że ruszę, bo nic nie muszę, mówi organizm! Katowanie, ograniczanie dostarczanej kalorii, odbieranie potrzebnej dawki regeneracji, dobijanie na siłę kolejnym treningiem tylko po to, by liczba kalorii była wykręcona…Nie podziała! Nie na taką sprytną bestię jak ludzkie wnętrze!

Hulaj dusza, piekła nie ma! Co sobie schudnę to sobie przytyję!

Efekt jojo to temat na osobny post. Dziś chciałabym tylko powiedzieć, że nie jest to żaden wymysł i rzeczywiście istnieje. Nie jest to też złośnik, który chce nam uprzykrzyć życie, a raczej MECHANIZM OBRONNY, tak jak każda inna choroba czy zespół chorób, które chronią organizm przed jeszcze większych wyniszczeniem. Efekt jojo to nie podstępny drań, który chce, byś był grubasem, to obrona przed kolejną akcją głodówkową, którą ciała pamięta z przeszłości, a która go nieźle wyniszczyła.

Nikt nie zadba o Ciebie lepiej niż Ty sam.

Podejmowałam współpracę z trenerami, sama jestem trenerem i kształcę się w kierunku dietetyki. Obracam się w środowisku ludzi aktywnych, różnych sportów i jeśli na prawdę uważasz, że jest na świecie jedna genialna grupa ludzi, którzy potrafią dobrać coś indywidualnie pod Ciebie i zadziała na już to się mylisz. Proces odnawiania, tak jak i burzenia TRWA i wymaga czasu. Łatwe sposoby, szybkie sposoby i tanie sposoby niestety nie pomogą. Jasne, pewnie, że chciałoby się rozwiązanie otrzymać na już. Niestety nie ma takiej możliwości.

Będzie dobrze? A co ma nie być!

Problemy techniczne, zwarcia, kłótnie, chwile radości to codzienność każdego związku. Dlaczego by nie traktować naszej relacji z samym sobą jako takiego związku?

Zarówno jeden czynnik w naszym organizmie może mieć wpływ na brak efektów naszej codziennej harówki jak i cały zespół przypadłości. Nasze wnętrze działa jak naczynia połączone, jedno przechodzi w drugie i ściśle się z nim wiąże.

Pozytyw jest taki, że przy pomocy specjalisty, z CIĘŻKĄ PRACĄ I ZAANGAŻOWANIEM W SERCU MOŻLIWE JEST ODBUDOWANIE WIĘKSZOŚCI PROBLEMÓW.

AKCEPTACJA STANU RZECZY TO PODSTAWA. PODEJŚCIE OGÓŁU SPOŁECZEŃSTWA NAS ZABIJA. Każdy z nas jest inny, każdy wymaga innego podejścia do tematu, a NIE schematu.

Pisałam ten post długo, próbując zawrzeć wszystko co chciałabym przekazać w najbardziej przystępny sposób. Nie chciałam żeby był to kolejny post z serii poradnika. Napisałam Wojtkowi smsa: „Nie skończę tego posta, rzuć mi jakieś zdanie-wskazówkę”. Nie wiedział o czym piszę, a w odpowiedzi dostałam: „Miłość to moja wskazówka.” W pierwszej chwili przewróciłam oczyma i szepnęłam pod nosem „Dzięki, Romeoo, ale ja muszę to skończy.”

Jednak, hola, hola! Miłość to podstawa? Ależ owszem! Nie zaakceptujesz, nie wypracujesz, nie osiągniesz żadnego efektu, jeśli nie będziesz w stanie spojrzeć na to czego dokonałeś z miłością. Zaakceptuj obecną sytuację, nawet jeśli jest kiepska to masz z niej wyjście, jak z każdej. Nie jednego dnia zawaliłeś sprawę ze swoim zdrowiem więc nie powinieneś spodziewać się efektu zwrotu akcji w jeden dzień. Nie oglądaj się na innych, żałowanie i stanie w miejscu nie pomoże. Zmiany mają być konkretne i Ty masz być w nich konsekwentny, a wyjdziesz na swoje.

Co w nas nie zginie

IMG_2255

Ciacho z truskawkami wyszło przepyszne, ale dziś nie wrzucę na nie przepisu. Wybaczcie. Nim Pani keepFIT rozwinęła się (jako tako) kulinarnie zaczęła od szeroko pojętej motywacji do treningu, zdrowego odżywiania i namawiania do zmian w kierunku zdrowego trybu życia. Dzisiejszym wpisem chcę i MAM POTRZEBĘ podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami.

Zmiany, zmiany, wszędzie zmiany.

Gdzie się nie wczytam jasno je wykrywam. Gdzie nie spojrzę dostrzegam je. W pierwszym momencie myślę sobie, że to dziwne, że znowu nadchodzi jakaś modna era i nie wiem czy chcę się w nią zagłębić, czy może ominąć szerokim łukiem. Człowiek to zwierze stadne, tak mówią. Posiada jednak umiejętność racjonalnego myślenia i podejmowania własnych decyzji. Jeśli nie pogodzi się sam ze sobą, nie będzie potrafił rozmawiać ze swoimi słabościami albo ze swoim ego to raczej nikt mu w podejmowaniu decyzji nie pomoże. Kompleksy, wady, słabości, mają je nawet Ci, którzy na pozór wydają się nam „idealni”. Obserwuj, po to masz oczy, ale wyciągaj swoje wnioski, segreguj informacje, które ułożysz w SWOJĄ WŁASNĄ SEKWENCJĘ.

Dobrze czy źle, oto jest pytanie.  

„Kochanie, wróć do nas z tych Internetów”, woła Wojtek. „Już idę, tylko ogarnę o co chodzi, bo właśnie dostałam hejta…”, odpowiadam.

No właśnie, i co…? Nie jestem idealna, patrze w lustro i śmiało to mówię. Choć cenię sobie perfekcjonizm i profesjonalizm to jak każdemu z nas zdarza mi się popełnić błąd. Co więcej, zdarza mi się kogoś rozczarować swoim postępowaniem albo pokazać coś, co się innym nie spodoba. Tak było, jest i będzie. Jeśli ktoś zada mi pytanie, czy jakiegokolwiek życiowego eksperymentu żałuję to odpowiem NIE. Mimo tego, iż życiowo bywam tzw. „boidupą”, martwię się na zapas i dbam o stabilność, to mimo wszystko uczę się nie płakać nad rozlanym już mlekiem. Pisząc i pokazując coś na forum liczę się z krytyką i bez problemu ją przyjmuję.

IMG_2014

„Że Ci się tak chce!”

Chce mi się! Jak nie teraz to kiedy? Jak nie podejmę wyzwania i nie zrealizuje go to istnieje marna szansa, że drugi raz się powtórzy. Czasem piszę, że odpoczynek jest rzeczą świętą, a czasem w euforii napiszę, że dwa treningi w ciągu dnia dają mi motywację do życia. Jedno i drugie się zgadza. Wiecie dlaczego? Dlatego, że keepFIT to JA, Emilia. A ja, tak samo jak każdy z Was mam lepsze i gorsze dni, bardziej i mniej bogate w energię okresy. TEN BLOG JEST PISANY NIE TYLKO ODRUCHAMI ALE PRZEDE WSZYSTKIM EMOCJAMI! Ja też czytuję wiele blogów, wielu blogerów znam osobiście i chyba nie trzeba tłumaczyć, że sieć to jedno, a życie to wciąż seria wzlotów i upadków. Kiedy prześledzisz sobie swoją własną historię…

Dokładnie! ?

IMG_2005

Nic na siłę. 

To zdanie-mantra, które powtarzam, by było mi w życiu przewodnikiem. Do wielu rzeczy człowiek się zmusza. To troche nawiązanie do tego, co napisałam na początku o trendach i zmianach. Warto brać je pod uwagę, ale wystrzegać się wpadania bezgranicznie w niwy nurt. „Wszystko płynie”, więc dajmy się ponieść nurtowi, ale panujemy nad sterem. Mało kto celowo chce się rozbić o pierwszą napotkaną skalę.

Często nie mając na coś ochoty pracujemy ciężko, bo tak należy, bo nikt nie da i z nieba nie spadnie. Tak też trzeba, ale nie całe życie. RÓWNOWAGA, która pozwoli nam być tu i teraz, harować skoro nadeszła taka potrzeba, ale w odpowiednim ku temu momencie zawoła po nas głos rozsądku, który zatrzyma rozpędzone koło.

Wiem, że łatwo jest napisać, łatwo powiedzieć, a trudniej wykonać. Nie ma drogi na skróty, ale ISTNIEJE WIELE MOŻLIWOŚCI i ROZWIĄZAŃ. Łapmy je! Od nas samych zależy czy je dostrzeżemy i wykorzystamy czy ominiemy bezpowrotnie. Nie trzeba porywać się z motyką na księżyc, rzucać wszystkiego dziś, wsiadać w samolot i lecieć na drugi koniec świata żeby poczuć się szczęśliwym. Może wystarczy jedynie włączyć tryb postrzegania świata, posłuchać przyjaciela albo narzekań sąsiada, by dojść do wniosku, który poprowadzi dobrą drogą.

Piekielnie Twarda Sztuka

image

Uwielbiam czytać, ale ostatnio najcześciej wybierane przeze mnie pozycje to opisy badań, informacje ze świata dietetyki, książki naukowe. Przez to zostaje mało czasu na książkę motywator, a taka ZDRCYDOWANIE jest potrzebna dla ducha.
W przypadku Piekielnie Twardej Sztuki było inaczej. Polecono mi tytuł, który zabrałam ze sobą na długi weekend. Potrzebowałam wsiąknąć w jakąś historię, która oderwie mnie choć na chwilę od rzeczywistości. Na kilka dni wszelkie naukowe źródła przeprosiłam i odłożyłam na bok. Majówkę na Mazurach spędziłam z przygodami Christmas Abbott. Pierwsze wrażenie? NIE MOGŁAM SIĘ ODERWAĆ!

Nie będę zdradzała szczegółów lektury, ale nadmienię, że znajdziecie w niej nie tylko motywujące opisy z życia zawodniczki, ale także cenne rady i wskazówki na temat tego jak się odżywiać i w jaki sposób trenować, by osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Zdecydowanie nadszedł czas obalenia utartego schematu życia na głodówce i zajeżdżania organizmu treningami, by wyglądać pięknie.

image
Ten fragment przekonał mnie, by nie odkładać książki dopóki jej nie przeczytam. Niejednokrotnie wspominałam ile eksperymentów przeszłam na sobie, by dojść do, powiedzmy, równowagi. W tej kwestii utożsamiłam się z bohaterką, która metodą prób i błędów znalazła swoją FIT równowagę. Która z nas tu zaglądających nie chce być wysportowaną, piękną i nienstracić przy tym na zdrowiu?

Abbott to młoda dziewczyna, która osiąga sukces na skalę światową i chętnie sie z nami dzieli recepta na powodzenie.
Spójrzcie na ten fragment:

image

Motywuje prawda? Mnie też! Dlatego nie odłożyłam i książki i bardzo się cieszę, że doszłam do końca. Zdecydowanie wyznaczyła mi kolejny punkt patrzenia na świat fitnessu, sportu, dietetyki. Bardzo polecam ją dla podbicia motywacji do trenowania, ale także jako kierunek, który pomoże znaleźć złoty środek w czałej tej fit gonitwie.

I teraz uwaga – niespodzianka!!

Pod postem na FB napisz jaka jest Twoja rada na utrzymanie równowagi w życiu, w godzeniu codzienności i sportu. Jak się zmotywować, ale nie zwariować?!

Najciekawsze wypowiedzi nagrodzę egzemplarzami lektury! ?

Poza FIT

image

Spotykałam się z tym pytaniem tak często jak szkolniak z pytaniem mamy o to jak dziś było w szkole. „Emilia, a czy istnieje dla Ciebie coś poza FIT?” Zazwyczaj odpowiadałam „No jasne, że tak, przecież w życiu robię masę innych rzeczy.”

No to KIEDY…?

Kiedy gotujesz?
Najlepiej wychodzi mi to rano, kiedy całą kuchnię mam tylko dla siebie. Bywają dnia, że wstaję o 5:40 i kręcę ciasto na babeczki (polecam na śniadanie TE) czy placek z bakaliami (taki jak TEN) kiedy inni jeszcze śpią. Zazdroszczę moim domownikom tego, że budzą ich pyszne zapachy ?
Gotowanie mnie relaksuje. Wskakuje do swojego małego, tajemniczego świata jak Alicja w krainie czarów do normy królika. Jeszcze nie wiem co mnie czeka, ale na pewno nie mam zamiaru się wycofać :)

Kiedy pracujesz?
Kiedy ja czegoś nie robię to wiedzcie, że nie jest to normalne. Dzień mam wypełniony zajęciami po brzegi. Nie umiem inaczej. Zwykle od popołudnia jestem w szkole, a rano i wieczorem siedzę w dietetyce. Łącze jedno z drugim, bo bardzo mi to pasuje. Wyznaczam deadline i nie odpuszczam dopóki nie skończę. Stawiam na dietetykę i rozwijam się w tym co raz bardzie, ale nie wyobrażam sobie, by w ciagu tygodnia nie używać języka angielskiego, dlatego szkoła to świetna opcja nauki dla mnie i moich uczniów. Poza tym obcowanie z dzieciakami daje mi masę radości. Nie lubię granic, nie stawiam żadnych barier, jestem otwarta na nowe wyzwania. Jak się chce to wszystko da się połączyć. Odpowiednie planowanie to klucz do sukcesu ?

Kiedy trenujesz?
„Z postów wynika, że praktycznie codziennie”. To prawda, mało u mnie dni nietreningowych. Zabrzmi to bardzo sucho, ale trenuję wtedy kiedy mam na to ochotę. Fakt, przygotowanie do półmaratonów wymagało ode mnie wiecej elastyczności i spięcia, by znalezc czas na wybiegania i trening z Wojtekiem, ale nie było z tym problemu. Ponownie planowanie.
Bywają oczywiście dni, ze nie trenuje w ogole. Baaa, bywają i takie, kiedy rzucam strojem fitnessowym o ścianę i mowie mu, zeby szykował sie na sprzedaż, bo od dzis jestem treningowym leniem. Ludzkie to. Czasem mam ochote zaczac dzien poranna joga, a wieczorem dobić sie treningiem na silowni.
Kazdy dzien jest inny, kazdy trening jest inny. Kobieta zmienna jest i miewa humorki…na dany trening takze :)

Kiedy piszesz bloga?
Nie ukrywam, ze w tej kwestii ważniejsza od czasu jest wena. Nie pisze postów zaplanowanowanych z wyprzedzeniem na konkretny dzien tygodnia. Kieruje sie codziennością, tym co mnie otacza, co w danym momencie do mnie przemawia. Inspiruje sie czyms i wtedy wiem, ze warto sie tym podzielić. Żadnego ustawiania i planowania, stawiam na luz i naturalnosc.
– Czasu brakuje mi na dopieszczanie szczegolow, ale musicie mi to wybaczyc. Dbam o estetykę jak najbardziej to mozliwe, ale nie ukrywam, ze nie spędzam w domu kilku godzin nad jednym postem i dopinaniem go co do milimetra. Nie uzywam zaawansowanych programów dla blogerów. Ja po prostu bardzo lubie tam zaglądać, przyzwyczajam sie nawet do zdjec profilowym i ciezko mi je zmienic :)
– Kiedy mam w głowie temat na post pisze notatki w tramwaju, windzie, w kolejce w sklepie.

Wymien 4 pasje poza FIT
-teatr i balet, literatura, moda, mój wspaniały facet :)

Kiedy jestes szczesliwa?

WTEDY, gdy czuje ze zyje.

Wcale nie musi to byc moment, kiedy jestem na treningu.

image

Dbajmy o to co mamy!

1930228_10204659100436021_7979118081193912339_n

Ostatnio mam nawet lekkie wyrzuty sumienia, że nie potrafię przelać nadmiaru myśli na bloga. Tyle aspektów chciałabym poruszyć, ale dziś poddaję się znowu impulsowi i piszę o to, co na serduchu.

„Wczoraj znowu widziałam bardzoo szczupłą dziewczynę z pudełkiem jedzenia na wynos z McDonaldsa, batonikiem czekoladowym i kubłem coli.”
Może ja powinnam zmienić sposób odżywiania właśnie na taki i wtedy będzie IDEALNIE?!

Godzinami można rozwijać ten temat. Wystarczy wyobrazić sobie powyższą sytuacje i w głowie od razu powstaje wrzawa! Niesprawiedliwość! Takie geny! Czemu ja tak nie mam! Życie nie pieści! – temat rzeka.
Wałkowałam go nie raz i wciąż, jak widać, można wysuwać kolejne wnioski, do czego Was serdecznie zapraszam, bo chętnie poznam Wasze zdanie.

Co rozumiem przez słowo idealnie?!
Nie martwcie się, że tylko wy miewacie momenty, że chce się rzucić zdrowe odżywiania i całą tą otoczkę spotykając na ulicy przypadki z powyższego przykładu. Ja tak mam, Ty tak masz, Kaśka i Baśka też tak mają. Niestety muszę Was rozczarować i poprosić byście wierzyli mi na słowo, że ideały nie istnieją. To jest moja definicja. Ideał to coś, co nie istnieje, a za czym gonimy jak głupi.
To marchewka na kiju. Widzę, wyobrażam sobie jej smak, wyznaczyłem cel, więc teraz biegnę jak oszalała, by ją zdobyć.
Czytam sporo książek i artykułów coachingowych, o motywacji i zdrowiu. Odwiedzam blogi, na których temat dążenia do doskonałości fizycznej przerabiany jest w niezliczonej liczbie postów. Wydaje mi się, że im więcej takich zapisków czytam tym więcej rozumiem i uświadamiam sobie jak bardzo zmieniło się moje podejście. Jak bardzo nie chce mi się nawet spotykać tych „idealnych” w swoim mniemaniu.

Zdrowie
Zaprzyjaźnieni dietetycy powiedzieli mi kiedyś, że nawet profesjonalni sportowcy, (tak, Ci podziwiani przez świat grubych mediów i kreowano na „ideały”) mają swoje kompleksy, a we współpracy z dietetykiem zawsze podkreślają, że musi zważać na ich WYGLĄD!
Jest ważny, nie powiem, że nie, ale jak zwykle jest jakaś granica, które nie warto przekraczać! Nic kosztem zdrowia. Uważajmy, by drastyczne dążenie do mało realnego celu wizualnego nie skończyło się poważnymi kłopotami ze zdrowiem. Chyba nie o to nam chodzi, by zamiast cieszenia się efektem WOW biegać po lekarzach w poszukiwaniu pomocy dla wyjałowionego organizmu. Kochaj swoje ciału, dbaj o nie, a ono w najlepszy sposób odwzajemni Tobie tę opiekę.

Granica
Tata zawsze powtarzał, że od miłości do nienawiść jest cienka, ale ja uważam, że zdrowy rozsądek i przesadę też dzieli maleńki krok. To co często widzimy w lustrze poddajemy od razu myśli „do poprawki”, a czemu by tego myślenia nie odwrócić?
Akceptuj to co masz, zawsze wysuwaj inicjatywę z dobrem dla Ciebie! Nikt nie zadba o Ciebie lepiej niż Ty sam! Oczywiście, że wprowadzaj zmiany jeśli są konieczne, docieraj się z własnym ego, ale bazuj na zdrowym rozsądku i opinii zaufanych Tobie ludzi, którzy powiedzą, czy już przypadkiem nie przesadzasz z tym co robisz.
Próbowaliście kiedykolwiek rozmawiać z osobą, która cierpi na brak samoakceptacji?! Bardzo ciężko obdarować ją komplementem, a nawet bywa to niewykonalne…

c7d5c2c548892ce52fbe3afacf234a09

RÓB SWOJE, PRACUJ UCZCIWIE W CISZY, A EFEKTY SAME ZROBIĄ HAŁAS
Czasem po prostu jak patrze na podłość jaka wypływa od ludzi mam dość. Wtedy rozumiem sytuacje tych, którym wydaje się, że tak wiele brakuje im do tych niedoścignionych, pięknych, stojących na świeczniku.
Mamy w głowie tyle ograniczeń, chcemy żeby wszystko było tak doskonale, że aż przytłaczające.

Człowiek nie jest doskonały. Pozwolę sobie nawet powiedzieć, że człowiek nie stał nawet obok doskonałości, bo nigdy nie stał obok Boga! Złudnie wierzymy, że przebijemy się przez mgłę osiągnięcia doskonałości, którą siła wyższa w jednej sekundzie może rozdmuchać nam przed nosem. Tuż przed tym jak wydaje nam się, że trzymamy ją w ręku zwyczajnie się rozmazuje.
Jednym skinieniem palca cofani jesteśmy do punktu 0.
Przeczytałam gdzieś zdanie, które teraz sparafrazuję, że jeśli mamy w głowie pomysł, by osiągnąć w życiu doskonałość to powinniśmy spojrzeć w lustro i głośno się zaśmiać z samych siebie.

DBAJMY O TO CO MAMY!

10 porad jak rzucić CUKIER!

image

Temat na post przyszedł mi do głowy po tym jak kolejny raz zobaczyłam ilustracje z zawartością cukru w produktach i napojach. Stale jesteśmy na diecie, każdego dnia w lustrze dostrzegamy niedoskonałości. Na golonkę patrzymy jak na zło, po którym nie wejdziemy w spodnie, ale malutki batonik „się spali się na treningu”. Czy tak to działa? Nie! Cukier to główny mąciciel w naszym sposobie odżywiania, podnijając się i spadając w nieregularny sposób, zbyt często i w połączeniu z innymi stresorami powoduje, że cały organizm staje na głowie, by ten proces okiełznać. Dlatego zachęcam, by przyjrzeć się zasadom, które mają na celu podpowiedzieć nam jak ograniczyć spożywanie cukru na co dzień.

1. ŚWIADOMOŚĆ

Pierwsza i chyba najbardziej istotna kwestia tego posta. Świadomy człowiek to zaangażowany człowiek i chętny na zmiany. Jak mam Was uświadomić, że cukier to zło? Mnie wystarczy spojrzeć na ilustracje poniżej, które są przerażające. Kiedy widzę ładnie opakowany produkt nie jestem świadoma do końca co jest w środku, ale kiedy postawi się obok naoczną liczbę kostek cukru – dziękuję, odstawiam, bo mdli na sam widok.

Może trzeba otworzyć kuchenną szafkę, spojrzeć na to co mamy i powiedzieć samemu sobie: TAK, zjadam go za dużo. TAK, wiem czym jest i TAK, wiem czym grozi jego nadużywanie.

image

2. NIE MAM W DOMU – NIE SIĘGAM

Zasada prosta. Nielubiana w trakcie kryzysu, ale skuteczna jak diabli. Nie masz produktu w domu więc po niego nie sięgniesz. Teraz pojawią się głosy, że co za problem iść kupić. No żaden. Ale w drodze zadaj sobie pytanie: czy na prawdę muszę? W jakim celu?

Aha i jeszcze takie zdanie ode mnie do zapamiętania jako motywacja: 10 sekund przyjemności przeżuwania i całe życie idzie w tyłek.

3. CZAS

Jak wszystko w życiu tak i walka z cukrem wymaga czasu. Ja jestem zwolennikiem odstawienia tego co szkodzi od razu, ale są osoby, które przechodzą ten proces stopniowo. Około 2 tygodni potrzeba, by organizm zaczął przyzwyczajać się do nowej sytuacji. Dlatego też to one są kluczowe. Zbuduj świadomy nawyk, który z czasem wpisz się w Twój sposób życia. Jednak pamiętaj, NIE OSZUKUJ, BO ROBISZ TO DLA SIEBIE, nie popuszczaj sobie. Te najbardziej szkodliwe produkty wyrzuć JUŻ DZIŚ!

4. TO NIE NAGRODA

Nagradzanie siebie słodyczami? To przereklamowane! Czy nie lepiej nagrodzić się zdrowiem i dobrym samopoczuciem? Słodki smak traktujemy jako coś przyjemnego. Zgadzam się z tym. Nie zaprzeczycie jednak, że słodki smak nie musi być rafinowanym białym cukrem? Cały tydzień ciężko trenujemy, dbamy o to co jemy, a na koniec tygodnia „nagradzamy się” wielką paczką ciasteczek, czekoladą od płynnej po ta w tabliczce. Efekt dzień po – to dopiero nagroda, kiedy nasz organizm dostanie turbo strzał z takiej ilości cukru. Zatrzymanie wody, obrzęki, ociężałość. Nie warte grzechu!

5. PIJ WODĘ

To źródło życia. Woda oczyszcza organizm, daje uczucie sytości i co ważne, często stan lekkiego odwodnienia mylimy z popularnym „małym głodem. Jeśli masz dobrze zbilansowaną dietę nie ma w niej miejsca na regularne małe głody. Dodaj plaster cytryny, przy okazji zakwasisz żołądek, co pomocne będzie w trawieniu. Więcej o tym przeczytasz TU.

blondy11

6. DIETA BOGATA W ZDROWE TŁUSZCZE

Jogurt, płatki, owoce, brzmi nieźle, ale kiedy spojrzymy na skład (tak, patrzmy na nie!) to okazuje się, że cukier zagryzamy cukrem, a na koniec zapijemy to cukrem. Słodko…nie dla naszego mózgu, hormonów i jelit. Szczególnie rano, kiedy kortyzol po przebudzeniu jest wysoki doładowanie takim cukrowym śniadaniem to zabójstwo. Insulina winduje w górę, otwieramy oczy na godzinę, a półtorej jesteśmy senni jak bobasy. I włącza się serching za maszyną z batonikami i KAWĄ! To brak dobrych, sycących tłuszczy powoduje nadmierną ochotę na słodkie! Unikamy tłuszczu, „bo tuczy”, ale nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to mit. Nieprawidłowe działanie insuliny, wysoki kortyzol powodują gromadzenie się tkanki tłuszczowej. Kiedy nie jesteśmy odpowiednio odżywieni, a poziom insuliny we krwi skacze jak na trampolinie to automat sam się domaga szybkiego doładowania mocy, by stale podbijać  energię do działania.

P.S Tak, podbija do pewnego momentu, później się kończy. Najczęściej insulinoopornością.

image

7. AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA

Działa wspaniale na podbicie hormonu szczęścia i okiełznanie insuliny, której jak pisałam wyżej, niestabilność jest głównym powodem dodatkowych cm w pasie. Postaw na sport.

Moja rada, w chwili gdy wariujesz z potrzeby zjedzenia czegoś słodkiego rzuć się na ziemię, zrób 15 pompek, później 15 przysiadów i znowu 15 pompek. Napij się wody i wróć do roboty. Stale jest tyle do zrobienia!

IMG_4145

8. MÓW O TYM i ANGAŻUJ LUDZI W KOŁO

No jasne, mnie też początkowo mają za świra w polu odżywiania, ale prędzej czy później dostaje wiadomości z zapytaniem o odżywianie i plan diety od wielu znajomych i przyjaciół. Przychodzi moment „bum” kiedy nasze młodzieńcze możliwości do wciągania wszystkiego co popadnie się kończą…

Osoby uzależnione często głośno mówią o swoim problemie i to pomaga im w przetrwaniu pokusy ze strony innych. Może to zadziała i z cukrem? Wystarczy głośno powiedzieć w kawiarni: DZIĘKUJĘ, ja NIE SŁODZĘ!

9. ZDROWY ZAMIENNIK – DIY

Zamienniki cukru to temat na osobny post i taki obiecuję. To, co chciałabym dziś podkreślić to fakt, że jeśli mamy ochotę na coś słodkiego zróbmy to sami! To bardzo normalne, że mamy ochotę na coś dobrego, kawałek ciasta w niedzielę czy słodką babeczkę do kawy w przerwie w pracy. Jesteś tym co jesz, nie musisz być przeładowany środkami E i cukrem. Wykonanie przepisów na zdrowy słodycz to przyjemność dla Ciebie, ZDROWY wybór i na prawdę nie kosztuje ani dużo pieniędzy ani czasu. Zostawiam Wam pomysły regularnie! Ja też pracuję, studiuję i mam czasem ochotę na coś słodkiego :)

image

Lody (zajrzyj po przepis), ciasteczka śniadaniowe (może te?), babeczki bez cukru (zajzyjcie po przepis na czekoladowe)

10. PAMIĘTAJ O KORZYŚCIACH – MOTYWUJĄ!

Może ten film, pokazujący paskudny wpływ cukru na nasze zdrowie będzie dla Was motywacją.

OBEJRZYJ FILM

Ja na lodówce mam kartkę z napisem „zanim sięgniesz pomyśl dwa razy”. Może wydawać się to infantylne, ale nie mam problemu z odmówieniem sobie słodkiej, niezdrowej przekąski. Jeśli na prawdę ślinię się jak buldog i już mam ochotę powiedzieć „cholera, zjem i tak się spali na treningu” sięgam po 2 żółtka, ksylitol lib stewię i ubijam pyszną piankę kogielmogiel. Nie tłumaczmy się, że raz można. Tu nie chodzi o spalenie kalorii tylko o ZDROWIE, które ma nam służyć na co dzień bez kłopotów!

Impuls – działanie, a moja kartka motywator jest czymś pomiędzy tymi dwoma, co uniemożliwia im bezpośredni kontakt. Czasem na prawdę bardzo prozaiczny, nasz własny, banalny sposób może zdziałać o wiele więcej korzyści niż wizyta u terapeuty.

image

WSZYSTKO ZALEŻY OD NASZYCH CHĘCI!

KAŻDY Z NAS MA W SOBIE SIŁĘ, BY SIĘ PRZEŁAMAĆ!

Więc…BIERZ SIĘ ZA SIEBIE!

Podsumowanie 2015

image

Kiedy zleciało to 365 dni? Dopiero co wkładałam kreacje na zabawę sylwestrową, by powitać 2015, a już dziś staję przed dylematem co na siebie włożyć, by w dobrym stylu powitać Nowy Rok! Czas leci nieubłaganie. Tak jak nurtu płynącej rzeki, nie jesteśmy w stanie zatrzymać tego procesu.

TO BYŁ ROK:


MIŁOŚCI

image

Nie raz, nie dwa pisałam, że największą miłością darzę sport. Rok 2015 wniósł sporą poprawkę do tej kwestii, załączając przy tym aneks w postaci Wojtka. Jak to mówią moi szanowni rodzice „każda potworna znajdzie swego amatora”. Znalazła. Nie dość, że biega i uprawia triathlon to wykazuje masę cierpliwości dla mojej osoby. Nie rozwijałabym tego wątku na blogu dotyczącym sportu i fitnessu, ale on bardzo się z nim łączy. Zdobywając moje serducho podbił nie tylko je, ale także moją motywację, którą mogę dzielić się z Wami. Naszym wspólnym projektem jest wydarzenie: MOTYWOWANIE POPRZEZ BIEGANIE (Chcesz dołączyć? kliknij TUTAJ!) Nie szukałam, nie prosiłam, a wręcz unikałam amorów w moim szalonym świecie. Jednak tego nie oddam i podsumuję to zdaniem, że jeśli się coś na prawdę kocha to pasję można dzielić na dwoje.


 EDUKACJI

Dietetyka. Nie jestem skora do kadzenia sobie. Ci, którzy mnie lepiej znają, wiedzą, że ciężko przychodzi mi doceniać samą siebie. Tym razem mówię sobie bezkrytycznie: DZIĘKUJĘ, dobra robota. Ukończyłam Dietetykę i Suplementację oraz Dietoterapię w praktyce jako kursy przewodnie w Mauricz.com i MedFood.com. Uczestniczyłam w I Ogólnopolskiej konferencji leczenia otyłości organizowanej przez VitaImmun. W między czasie kilka mniejszych szkoleń w odniesieniu do dietetyki i treningu.

image47

Szkoła. Obroniłam pracę na Anglistyce i podjęłam studia na wydziale amerykańskim w kierunku komunikacji w biznesie międzynarodowym.

image

Chciałabym tu dodać, że przewertowałam i przeczytałam masę książek i kontrowersyjnych artykułów (często w 3 językach), obejrzałam setki podcastów i filmów. Nawiązałam masę wspaniałych znajomości, które z wyrazami ogromnego szacunku pozdrawiam! Idę dalej, nawet na chwilę nie mam zamiaru się zatrzymać. Myślę, że dalszy rozwój w tym polu to nie tylko 2016 rok, ale „till the end of my life”.


 ZDROWIA

To w tym roku najważniejszy aspekt. Dużo przeszłam, dużo wypłakałam i jeszcze więcej eksperymentowałam. Oceny bolały, zmiany bolały, próby raz cieszyły, a raz nie. Aktualny stan cieszy. Jest to dla mnie ogromnie trudny temat i jeszcze większe DOŚWIADCZENIE. Cudem uniknęłam powikłań związanych z chorobami jelitowymi i autoimmunologicznymi. Popchnęło mnie to w kierunku edukacji, współpracy z dietetykiem klinicznym, dzięki któremu odkryłam swoje powołanie.

Wniosek numer jeden z tej ważnej lekcji o zdrowiu: DOCENIAM i DBAM o ZDROWIE, a nie o chwilową formę.


 PODRÓŻY

Tych małych i dużych. Nie sądziłam, że kiedykolwiek pojadę w góry wiosną. Tym bardziej nie spodziewałam się wyjazdu w celu biegania w górach. Wojtek, dziękuję. Tak jak moim małym miejscem na świecie są Mazury, tak on ukochał sobie Szklarską Porębę. W tym roku byliśmy tam trzy razy. Przy okazji zwiedziliśmy w biegu Wrocław.

image

Morze, też nie było planowane, a spędziłam tam prawie cały miesiąc tego roku. Praca jako trener fitness na plaży w lipcu. Kolejny wyjazd na start Wojtka w triathlonie w Gdyni. Było fajnie!

image

Mazury. Zdecydowanie nie wyobrażam sobie, by miało zabraknąć czasu spędzonego w Krutyni. Kilka weekendów, chwila w wakacje i przedłużone święta w domu rodzinnym. Ani minuty nie żałuję. Dodatkowo ruszyliśmy z I edycją obozu Aktywna Majówka na Mazurach. Kto się pisze w tym roku?

image


 TRENINGÓW

Moglibyście powiedzieć, że tu się przecież za wiele nie zmieniło. Po części tak, bo trenuję bardzo regularnie nie od początku tego roku, ale bywały momenty, że efektywność ćwiczeń w 2015  bardzo spadała z powodu kiepskiego zdrowia. Podjęłam współpracę z nowym trenerem. Doszłam do punktu 0, gdzie wycieńczona podjęłam decyzję, że nie idę dalej w kierunku kolejnych przygotowań do fitness bikini. To bolało!

Ze wsparciem Wojtka wróciłam do biegania. Przyspieszyłam biegowo na 5km, na 10km i w końcu ponownie przełamałam się do przygotowań na dłuższe starty, w planach mamy półmaraton. Aktualnie układam plan treningowy rozważnie! Nic na siłę, łączę to co kocham, ze zdrowiem i radością, bez parcia na medal… Nowe wiodące motto: Rób swoje, pracuj, a efekty przyjdą same.

image

image


 NOWYCH WYZWAŃ

Mam nadzieję, że wraz z rozwojem, ciężką pracą i edukacją będę mogła nieustannie się tą wiedzą i doświadczeniem w pracy w ludźmi dzielić. Dołożę wszelkich starań, by KeepFITinstyle.pl był źródłem informacji, a jeśli będę miała możliwość wciąż współpracować z portalami o tematyce sportowej chętnie to zrobię.

image

Napiszę bardzo krótko o planach, by już nie zalewać tekstem, ale treściwie. Będą starty biegowe (pakiety już opłacone, więc nie ma zmiłuj), będą eksperymenty w kuchni (to się nie zmieni tak jak potrzeba jedzenia), nowe szkolenia z dietetyki (już dokonałam zapisów na styczniowe wydarzenia) i na pewno co raz więcej realnej PRACY ZE SPORTOWCAMI jako dietetyk.

Trochę się też nagotowałam w tym roku, a to nie koniec, bo do północy zaserwuję jeszcze kilka pyszności.

 image

Kończąc ten post chciałabym Wam życzyć, by Nowy Rok był kolejnym PRZYBLIŻAJĄCYM DO SPEŁNIENIA MARZEŃ, Z DOCENIANIEM ZDROWIA, MIŁOŚCI, NIEUSTANNEJ EDUKACJI, PIĘKNYCH PODRÓŻY, WSPANIAŁYCH ZNAJOMOŚCI i PEŁEN NOWYCH WYZWAŃ!

Wszystkiego wspaniałego na rok 2016! 

Strona 1 z 41234