IMG_0864 2Nie mam zamiaru kopiować ze specjalistycznych stron o bieganiu treści na temat jego korzystnego wpływu  na nasze zdrowie. Nie jestem ekspertem w dziedzinie biegania,  chce podzielić się z Wami moim personalnym doświadczeniem i refleksją na ten temat. Tytuł sugeruje, że mam zdecydowanie pozytywne podejście do biegania i w dalszej części posta nie zmienię go.

IMG_0866Jeśli ktoś uważa, że Emilia biega wytrwale całe życie, to miło mi, że tak sądzi, ale niestety tak nie jest. Wręcz przeciwnie, Emilia bardzo długo nie była skora do tego typu ruchu. Bieganie mnie męczyło, kojarzyło się z lekcjami WF-u, na których wcale nie było atrakcyjne. Jedyne czego mi przysparzało to masy kontuzji i zakwasy po przebiegnięciu nawet trzech okrążeń szkolnego boiska. Co się więc stało, że zaczęłam biegać? Dostałam kopa motywacji od mojego taty. Tato całe życie jest osobą aktywną, wyczynowo uprawiał zapasy, jest ogromnym fanem piłki nożnej, oczywiście czynnie ją goni. Hobbistycznie biega, jeździ na nartach, zimą wkłada biegówki i przemierza leśne trasy. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego wzoru do naśladowania. Mam z nim świetny kontakt, więc widząc moją niechęć do wysiłku fizycznego nie zmuszał mnie jako nastolatki do uprawiania sportu, ale zawsze pytał, czy mam ochotę dołączyć. Pewnego dnia chyba zabrakło mi pomysłu na spędzanie czasu w domu, bo w końcu skorzystałam z zaproszenia i dołączyłam do taty. Czy nie potwierdzam po raz kolejny tą historią mojej życiowej dywizy, że SIŁA MOTYWACJI TKWI W LUDZIACH, KTÓRYMI SIĘ OTACZAMY?

IMG_0843 2Chciałabym Was nie rozczarować i napisać, że było fantastycznie, a ja od tego momentu biegam regularnie, ale nie zakończę tak przyjemnie tego zdania. W ogóle nie pokochałam biegania tego dnia. Wlokłam się za wysportowanym tatą jak ślimak, zdyszana i zrezygnowana już po pierwszym kilometrze. Trucht, bo nie był to biega z zawrotną prędkością dał mi tak w kość, że powinnam nigdy więcej do tego nie wracać.
Wstyd? Nie, w ogóle. Nauczka? Tak, ogromna. Wniosek? Działaj!
Nie pozostawiłam tego samemu sobie, długo mieliłam moją biegową porażkę w buzi nim ją w końcu przełknęłam. Miałam przed oczami obraz taty, który biegnie leśną ścieżką przede mną i daje radę. Przecież z nieba mu forma nie spadła! Przez łzy myślałam o swoim bieganiu, o tym jak można być tak niesprawną w tak młodym wieku i że może warto byłoby coś z tym zrobić. W myślach próbowałam sobie tłumaczyć, że wszystko da się wypracować i powolutku zacznę odbudowywać swoją formę.
Postanowiłam dać bieganiu jeszcze jedną szansę. Ta potrzeba musiała jednak wypłynąć z mojego wnętrza. Bodźce z zewnątrz w postaci pomocy taty, swojego rozczarowania nad fit formą dostałam, co z nimi zrobić zależało tylko i wyłącznie ode mnie. IMG_0844Ponieważ całe życie byłam ambitna, tym razem też nie dałam za wygraną. Fizycznie sama, z głową pełną przemyśleń wyszłam z domu biegać. Powolutku, marszobiegiem próbowałam pokonać wyznaczoną sobie trasę. Dopuszczałam do siebie wszystkie myśli prócz jednej, o tym, by się poddać!
Aktualnie mam na koncie przebiegnięty maraton, o tym też napiszę, bo to była świetna lekcja jak nie powinno się startować w maratonie – kocham życiowe nauczki! Przebiegam pół maratony i krótsze biegi z radością, dając radę bez niezdrowego wysiłku dla organizmu. 10km wybieganie to dla mnie przyjemne rozpoczęcie nowego dnia, po którym idę do pracy albo na trening!
Można? Można! Nie namawiam Was do biegania maratonów, ani do tego, by biegać, bo to najfajniejsza aktywność na świecie. Sportów jest cała masa, możliwości ruchowych mamy w koło multum, więc bieganie może być zastąpione każdym innym sportem.
Tym postem chcę Wam przekazać, że warto podejmować próby, nie należy nastawiać się negatywnie ze względu na to, że coś nie wyszło raz czy dwa razy. Każda czynność wymaga włożenia w nią odpowiedniej ilości pracy. Chcę byście wyciągnęli nauczkę i motywację z tego, co dziś napisałam. Z taką formą jaką znacie mnie z KeepFITa się nie urodziłam, ale ją wypracowałam! 5km dystans był dla mnie abstrakcją, przeszkodą nie do pokonania. Zobaczcie ile się zmieniło!!! Ważne jest to, żeby zebrać się w sobie i podjąć działania. Musimy sami dojść do tego wniosku. Nie ma innej rady, nie pomoże nam najlepszy trener, najlepszy sprzęt, jeśli my sami nie będziemy chcieli szczerze się mobilizować do działania!

CHOĆBY MIAŁO BYĆ NAJCIĘŻEJ, A O PROGRESIE MIAŁOBY NIE BYĆ MOWY, TO NAJGORSZĄ DECYZJĄ JAKĄ MOŻNA W ŻYCIU PODJĄĆ JEST TA BY SIĘ PODDAĆ!
WKŁADAĆ BUTY DO BIEGANIA I DZIAŁAĆ!!!