29Debiuty kulturystyczne Fitness Bikini 2014, to był mój cel, na który pracowałam przez całą zimę. Ostatnio zastanawiałam się nad tym, co najbardziej napędza mnie do działania i wychodzi na to, że jest to praca w poczuciu celu. Kiedy masz przed oczyma wizję tego, co chcesz osiągnąć, każdego dnia robisz wszystko, by nie stracić szansy na jego spełnienie. Wspominając czas przygotowań do zawodów, który był bardzo ciężki i wymagający, tęsknie za tym. W mojej głowie już kołacze się myśl, co nowego przedsięwziąć, by móc do tego dążyć, wiedząc, że czas goni, a spełnienie czeka. Mam kilka pomysłów i zaczynam ich realizację. Opcja CEL – DZIAŁANIE jest dla mnie największym życiowym motywatorem i zamierzam w niej pozostać.

18Dzień zaczynasz zgodnie z planem, nie ma miejsca na „może przełożę” czy „zostawię to na później”, bo zwyczajnie  się ze wszystkim nie wyrobisz. Nie dajesz się zwariować i nie wariujesz, kiedy coś się nie uda, bo nie da się przecież wszystkiego zaplanować na 100%, ale starasz się, by odhaczyć jak najwięcej z zaplanowanych czynności na dany dzień. Tak wyglądał poprzedni sezon jesienno-zimowy, w okresie przygotowań do startu.

Jak wyglądał plan w przygotowaniach do zawodów? W wielkim skrócie, pobudka, śniadanie, gotowanie posiłków na cały dzień, wykonanie codziennych obowiązków w pracy i na uczelni, TRENING. Na początku treningów było mniej, z czasem doszły dodatkowe godziny tzw. aerobów, gdzie trzeba było wykręcić na rowerze bądź wybiegać na bieżni dodatkową liczbę kalorii w celu sukcesywnego pozbywania się tkanki tłuszczowej.

21

5Bywały ciężkie dni, szczególnie wtedy, gdy odczuwałam, że oprócz przygotowań mam jeszcze inne obowiązki na głowie. W moim przypadku były to studia i praca. Latem łatwiej nam się zmobilizować do działania, jest jasno i ciepło, co zdecydowanie przekłada się na efektywność w działaniu. Zimą, po całym dniu spędzonym poza domem perspektywa wyjścia na trening, przy wykonywaniu go sześć razy w tygodniu i nie ma zmiłuj, momentami przytłaczała. Wtedy motywacji dostarczali mi ludzie, rodzice, przyjaciele. Pewnie, sugerowali, żeby odpuścić, ale tu przecież nie o to chodzi!

W międzyczasie zaliczyłam święta bożego narodzenia, kiedy na stole pojawiła się cała masa pyszności made by babcia i mama, i wtedy też pomogło to, że byli ze mną! Wszyscy zaakceptowali fakt, że zależy mi na przygotowaniach i pomagali jak mogli. Specjalnie dla mnie na wigilijnym stole pojawił się gotowany karp, z makaronem i szpinakiem z migdałami, porcja nie różniła się od tych rozpisanych przez trenera w diecie, ale smakowała świątecznie. Ciasteczkami objadali się wtedy, kiedy mnie nie było w pobliżu, a kiedy byłam, żartobliwie mówili, ze wcinają je za moją formę podczas debiutów. Bardzo wspierali, co z perspektywy czasu doceniam podwójnie bardzo!

Urlop w Hiszpanii, który chciałam odpuścić dla pozostania w regularnym planie przygotowań odbył się bez problemu. Kiedy się bardzo czegoś pragnie, to znajdzie się na to rozwiązanie, tu również pomogli przyjaciele. Zorganizowaliśmy karnet na siłownie, miałam możliwość gotowania swoich posiłków samodzielnie. Wsparcie drugiej osoby, zrozumienie i fakt, że można na kogoś liczyć w każdej sytuacji jest nieocenione i za to mogę szczerze dziękować!

1

12

1080405_10200935058017288_1491356615_n

 

Przed samym startem byłam kłębkiem emocji i nerwów. Kto by nie był prawda? W końcu czekałam na ten dzień bardzo długo. Był to debiut, o przebiegu którego wcześniej tylko słyszałam i czytałam. Zmiana diety, jeszcze więcej treningów aerobowych, proces odwadnia, przygotowania przed wyjściem na scenę i wszystko to zwieńczone dosłownie minutą na scenie.

Czy było warto? BYŁO WARTO! Całość przygotowań nie odbyła się na własną rękę, gotowanie i trenowanie spoczywało na moich barkach, ale kontrolą formy zajmował się trener i znajomi, którzy w tym temacie są specjalistami. Pokonałam masę swoich słabości, książkę można by napisać o tym, ile rzeczy się przez te pół roku zmieniło, jak bardzo zaprzyjaźniłam się ze swoim organizmem, zaczęłam wyczuwać, co jest dla niego dobre, a co nie, co toleruje. Wisienką na torcie, przy której nikną wszelkie negatywne odczucia jest uczucie SPEŁNIONEGO MARZENIA, na które tak ciężko pracowałam. Wypracowanie formy, o której marzyłam, bo FITNESS to moja pasja, było bezcenne. Każdy oczywiście wytycza sobie własne plany i powinien je sobie wytyczać do końca świata i jeden dzień dłużej, by mieć poczucie spełnienia w życiu!

10150014_10200934950374597_158224087_nŻYJ PASJĄ I NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ!