Głowa boli kiedy analizuję się ilość informacji na temat „dobrego odżywianiu.” Co to w ogóle znaczy? Jak na podstawie tysięcy mniej lub bardziej rzetelnych, potwierdzających się i wykluczających zasad znaleźć właściwy dla siebie sposób odżywiania? Taki, który sprawi, że uleczysz wszelkie dolegliwości, poczujesz się świetnie, a do tego dojdziesz do sylwetkowej formy życia?! Niezliczona ilość blogów, książek, forów, a na każdym informacje jak jeść, żyć, ćwiczyć, dbać o siebie żeby przynosiło to upragniony efekt. Co metoda to magia. Życia zabraknie, by przetestować każdą. Dlaczego więc brniemy w najbardziej zagmatwane sposoby zapominając o podstawach? Szukamy inspiracji w rozmaitych źródłach nie biorąc pod uwagę tego, że MY jako jednostka jesteśmy najlepszą bazą informacji na swój temat. Wskazówką, która najtrafniej określa co nam służy, a co nie jest nasze własne CIAŁO i ORGANIZM.

Zdaję sobie sprawę, że jest to bardzo trudne, by doprowadzić się do stanu równowagi. Niejednokrotnie pisałam i mówiłam o tym, że dietetyka stała się moją pracą-pasją właśnie dlatego, że skrupulatnie drążyłam swój najcięższy przypadek, samą siebie. Najczęściej padające pytanie kiedy chodzi o zmiany to CZAS. Ile to będzie trwało? Jeśli mam być z Wami szczerza to w moim przypadku trwało to LATA. Co więcej tak jak zmieniają się pory roku tak też zmienia się nasze ciało i funkcjonowanie narządów. Nie ma więc możliwości, by całe życie stosować się do jednego schematu i czuć się „bezpiecznie”. Ok, passe nie stanie się nigdy wyrzucenie z codziennego menu przetworzonej żywności, ale już dopasowanie ilości potrzebnych do działania makroskładników będzie się różnić w zależności od danego momentu w naszym życiu. Szczególnie mam na myśli kobiety, które są jednym wielkim kłębkiem hormonów. Doskonale wiemy, że na różnych etapach naszego życia funkcjonują one zupełnie inaczej. Najważniejszą zasadą jest więc zrozumieć nasz SYSTEM HORMONALNY, by móc żyć z nim w zgodzie.

Jeśli śledzisz mojego bloga od dłuższego czasu to wiesz, że jednym z głównych problemów, z którym się borykałam są JELITA (pisałam o nich TU, TU i TU). Jeszcze w zeszłym roku myślałam, że wszystko udało się poukładać raz na zawsze dzięki badaniom i zaleconej probiotykoterapii. Nie ukrywam, że mocno poprawił się mój stan zdrowia, ale po jakimś czasie problemy zaczęły wracać. Wiedziałam, że nie jest to już kwestia odżywiania, bo dietę mam dopiętą na ostatni guzik. Temat drążyłam dalej. Powrócę tu po raz kolejny do przywołania gospodarki hormonalnej, a wraz z nią GOSPODARKI CUKROWEJ. Wahania cukru we krwi stwarzają sytuację stresową, w której stawiamy nasz organizm, a on w tym stałym procesie walki ze stanem zapalnym zwyczajnie fiksuje. To tak jakbyś chciał się skupić na dwóch rzeczach na raz na 100%. Nie da się. Krąg się zamyka, jeden problem napędza drugi i nie pozostają sobie wzajemnie obojętnymi. Czy nie napisałam na początku, że aby dojść do wniosku, że coś nam szkodzi nawet na najlepszej diecie trzeba OBSERWOWAĆ WŁASNE CIAŁO? No właśnie…

Zbadałam hormony, poziom cukru, sprawdziłam stany zapalne, zrobiłam biorezonans na obecność pasożytów, zbadałam nadnercza, by określić w jakim stanie STRESU znajduje się mój organizm. Przeanalizowałam ilość swoich treningów i wzięłam pod uwagę regenerację, a głównie ilość i jakość snu!

Stąd cała moja mądrość, że w końcu to na obserwacji i wczuciu się w mój organizm skupiłam swoją uwagę. Przestałam sądzić, że to w odżywianiu jest coś nie tak, zajęłam się stanem ogólnym organizmu. Przestałam opierać się metodom niekonwencjonalnej medycyny. Dałam sobie żyć. Problemy z jelitami mnie wykańczały. Pracuję w poradni dietetycznej, gdzie mogłam liczyć na konsultacje moich poglądów ze świetnym specjalistą, który mógł spojrzeć na moją sytuację z boku.

Tu już nie chodziło o samą dietę. Przechodząc na protokół autoimmunologiczny, później dietę ubogą w produkty FOODMAP czułam się dobrze, ale w pewnym momencie zapomniałam, że to nie jest sposób na odżywianie do końca życia. Zdałam sobie sprawę, że kiedyś te wszystkie eliminacje należy skończyć. Ten, kto boryka się z kłopotem drażliwego jelita doskonale mnie zrozumie. Tu należy podkreślić fakt, że ani badanie ani specjalista czy idealnie ułożona dieta nie będą działały na 100% kiedy nie zmienimy swojego SPOSOBY ŻYCIA i nie spojrzymy na nie CAŁOŚCIOWO. Dlatego we współpracy z podopiecznymi staram się być empatyczna, pamiętając o tym jak sama się czułam. Bardzo ważnym elementem terapii jaką prowadzimy jest OBSERWACJA, docieranie się z własnym ciałem, zapisywanie samopoczucie w dzienniczku. To ułatwia pracę mi, bo mogę analizować na bieżąco co się dzieje, ale także osobie, z którą pracuje, która UCZY SIĘ TEGO, CO JEJ SŁUŻY – OBSERWUJE.

Negatywne emocje dotyczące jedzenia, ciągłe myślenie o tym, czy oby na pewno służy mi to co zjadam prowadzą do STRESU, który nas zwyczajnie wykańcza. Szukamy złotej metody. Nigdy jednak nie bagatelizuję takiego podejścia, bo wiem po sobie, że kiedy nie czujemy się dobrze to zrobimy wszystko, by rozwiązać problem. Zdaje sobie sprawę z tego, że często walka z problemami hormonalnymi, insulinoopornością czy chorobą autoimmunologiczną to sinusoida wzlotów i upadków, ale kiedyś musi być dobrze. Dobrze będzie wtedy, kiedy zadbamy o siebie W CAŁOŚCI, a nie zajmiemy się tylko zaleczaniem kłopotu.

Jeśli nie będziemy słuchać sygnałów wypływających z naszego wnętrza, obserwować symptomów to nie dojdziemy do równowagi. Znajdź dobrego specjalistę, który spojrzy na Ciebie holistycznie. Przeprowadzi solidny wywiad, poprosi o badania. Zarówno wyniki badań jak i Twoje samopoczucie muszą zostać wzięte pod uwagę razem. Od czynników stresowych, po Twoje zdrowie na talerzu, trzeba to wszystko dokładnie przejrzeć i przeanalizować.

„Kiedy emocje są względnie zrównoważone, w naturalny sposób odczuwamy szacunek wobec siebie i dlatego dochodzimy do wniosku, że wybór wartościowego pożywienia reprezentuje najbardziej pożądane działanie. Ponadto odkrywamy, że żywność w gorszym gatunku po prostu nas nie interesuje. Jej WŁAŚCIWOŚCI ENERGETYCZNE są negatywne, a my naturalnie wolimy nie zanieczyszczać nią naszych ciał i nie doprowadzać do obniżenia potencjału naszych umysłów.”