IMG_1811Za mną miesiąc po wprowadzeniu zmian w odżywianiu i zmniejszeniu ilości treningów. Podsumowując wrzesień, chcę podzielić się z Wami kilkoma istotnymi wnioskami.

IMG_6636

1. PROBLEM ŁAKNIENIA NA SŁODYCZE

Fakt, trzeba mieć mocną głowę i motywację, by na drakońskich dietach nie ulegać pokusie sięgania po słodycze. Jedząc monotonnie, trzymając się w jadłospisie bardzo niskiego poziomu tłuszczów i węglowodanów, prędzej czy później ten moment nadejdzie. Płacz i lament,masz dość rygoru, a kolejne pudełka pralinek same się otwierają. Sytuacja staje się nie do opanowania, cały proces odchudzania znika w tempie światła, a prócz dodatkowych kilogramów (to najmniejszy problem) najczęściej fundujemy sobie nietolerancję pokarmową, problem z układem pokarmowymi, który zapomina jak przebiega proces trawienia lub, co najgorsze, zapadamy na chorobę autoimmunologiczną.

Skąd bierze się problem chęci na słodycze? Nieszczelne jelito, niezakwaszony żołądek i brak odpowiedniej ilości tłuszczów w diecie.

Po miesiącu, zrobiłam test na zakwaszenie żołądka i szczelność jelit – oba w porządku. Zastosowanie odpowiedniej suplementacji wykonało swoje zadanie. Co więcej, jeszcze mocniej postawiłam na naukę gotowania i pieczenia z użyciem produktów, które mogę zjadać i okazało się to frajdą! Upiekłam tort!

z13870773Q,U-osob-z-nadcisnieniem-tetniczym-konieczne-jest-wy

2. TESTY i BADANIA

W moim przypadku sposób żywienia był na starcie ograniczony ze względu na nietolerancję glutenu i laktozy. Wszystkie produkty zawierające te alergeny wykluczyłam z jadłospisu już bardzo dawno.

Nie gluten, nie laktoza, to co? Ten problem był jak przysłowiowy wrzód na czterech literach. Uwierzcie. Był czas, kiedy wydawało się i mnie, i trenerowi, i moim bliskim, że nie jem nic złego. Owoce, warzywa, mięso, ryba, przyprawy, węglowodany bezglutenowe. Żadnych przetworzonych produktów, słodyczy, fast foodów nawet nie wąchałam, a mimo to bywały dni, że czułam się koszmarnie.

NIESTETY tajemnica nietolerancji pokarmowych wciąż nie została do końca odkryta. W ostatnim miesiącu zrobiłam szereg badań, od podstawowych, po bardziej zaawansowane mierniki. Do tego test na nietolerancję fruktozy, który wyszedł na szczęście negatywny, a mimo to wciąż szukam, bo nie jest idealnie. To nie taka prosta sprawa, TO PROCES!

Po miesiącu obserwacji i wykluczeniu produktów z listy zakazanych czuję się o niebo lepiej! Mamy pewne przypuszczenia co do nietolerancji, a to już dobra droga, ale o tym dowiemy się zapewne w kolejnych miesiącach.

IMG_0686

3. SŁUCHAJ SWOJEGO ORGANIZMU

To on zna odpowiedź na pytanie o to, czego Ci potrzeba. Nigdy nie chodziła za Wami „zachcianka”? Na coś pikantnego, na jakiś owoc, przyprawę, napój. Organizm upomina się w tych „zachciankach” o to, czego mu brakuje. W naszym zachowaniu pokazujemy reakcje na głód, spadek cukru we krwi czy przejedzenie. Naucz się z nim współpracować. Nikt nie zadba o Ciebie lepiej niż TY sam.

4. OBSERWUJ REAKCJE ORGANIZMU NA DANY PRODUKT

Brzuch boli po owocu „X,” po warzywie „Y” mam wzdęcia, a przyprawy „Z” nawet nie chcę wąchać. To podpowiedzi ze strony naszego układu trawiennego, czego nie chce od nas dostawać. Bardzo lubię pomidory, ale niestety w tym momencie bardzo mi szkodzą i zazwyczaj po ich zjedzeniu czuję się fatalnie. Na kilka takich produktów reaguje negatywnie, mimo tego, iż dla kogoś innego to porcja zdrowia zamknięta w WARZYWACH, MIĘSIE czy RYBIE. Najbardziej dokuczający objaw po dostarczeniu sobie produktu, który kiepsko znoszę, brzuch wyglądający jak w 8 miesiącu ciąży i potworny jego ból.

Poranne posiedzenie w toalecie powinno zakańczać się obserwacją produktu końcowego. No taaak! Co to za miny?! :) O tym napisze osobny post, ale obserwacja kału i moczu to ogromna wskazówka do tego, by dowiedzieć się czego dostarczamy za dużo, a czego za mało w naszej diecie. Zawodowi sportowcy raportują to swoim dietetykom na bieżąco. Nie musisz raportować tego koleżance z pracy, ale Tobie i Twojemu dietetykowi ta wiedza jest NIEZBĘDNA.

IMG_0796

5. TRENINGI

Kocham je! To mój magiczny świat. Dzień bez treningu to dzień częściowo stracony. W procesie szukania przyczyn złego samopoczucia musiałam je znacznie ograniczyć. Spadła ilość biegowych kilometrów i treningów siłowych, a to dlatego, że na diecie opartej o paleo nie jestem w stanie dostarczyć odpowiedniej ilości węglowodanów, by moja tarczyca funkcjonowała jak należy. Nie o to chodzi, by zaleczyć jedno, kosztem nabawienia się innego paskudztwa. Dlatego cierpliwie REGENEROWAŁAM ciało i umysł. Wprowadziłam basen, wróciłam do jogi, siłownia tylko dwa razy w tygodniu.

Skutek: W tym momencie chęci do działania wróciły podwójnie, a ja nauczyłam się W KOŃCU, że regeneracja to składowa dobrego planu treningowego!

Każdy punkt oczywiście poszerzę, napisze osobno o testach, podam przykładowy jadłospis, nie uda mi się tego zrobić w jednym wpisie.

IMG_3224

Podsumowując ten miesiąc, dla tych, którzy wciąż boją się zakończyć drakońskie diety i podjąć działanie w kierunku dożywiania dodatkowo wypunktowuję:

– PO WPROWADZENIU DODATKOWEJ ILOŚCI ZDROWYCH TŁUSZCZÓW DO DIETY i ZWIĘKSZENIU ILOŚCI KALORII NIE PRZYBRAŁAM ANI KILOGRAMA!

– ZDROWIE TO NAJCENNIEJSZY DAR JAKI MAMY! NIE DOPUŚĆMY DO SYTUACJI, ŻE BĘDZIE ONO ZAGROŻONE W WYNIKU NASZEJ GŁUPOTY!

– FORMA WIZUALNA PRZYJDZIE Z CZASEM, NIE W 3 MIESIĄC. FITNESS TO STYL ŻYCIA, A NIE JEDNORAZOWY PUNKT DOCELOWY!