image

Mam wrażenie, że w ciągu roku mam przynajmniej kilkanaście dni, w których czuje się jak maratończyk.
Pobudka przed budzikiem, adrenalina, odruchowo zakładam na siebie to co poprzedniego dnia wyjęłam z szafy. Koncentruję się na tym co będzie się dziś działo, otoczenia nie ma. Około 2h przed startem zjadam energiczne śniadanie, skupiam myśli na założeniach, które przyjęłam sobie podczas biegu. Zamykam drzwi mieszkania, sprawdzam, czy wszystko zabrałam i z uczuciem lekkiego stresu udaje się na miejsce startu.
W głowie kłębią się setki myśli, czy dam radę pokonać trasę w założonym czasie, jak się potoczą sprawy podczas tych kilku godzin ruchu. Przede wszystkim myślę jednak o tym, czy zdrowie dopisze i stres nie zje żołądka. Maraton jest królewskim dystansem, wymagającą trasą, która nie jest lekkim, przyjemnym biegiem. W jego pokonanie należy włożyć tak samo dużo serca, jak w codzienne treningi przygotowujące do tego wielkiego dnia.
W maratonie debiutowałam 3 lata temu, wybrałam wtedy trasę Maratonu Warszawskiego i dlatego właśnie ta impreza biegowa jest mi bardzo bliska.

 image

Przypominam sobie ten dzień, kiedy ja rozgrzewałam się przed startem, z drżącym sercem, telepiącymi dłońmi oddawałam worek do depozytu.
Wtedy przekonałam się, że 42,1 km to nie zabawa w bieganie, nie chwila przyjemności w luźnym biegu, ale ciężka praca dla ciała i głowy! Patrząc na to z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że najważniejsze są przy tym PRZYGOTOWANIA!
Nie mogę wypowiedzieć się na temat temperatury, trasy i zapewnionych na trasie warunków 27.09, bo stałam z boku. W moim odczuciu kibica-biegacza były one idealne! Stojąc z boku, mogę łatwiej niż startujący ocenić przygotowanie imprezy, a to z roku na rok zaskakuje.

imageRun Blog Fest, to jedna z tych atrakcji, które uprzyjemniły tegoroczne expo. Event odbył się przeddzień maratonu. Było to spotkanie przygotowane przez Polska Biega i Adidas Running, podczas którego bloggerzy biegowi zebrali się w jednym miejscu, by skorzystać z warsztatów, które miały na celu podpowiedzieć, jak radzić sobie z pisaniem o tej dyscyplinie sportu, by stało się to atrakcyjne dla odbiorców.

Jestem czytelnikiem i bloggerem. Jak większość z nas nie lubię nudy, kocham rozwój, kiedy się coś dzieje, a posty same się czytają. Mam kilka swoich ulubionych blogów, które regularnie czytam z ogromnym zaciekawieniem! Pisze o bieganiu i czytam o bieganiu, bo tym się interesuję. Spotkanie było bardzo przydatne, skorzystałam z niego zdecydowanie, a przy okazji, w otoczeniu biegowych freaków zachęciłam się do startów jeszcze mocniej! :)

image

W dzień maratonu pojawiłam się na trasie w roli kibica. Początkowo planowałam pójść na Stadion Narodowy i tam wyczekiwać przybiegającej elity, a następnie kolejnych grup bohaterów wbiegających na metę. Jak zwykle wyszło inaczej!
Godzinę przed startem dostałam telefon od Gosi, która biegła 37. Maraton Warszawski. Poprosiła, czy nie stanęłabym w trasy połowie z żelkiem, bananem i wodą.
Nooo jasne! Wspierać maratończyków na trasie to duma! Jest to niemniej ekscytujące niż sam start, szczególnie, gdy uczestnikiem jest osoba nam bliska!
Z wielka radością zabrałam ekwipunek i poleciałam na trasę!

Klimat nieziemski. Początkowo trzeba się ośmielić, rozgrzać gardło i wkupić się w dobrą ekipę kibiców. Po chwili, samo się dzieje, krzyczysz, dopingujesz, podskakujesz i cieszysz się, kiedy mijają Cię kolejne grupy biegnące z zającami, dziękujące za doping i wsparcie! Kibicowałam na 22km kilometrze trasy, po minięciu Gosi przeniosłam się na 41km!

Tego się nie spodziewałam…

Byłam pewna, że nie pojawiając się na Stadionie narodowym, ominie mnie widok wbiegającej elity i nie spotkam grupy Warszawiaków, za których mocno zaciskałam kciuki, z których działań czerpię ogromną motywację! DROGA WOLNA – stałam tak blisko, że mogłam każdemu z nich przybić piątkę i dodać otuchy na finishu! Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Kibic na medal chyba dał radę!

image

W tym roku moja biegowa passa ze względów zdrowotnych nie dopisała, ale nie przejmuję się tym, bo bycie po drugiej stronie trasy okazało się równie ekscytujące. Przy tym złapałam bakcyla do biegania, którego BARDZO mi brakowało! Nabrałam świadomości, że przyjemność ze startowania dadzą mi regularne przygotowania. Nie na wariata, nie biegiem na hurra, byle przebiec, ale z pełną pewnością tego, do czego tak ciężko tyrałam.

Rodzi się we mnie świadomość dojrzałego biegania, z naciskiem na zdrowie, bo nie jestem wyczynowcem. Oczywiście, że wyczynem jest ukończenie maratonu, ale jeszcze większym przygotować się do niego i pokonać ze świadomością swoich możliwości!

Nie mogę się powstrzymać, by zakończyć post zdaniem:

DOBRE, WYPRACOWANE BIEGANIE JEST PIĘKNE!