LIFESTYLE

ZRÓB TO DLA SIEBIE – NO STRESS!

image

– Dzień dobry, mam na imię Emilia i mam problemy ze stresem.
– Ty? Ze stresem?
– Tak, od kiedy pamiętam!

Wielu z nas wydaje się naturalnym, że człowiek się stresuje. Tłumaczymy sobie, że jeden jest mniej, a drugi bardziej odporny na wszechobecne stresy tego świata, a my nic na to nie poradzimy. Zgadzam się z tym, że Ci, którzy się mniej stresują żyją dłużej, ale neguję to, że nie da się nic z tym zrobić.
STRES to broń, której nasz organizm używa, by się bronić.
Jesteśmy wyposażeni w dwa systemy kierujące odbieraniem stresorów. Układ współczulny, który odpowiada natychmiastową reakcją na dostarczony stresor: przyspieszone bicie serca, pot, ogromne oczy. Układ przywspółczulny, ten robi porządek po poprzednim, czyli łagodzi, wycisza stan stresu, obniża tętno i sygnalizuje, że jest już po wszystkim.

Kiedy więc człowiek nadużywa drastycznych środków samoobrony (cały czas żyjemy w stresie, wszystkie dzwony biją na alarm nawet kiedy nic się nie dzieje) może to spowodować szereg pasm niepowodzenia dla jego zdrowia.

Nie tylko trzęsące się ręce, spływające po czole strugi potu i trzęsienie zębami są symptomami, które pokazują, że człowiek znajduje się w stresującej sytuacji. Nadmierna potrzeba wypijania kawy, zajadanie się słodyczami, kompulsywne objadanie się kiedy tylko coś nas niepokoi, ale też brak libido i nieustanne zmęczenie czy rozdrażnienie, to wyraźne sygnały ze strony nasze organizmu, że żyje w STRESIE. Szuka wtedy bodźców z zewnątrz, które mają za zadanie dostarczyć mu energii do sprawnego działania.

Typowe objawy dla problemów ze stresem to:
– drażliwość i ogólne, ciągle zmęczenie
– ziemista, odwodniona cera, wory pod oczami
– problemy ze snem
– zgaga (stres zmniejsza ilość wydzielanego kwasy solnego w żołądku)
– zaparcia i objawy zespołu jelita drażliwego
– problemy hormonalne, kłopoty z tarczycą
– spadek libido
– brak chęci dla życia towarzyskiego
– depresja

Od podstawówki stres był moim dobrym qmplem. Nasze spotkania wynikały z mojej inicjatywy, ale czasem też z przymusu. Już każdy egzamin wywoływał we mnie uczucie mdłości, a na domiar złego, potencjalny anty stres, mój ukochany SPORT, wpędzał mnie w jeszcze głębszy stan ogólnego zmęczenia.
W pewnym momencie film mi się uciął i nic więcej nie pamiętam. Mogłam żyć na pełnych obrotach, trenować, pracować od rana do wieczora, stymulować się kawą i endorfinami i nagle totalny krach. Przyszła kryska na matyska. Zaczęły się typowe kłopoty ze snem, budzenie w nocy i niechęć do wstawania rano. Wory pod oczami, brak apetytu i drażliwość. Poczucie, że moja forma stoi w miejscu, a „dokręcenie aerobów” nic nie daje. Motywowana i ambitna chodziłam na trening, ale co to był za trening…

images

Aktualnie mam 25 lat i moim priorytetem nie jest wyrzeźbiona sylwetka ze znikomą ilością BF,ale zdrowie i ZNALEZIENIE GODZINY DZIENNIE NA SPACER!
Poziom kortyzolu w moich wynikach krwi był już prawie taki jak u szemranego milionera, któremu na głowie siedzi mafia!
Gdyby dwa lata temu ktoś powiedział mi, że taka „aktywność” będzie sprawiała mi przyjemność śmiałabym się do rozpuku. Ja? Maniak fitnessu trenujący ile maszyna da, młoda i gniewna, dumna z każdego wykonanego na maxa wysiłku?!
Tak! JA! Rzuciłam to w diabły!
OGRANICZYŁAM STRES DO MINIMUM! Czasem wpuszczam jednym uchem, a drugim wypuszczam. Bywa, że nawet oba ucha zatykam kiedy wiem, że czegoś nie chce słyszeć.
Oprócz zmian w diecie i postawieniu na intensywniejszą regenerację ważne jest, by zadbać o kilka innych szczegółów. Wydają się banalne, ale jeśli kogoś dotyczy problem to spróbuje i sam się przekona.


Jak sobie z tym radzić?
Podstawa:
– Znajdź źródło swojego problemu i pozbądź się go. Często są to trudne decyzje, np. zmiana pracy, ale coś za coś.
– Rozmawiaj ze sobą, nikt nie będzie w stanie dotrzeć do Ciebie jeśli Ty sam nie bedziesz chciał zrozumieć, że kręcisz się w błędnym kole.

-Obcuj z naturą, wybierz aktywność, przy której zaangażujesz do zabawy zwierzęta, np. jazda konna, marsze z psem.

Regeneracja:
– Postaw na sen, minimum 9h odpoczynku i ani godziny krócej. Najlepsza pora na zasypianie to 22!
– Mądra motywacja, spotkania z coachem czy psychologiem, książki, kolorowanki antystresowe
– Codzienna godzina spaceru, najlepiej w zielonym otoczeniu
– Odłączenie się od niebieskiego światła (tak, telefonu, TV, tablety i inne gadżety) po godzienie 17:00

Dieta:
– Wyrzucenie chemii, cukru i produktów przetworzonych z diety
– Zadbanie o jelita (pisałam o nich TU)
– Unikanie głodówek, diet niskokalorycznych oraz takich, które ograniczają którykolwiek ze składników odżywczych
– Podstaw na białkowo-tłuszczowe śniadania, węglowodany dodaj do posiłków około treningowych lub na noc (wtedy poziom kortyzolu czyli hormonu stresu jest najniższy)
– Postaw na zdrowe tłuszcze, które dadzą uczucie sytości i zmniejszą ciągłą ochotę na jedzenie
– Nie używaj słodzików i ulepszaczy. Nawet jeśli mają 0kcal to i tak podnoszą poziom cukru we krwi już za sprawą swojego słodkiego smaku
– Generalnie ODŻYWIAJ ORGANIZM, a nie zapychaj się daną ilością kalorii, tu nie o matematykę chodzi, a o zdrowie! Jeśli organizm nie jest w stanie równowagi to wyliczone makro nic mi nie da

Trening:
– Ruch to zdrowie więc TAK, ale ograniczony
– wskazane są spaceru, przejażdżki rowerowe, ale zabronione są wyczerpujące i długodystanowe dyscypliny
– postaw na krótkie, intensywne treningi typu HIIT (zajrzyj do POSTA O TABACIE)
– moja ukochana JOGA, do której można dołączyć pranajamę i medytację

Suplementacja:
Przede wszystkim pamiętajmy, że dietę i suplementację powinno się dobierać INDYWIDUALNIE. Pomocne jednak mogą być:
– Probio i prebiotyki dla jelit (wszystkie kłopoty mają swój początek w jelitach)
– kompleks witamin z grupy B
– witamina C, przeciwzapalne Omega3
– magnez
– ashwaganda

image

Ze swojej strony chcę jeszcze dodać, że należy uzbroić się w CIERPLIWOŚĆ i konsekwentne działanie. Myślenie o tym „czy to już wyszedłem z kłopotu?!” także jest agresorem. Nastawianie się z góry na coś, czekanie i odliczanie także stresuje! Bądź ze sobą szczery, zauważ problem i DAJ SOBIE SPOKÓJ. Często kosztuje to kilka wzlotów i upadków, ale nie od razu Rzym zbudowano, a holistyczne podejście do życia i zdrowia na pewno nie zaszkodzi!

Stylowo na siłowni

image

Wchodzą do sklepu sportowego (szczególnie na dział damski) można dostać oczopląsu. Często dostaję pytania o to jak się ubrać na bieg albo co wybrać, by czuć się na treningu swobodnie. Uważam, że to sprawa bardzo indywidualna i w wielkiej mierze zależy od usposobienia. Jedni postawią na totalną klasykę, inni szaleją, bo mogą. Każda opcja jest dobra, bo o gustach i smakach się nie dyskutuje, ale wzajemne  opinie można wymienić ? Dlatego dziś postanowiłam podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na ten temat.

Klasyka to podstawa 

Jestem ogromnym fanem klasyki dlatego czarne legginsy są bardzo często podstawą mojego ubioru. W nich ZAWSZE mam pewność, że wyglądam dobrze. Nauczyła mnie tego moja mama, mówiła: „Czarny to czarny, czarny wyszczupla i do wszystkiego pasuje”.

Zgadzam się z tym w pełni. Z czabrymi legginsami ZAWSZE mogę poszaleć pod względem kolorowych butów i koszulek ?

image

Zabawa z kolorami

Tak, jak najbardziej. Nie wiem jak wy, ale ja mam tak, że często kolory odzwierciedlają moje samopoczucie. Nowe, kolorowe wdzianko fitnessowe jest też dla mnie swego rodzaju motywacją. Kobiety lubią zmiany ?

Kolory polecam szczególnie latem, kiedy pogoda ku temu sprzyja, a ciemne kolory nie sprawdzają się ze względu na przyciąganie promieni słonecznych, co powoduje totalne wykończenie z gorąca. Skoro robię formę bikini to warto ją latem ubrać w fajne kolory ?

Jednak tu też stawiam na odpowiedni dobór barw, kroju i połączeń. Mam takie swoje zasady:

1. Jednolity dół kolorowa góra.

2. Kolorowy dół, jednolita góra.

3. Szerokie spodnie, wąska koszulka.

4. Dopasowane legginsy, zwiewna góra.

Dodatki  

Co za dużo to nie zdrowo. Nie powiem, że nie trenowałam nigdy z branzoletką, nie potuszowalam rzęs na trening czy nie założyłam frotki na nadgarstek. Robię to bardzo często. Polecam jednak zwrócić uwagę na to, czy oby przedmioty, które ze sobą zabieramy na trening nie są zbędne. Niewygodna saszetka może być powodem znienawidzenia biegania, a miotające się kolczyki o długości 30cm mogą urwać ucho podczas skakania na zumbie.

image

Przede wszystkim higiena! Mogę nie umalować oczu, nie przypiąć ładnej spinki we włosy, ale nie poczuję się dobrze w żadnej sportowej stylówce, kiedy nie czuję się świeżo. Myślę, że podstawą będzie antyperspirant, lekka mgiełka na odświeżenie przed każdym wyjściem na trening ?

Moja rada to minimalizm, modne dodatki, które będą też praktyczne i zachowanie higieny, która sprawi, że nie beędziemy czuły dyskomfortu podczas treningu ? Jeśli macie ochotę zasięgnąć więcej inspiracji w tym temacie polecam Wam zajrzeć na bloga C-THRU lub ich inspirujący fanpage .

Ciekawa jestem, jakie macie odczucia w tej kwestii?

Alkaliczny detoks – recenzja książki

image

Na wstępie muszę powiedzieć, że dość sceptycznie podeszłam do tej książki, bo zagadanień takich jak dieta XYZ, magia głodówki X, detoks organizmy w 7dni staram się nie używać. Już dawno przestałam generalizować i nazywać sposób w jaki się odżywiam. Tym bardziej nie jestem zwolennikiem przeprowadzania drastycznego oczyszczania w kilka dni NA WŁASNĄ RĘKĘ. Czasem można sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc. To frustrujące i ograniczające. Detoksykacja w naszym organiźmie przebiega każdego dnia, wątroba, nerki, limfa robią co w ich mocy, by pozbywać się nieczystości z ludzkiego organizmu. To o nie powinniśmy dbać na co dzień!

W przypadku Alkalicznego Detoksu, tak jak wspomniałam, miałam się na baczności co do treści, ale potraktowałam ją jako przypływ wiedzy, coś do przemyślenia.

O książce w skrócie.

Jest to książka-poradnik, która ukazuje przebieg czterech rodzajów detoksów, które można zastosować, by oczyścić organizm z toksyn i przywrócić mu równowagę kwasowo-zasadową. Każdy jest opisany szczegółowo, od momentu przygotowania, poprzez proces oczyszczania i wyjście z niego. Podane są listy produktów, jadłospis i odnośniki, gdzie szukać dodatkowych informacji przed podjęciem kuracji. I tu uwaga! Jeśli faktycznie świadomie chcemy podjąć się takiej kuracji, z pomocą osoby, która ma o tym pojęcie, można zwrócić się do autorki!

Wielkie pozytywne zaskoczenie!

Mimo tego, iż „ja swoje wiem” to bardzo wciągnęła mnie treść, a jeszcze mocniej zaimponowała mi postawa samej autorki.

Po pierwsze, nie namawia ona usilnie do przeprowadzenia detoksu „od poniedziałku”, wręcz przeciwnie, doradza, by się do niego przygotować. Co więcej, jeśli podejmujesz z nią współpracę bazuje na indywidualnej ankiecie i jesteś pod kontrolą! Nie wszystko dla każdego, detoks czasem może wywołać więcej szkody niż pożytku, o tym też wspomina!

Po drugie, odwołuje się do wiedzy naukowej na temat wpływu oczyszczenia organizmu z toksyn na lepsze samopoczucie i działanie narządów wewnętrznych. Bazuje na doświadczeniu swoim w pracy z lekarzami i innymi dietetykami. Podoba mi się jej postawa, że detoks to nie 14dni męki, a proces, który trwa całe życie. Miesiąc czy dwa tygodnie „oczyszczenia” to moment, który należy podjąć, bo organizm tego potrzebuje.

Nie uważa, że jej metoda to jedna jedyna droga do pełni szczęścia. Na prawdę, bardzo racjonalnie przedstawia zarówno za kuracji jak i przeciw. Odsyła na badania, wskazuje na powiązania z pasożytami i innymi jednostkami chorobowymi, na które należy zwrócić uwagę. „Brzmi banalnie, jem warzywa przez kilka dni i oczyszczam się na maxa”, ta książka absolutnie tego nie popiera. Ważne jest, by mieć świadomość, że detoks to małe kroki, czas i odpowiednia przy tym suplementacja, by razem z toksynami nie pozbyć się w pierwszej chwili witamin i minerałów.

Po trzecie i bardzo ważne, nie kosztuje nas to niebotycznej puli pieniędzy zamkniętej w pięknych opakowaniach. Produkty są nie są drogie, bazują na żywności, a nie magicznych pigułkach.

image

Co ja o tym sądzę?

Myślę, że kiedyś będę chciała sama przejść taki detoks. Uważam, że jest to bardzo dobra forma, by wyprostować obciążenia jakie nakładamy na organizm  każdego dnia. Jednak powtórzę po raz kolejny, ŚWIADOMIE! O ile jednodniowym  zmniejszeniem ilości pokarmów nie zrobimy sobie wielkiej szkody, damy odpocząć przeładowanym JELITOM, to 2 tygodnie na warzywach, bez wiedzy o tym co ma na co wpływać, tego nie zrobię sama.

Mimo mniej lub bardziej rygorystycznej opcji, do detoksu trzeba się PRZYGOTOWAĆ, a w tym zdecydowanie pomoże treść jaką znajdziemy w książce. Jest ona kierunkowskazem na proces jaki może nas czekać.

Napisałam też do autorki maila z pytaniem o grupę wsparcia (prowadzi taką na FB). W odpowiedzi dostałam ankietę i mam nadzieję, że po jej wypełnieniu dowiem się czegoś więcej na temat indywidualnych konsultacji przed przystąpieniem do oczyszczania ? Książkę polecam, bo przepisy można wykorzystać także poza detoksem ?

Co w nas nie zginie

IMG_2255

Ciacho z truskawkami wyszło przepyszne, ale dziś nie wrzucę na nie przepisu. Wybaczcie. Nim Pani keepFIT rozwinęła się (jako tako) kulinarnie zaczęła od szeroko pojętej motywacji do treningu, zdrowego odżywiania i namawiania do zmian w kierunku zdrowego trybu życia. Dzisiejszym wpisem chcę i MAM POTRZEBĘ podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami.

Zmiany, zmiany, wszędzie zmiany.

Gdzie się nie wczytam jasno je wykrywam. Gdzie nie spojrzę dostrzegam je. W pierwszym momencie myślę sobie, że to dziwne, że znowu nadchodzi jakaś modna era i nie wiem czy chcę się w nią zagłębić, czy może ominąć szerokim łukiem. Człowiek to zwierze stadne, tak mówią. Posiada jednak umiejętność racjonalnego myślenia i podejmowania własnych decyzji. Jeśli nie pogodzi się sam ze sobą, nie będzie potrafił rozmawiać ze swoimi słabościami albo ze swoim ego to raczej nikt mu w podejmowaniu decyzji nie pomoże. Kompleksy, wady, słabości, mają je nawet Ci, którzy na pozór wydają się nam „idealni”. Obserwuj, po to masz oczy, ale wyciągaj swoje wnioski, segreguj informacje, które ułożysz w SWOJĄ WŁASNĄ SEKWENCJĘ.

Dobrze czy źle, oto jest pytanie.  

„Kochanie, wróć do nas z tych Internetów”, woła Wojtek. „Już idę, tylko ogarnę o co chodzi, bo właśnie dostałam hejta…”, odpowiadam.

No właśnie, i co…? Nie jestem idealna, patrze w lustro i śmiało to mówię. Choć cenię sobie perfekcjonizm i profesjonalizm to jak każdemu z nas zdarza mi się popełnić błąd. Co więcej, zdarza mi się kogoś rozczarować swoim postępowaniem albo pokazać coś, co się innym nie spodoba. Tak było, jest i będzie. Jeśli ktoś zada mi pytanie, czy jakiegokolwiek życiowego eksperymentu żałuję to odpowiem NIE. Mimo tego, iż życiowo bywam tzw. „boidupą”, martwię się na zapas i dbam o stabilność, to mimo wszystko uczę się nie płakać nad rozlanym już mlekiem. Pisząc i pokazując coś na forum liczę się z krytyką i bez problemu ją przyjmuję.

IMG_2014

„Że Ci się tak chce!”

Chce mi się! Jak nie teraz to kiedy? Jak nie podejmę wyzwania i nie zrealizuje go to istnieje marna szansa, że drugi raz się powtórzy. Czasem piszę, że odpoczynek jest rzeczą świętą, a czasem w euforii napiszę, że dwa treningi w ciągu dnia dają mi motywację do życia. Jedno i drugie się zgadza. Wiecie dlaczego? Dlatego, że keepFIT to JA, Emilia. A ja, tak samo jak każdy z Was mam lepsze i gorsze dni, bardziej i mniej bogate w energię okresy. TEN BLOG JEST PISANY NIE TYLKO ODRUCHAMI ALE PRZEDE WSZYSTKIM EMOCJAMI! Ja też czytuję wiele blogów, wielu blogerów znam osobiście i chyba nie trzeba tłumaczyć, że sieć to jedno, a życie to wciąż seria wzlotów i upadków. Kiedy prześledzisz sobie swoją własną historię…

Dokładnie! ?

IMG_2005

Nic na siłę. 

To zdanie-mantra, które powtarzam, by było mi w życiu przewodnikiem. Do wielu rzeczy człowiek się zmusza. To troche nawiązanie do tego, co napisałam na początku o trendach i zmianach. Warto brać je pod uwagę, ale wystrzegać się wpadania bezgranicznie w niwy nurt. „Wszystko płynie”, więc dajmy się ponieść nurtowi, ale panujemy nad sterem. Mało kto celowo chce się rozbić o pierwszą napotkaną skalę.

Często nie mając na coś ochoty pracujemy ciężko, bo tak należy, bo nikt nie da i z nieba nie spadnie. Tak też trzeba, ale nie całe życie. RÓWNOWAGA, która pozwoli nam być tu i teraz, harować skoro nadeszła taka potrzeba, ale w odpowiednim ku temu momencie zawoła po nas głos rozsądku, który zatrzyma rozpędzone koło.

Wiem, że łatwo jest napisać, łatwo powiedzieć, a trudniej wykonać. Nie ma drogi na skróty, ale ISTNIEJE WIELE MOŻLIWOŚCI i ROZWIĄZAŃ. Łapmy je! Od nas samych zależy czy je dostrzeżemy i wykorzystamy czy ominiemy bezpowrotnie. Nie trzeba porywać się z motyką na księżyc, rzucać wszystkiego dziś, wsiadać w samolot i lecieć na drugi koniec świata żeby poczuć się szczęśliwym. Może wystarczy jedynie włączyć tryb postrzegania świata, posłuchać przyjaciela albo narzekań sąsiada, by dojść do wniosku, który poprowadzi dobrą drogą.

Strój do biegania, a temperatura

Za zimno? Za ciepło? Jak ubrać się do biegania w każdej temperaturze

Wraz z nadejściem wyższych temperatur wielu z nas powróciło do regularnego biegania na zewnątrz. W ciepłe dni, gdy termometr wskazuje ponad 15oC nie mamy większych problemów z ubiorem. Co jednak założyć na siebie, gdy temperatura spada poniżej 0oC? Jak ubrać się do biegania, by uniknąć przemarznięcia, jak i przegrzania organizmu?

Kilka słów o temperaturze

Nasze termometry wskazują temperaturę rzeczywistą, która panuje na zewnątrz lub w środku pomieszczeń. Istnieje jednak również druga wartość, nazywana temperaturą odczuwalną, która może różnić się od niej nawet o kilka stopni. Dzieje się tak dlatego, że nasze ciało poza temperaturą powietrza odczuwa również wiatr oraz wilgotność.

Dlaczego jest to ważne? Otóż biegając w zimie, chłód stanie się bardziej dotkliwy przy wysokiej wilgotności powietrza i silnym wietrze. Temperatura odczuwalna przez nas może być nawet o 5oC niższa niż ta, którą wskazują termometry.

odczuwalna-a-rzeczywista2jpg

Problem różnicy między temperaturą rzeczywistą a odczuwalną pojawia się również w czasie upałów – jednak w tym przypadku odczujemy je bardziej przy niskiej wilgotności powietrza i słabym wietrze.

Jak zatem sprawdzić temperaturę odczuwalną? Przede wszystkim możemy skorzystać z serwisów internetowych, które oferują rozbudowane wykresy temperatur, prędkości wiatru, wilgotności oraz innych ważnych parametrów. Jeśli chcemy sprawdzać prawdziwą temperaturę możemy posłużyć się również podręczną stacją pogodową lub specjalnymi kalkulatorami i tabelami, które są dostępne w sieci.

Strój odpowiedni do biegania

Wiosna jest porą roku, która charakteryzuje się dużymi skokami temperatur. Nic dziwnego, że bardzo łatwo o przeziębienie, którego można uniknąć, jeśli wiemy co założyć na siebie zależnie od temperatury. Najważniejszą zasadą jest takie dobieranie ubrań sportowych, by na samym początku aktywności odczuwać lekki chłód, który minie po rozgrzewce. Co jednak założyć na siebie w zimie, a co w lecie, by zapewnić sobie optymalną temperaturę ciała w czasie biegania?

-15oC do 0oC

W zimie, gdy panują minusowe temperatury naszemu organizmowi bardzo trudno przystosować się i uzyskać taką samą wydajność, jak w czasie cieplejszych dni. Podstawą ubioru muszą być czapka, komin oraz rękawiczki, które ochronią newralgiczne części ciała przed przemarznięciem. W zimie należy założyć kilka warstw stroju, zależnie jak daleko od zera zatrzymał się słupek rtęci. Na górę najlepiej ubrać koszulkę termoaktywną, bluzkę z długim rękawem, rozpinaną bluzę oraz kurtkę funkcyjną. Zależnie od warunków, czyli opadów śniegu czy porywistego wiatru, można wybrać nawet puchowe, bardzo ciepłe modele. Na dół powinniśmy założyć ocieplane legginsy oraz spodnie dresowe, które sięgają do kostki. Warto pamiętać o grubych skarpetach i butach o specjalnej podeszwie, które zapewnią dobrą przyczepność na śniegu.

stylizacja1jpg

0oC do 5oC

W takiej temperaturze możemy zdjąć jedną górną warstwę np. bluzkę z długim rękawem lub bluzę oraz zastąpić puchową kurtkę nieco lżejszym modelem. Istotne jest jednak to, by skutecznie chronił przed wiatrem oraz ewentualnymi opadami deszczu lub śniegu z deszczem. Pozostała część ubrań pozostaje bez zmian.

stylizacja2jpg

5oC do 10oC                                                                             

Na górę zakładamy koszulkę sportową, a na nią kurtkę funkcyjną. Jeśli obawiamy się chłodu, możemy zadbać również o bluzkę z długim rękawem. Jako dół stroju wystarczą nam ocieplane legginsy lub spodnie dresowe. Warto wciąż założyć czapkę, szal/komin oraz rękawiczki, które ochronią ciało przed chłodem.

stylizacja3jpg

10oC do 15oC

W takim zakresie temperatur możemy postawić już na dwie górne warstwy odzieży – top oraz bluzę z zamkiem lub kurtkę, zależnie od warunków pogodowych (wiatr, wilgotność). Na dół wystarczą nam legginsy lub spodnie dresowe. Możemy również wymienić czapkę na opaskę sportową.

stylizacja4jpg

15oC do 20oC

Jeśli termometr pokazuje już tak wysokie temperatury, możemy założyć jedną warstwę odzieży. Na górę wystarczy bluzka z długim rękawem, a na dół legginsy, które mogą, ale nie muszą sięgać już do kostki.

stylizacja5jpg

20oC do 25oC

Bieganie w takich temperaturach szczególnie jeśli panuje niska wilgotność powietrza może stawać się już mniej komfortowe. Na górę warto założyć koszulkę z krótkim lub długim rękawem, a na dół legginsy ¾ lub krótkie szorty. Warto wybierać ubrania wykonane z oddychających i przewiewnych materiałów, które zapewnią nam większy komfort w czasie  biegania.

stylizacja6jpg

Powyżej 25oC

Bieganie w takiej temperaturze może przysporzyć już problemów z oddychaniem i nadmierną potliwością, ale niektórym z nas wciąż będzie sprawiało wiele przyjemności. Gdy słupek rtęci osiąga takie wartości, należy założyć krótkie spodenki oraz stanik sportowy. Można do zestawu dodać przewiewny top, jednak przy wyższych temperaturach i dużej intensywności treningu będzie on po prostu zbędny.

stylizacja7jpg

Pogoda w sam raz na bieganie

Termometry w końcu wskazują wyższe temperatury, które są idealne do rozpoczęcia regularnych treningów na zewnątrz. Jeśli zdarzało wam się przegrzać lub zmarznąć w czasie biegania, spróbujcie kierować się naszymi wskazówkami, by zawsze dobrze dobrać ubranie do aktualnej temperatury. Pamiętajcie również o tym, że można skompletować dobre ubrania sportowe, które założymy na cebulkę, zmniejszając ich ilość wraz ze wzrostem temperatury. Jaka jest wasza ulubiona temperatura do biegania? Lubicie upały czy raczej umiarkowane ciepło na zewnątrz?

Piekielnie Twarda Sztuka

image

Uwielbiam czytać, ale ostatnio najcześciej wybierane przeze mnie pozycje to opisy badań, informacje ze świata dietetyki, książki naukowe. Przez to zostaje mało czasu na książkę motywator, a taka ZDRCYDOWANIE jest potrzebna dla ducha.
W przypadku Piekielnie Twardej Sztuki było inaczej. Polecono mi tytuł, który zabrałam ze sobą na długi weekend. Potrzebowałam wsiąknąć w jakąś historię, która oderwie mnie choć na chwilę od rzeczywistości. Na kilka dni wszelkie naukowe źródła przeprosiłam i odłożyłam na bok. Majówkę na Mazurach spędziłam z przygodami Christmas Abbott. Pierwsze wrażenie? NIE MOGŁAM SIĘ ODERWAĆ!

Nie będę zdradzała szczegółów lektury, ale nadmienię, że znajdziecie w niej nie tylko motywujące opisy z życia zawodniczki, ale także cenne rady i wskazówki na temat tego jak się odżywiać i w jaki sposób trenować, by osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Zdecydowanie nadszedł czas obalenia utartego schematu życia na głodówce i zajeżdżania organizmu treningami, by wyglądać pięknie.

image
Ten fragment przekonał mnie, by nie odkładać książki dopóki jej nie przeczytam. Niejednokrotnie wspominałam ile eksperymentów przeszłam na sobie, by dojść do, powiedzmy, równowagi. W tej kwestii utożsamiłam się z bohaterką, która metodą prób i błędów znalazła swoją FIT równowagę. Która z nas tu zaglądających nie chce być wysportowaną, piękną i nienstracić przy tym na zdrowiu?

Abbott to młoda dziewczyna, która osiąga sukces na skalę światową i chętnie sie z nami dzieli recepta na powodzenie.
Spójrzcie na ten fragment:

image

Motywuje prawda? Mnie też! Dlatego nie odłożyłam i książki i bardzo się cieszę, że doszłam do końca. Zdecydowanie wyznaczyła mi kolejny punkt patrzenia na świat fitnessu, sportu, dietetyki. Bardzo polecam ją dla podbicia motywacji do trenowania, ale także jako kierunek, który pomoże znaleźć złoty środek w czałej tej fit gonitwie.

I teraz uwaga – niespodzianka!!

Pod postem na FB napisz jaka jest Twoja rada na utrzymanie równowagi w życiu, w godzeniu codzienności i sportu. Jak się zmotywować, ale nie zwariować?!

Najciekawsze wypowiedzi nagrodzę egzemplarzami lektury! ?

Peeling kawowy

image

Jeszcze chwila, a długie jeansy zamienimy na krótkie spódniczki i szorty. Lato czeka. Warto się do niego przygotować. Dajmy o skórę, w której żyjemy. Ćwiczenia, dieta, codzienna pielęgnacja. To wcale nie jest takie trudne. Wystarczą chęci i trochę kreatywności. Nie jestem ekspertem z działu „beauty”, ale co nieco wiem i chętnie się podzielę ? Ponieważ o zdrowym odżywianiu i treningu piszę na co dzień, ten wpis potraktujcie jako miłą odmianę ?

Mój niezawodny sposób na osiągnięcie pięknej skóry, poprawę jędrności skóry i krążenia. Jeśli tak jak ja lubicie kawę i patrzycie ją co rano (WEDŁUG TEGO PRZEPISU), wykorzystajcie fusy z kawiarki do wykonania peelingu. Można też kupić sypaną kawę, zaparzyć ją i wykorzystać fusy. Do dzieła!

Do wykonania peelingu potrzebujemy jedynie dwóch składników: kawy i oleju kokosowego. Opcjonalnie można dodać cynamon.

– olej kokosowy (nawilży skórę i ochroni przed ewentualnym podrażnieniem peelingiem)

– kawa (fusy po zaparzeniu)

– cynamon (opcjonalnie, jeśli chcecie nadać peelingowi fajny zapach)

Jak wykonać? 

Do fusów dodaj cynamon i łyżkę oleju koko. Wymieszaj.

Po kąpieli, na namoczoną skórę ciała,  nałóż peeling i okrężnymi ruchami masuj.

Opłucz ciało.

Na zakończenie polecam dodać 2-3 prysznice zimno-ciepłe naprzemiennie.

 Wypróbujcie! Spodoba Wam się! ?

Lizbona w fotografiach

image

Minęły już trzy tygodnie od wyjazdu do Lizbony, a ja wciąż miewam dni w trybie lizbońskim. Kawa, pachnące ciastko, słońce i droga do celu między urokliwymi uliczkami miasta. Bardzo lubię podróżować choć szczerze przyznam, że jako podróżnik mam dwie lewe ręce, więc załatwianie całej otoczki wyjazdu bardzo mnie stresuje. Finalnie nie żałuję żadnego wyjazdu i zawsze wracam zachwycona, tak też było w przypadku Lizbony. Najważniejszym wydarzeniem tego wyjazdu był mój debiut w półmaratonie, ale 21.197 przebiegło się niezwykle szybko, a nagrodą po zawodach było zwiedzanie. W TYM WPISIE znajdziecie kilka zdań o przygotowaniu do startu i starcie, a dziś więcej wspomnień i opisu okiem podróżnika.

Nietrudno jest mi wrócić wyobraźnią do miejsc, które zwiedzaliśmy, bo nasze mieszkanie nabrało po wyjeździe portugalskiego klimatu. Postanowiłam wywołać zdjęcia z wyjazdu i wprowadzić na wiosnę trochę świeżości ze wspomnieniami. Jeśli tak jak ja nie macie czasu na celowe wybranie się do fotografa, by wywołać zdjęcia, zróbcie to przez Internet, polecam zajrzeć do FOTO4U.pl. Sprawnie, z dostawą do domu dostarczono mi świetnej jakości odbitki.

image

W ogromnym skrócie, nie rozwodząc się na temat historii i każdego z zabytków osobno, polecę miejsca, które odwiedziliśmy i uważamy za godne zobaczenia.

1. Alfama, Belem, Chiado – dzielnice Lizbony

image

image

Pierwsza charakteryzuje się niezliczną ilością krętych uliczek oraz żółtych tramwajów wycieczkowych. Najsłynniejszy to ten z numerem 28, którym trzeba przejechać się będąc w mieście.

Belem, oprócz mety półmaratonu, kojarzę z ciastkami! Jedyne w swoim rodzaju, w smaku przypominają ciasto francuskie z nadzieniem budyniowym i karmelem. Kolejki w jednym miejscu, gdzie można je kupić są o każdej porze bardzooo długie.

image

image

Chiado, plac Rossio i plac la Figuera. Te dwa łączą się ze sobą, a w miejscu zejścia ujrzymy piękny widok na zamek Sao Jorge. W tej części miasta znajdują się sklepy, butiki, sklepiki z pamiątkami i restauracje. Warta uwagi jest też winda widokowa. Projektował ją uczeń Eiffla.

2. Oceanarium

image

Miejsce, w którym czas mija niezwykle szybko, nie sięgamy po telefon i w naturalny sposób się wyciszamy. Relaks z widokiem na podwodne życie. Największy obiekt tego typu w Europie.

3. 25 de Abril Bridge

image

W Lizbonie są dwa. Dłuższy i krótszy. Ten 16km widziałam z daleka, a tym słynnym, podobnym do nowojorskiego miałam ogromną przyjemność rozpocząć bieg. Z mostu rozpościera się widok na miasto po obu stronach rzeki. Widać też piękną figurę Chrystusa z rozpostartymi ramionami.

WARTO! Na prawdę warto zobaczyć to urokliwe miejsce na Ziemi. Mam nadzieję jeszcze tam wrócić, może nawet przebiec półmaraton po raz kolejny. W mojej pamięci widoki z urlopu w Portugalii pozostaną na długo. Tymczasem parzę jawę z widokiem na fotografie!

Poza FIT

image

Spotykałam się z tym pytaniem tak często jak szkolniak z pytaniem mamy o to jak dziś było w szkole. „Emilia, a czy istnieje dla Ciebie coś poza FIT?” Zazwyczaj odpowiadałam „No jasne, że tak, przecież w życiu robię masę innych rzeczy.”

No to KIEDY…?

Kiedy gotujesz?
Najlepiej wychodzi mi to rano, kiedy całą kuchnię mam tylko dla siebie. Bywają dnia, że wstaję o 5:40 i kręcę ciasto na babeczki (polecam na śniadanie TE) czy placek z bakaliami (taki jak TEN) kiedy inni jeszcze śpią. Zazdroszczę moim domownikom tego, że budzą ich pyszne zapachy ?
Gotowanie mnie relaksuje. Wskakuje do swojego małego, tajemniczego świata jak Alicja w krainie czarów do normy królika. Jeszcze nie wiem co mnie czeka, ale na pewno nie mam zamiaru się wycofać :)

Kiedy pracujesz?
Kiedy ja czegoś nie robię to wiedzcie, że nie jest to normalne. Dzień mam wypełniony zajęciami po brzegi. Nie umiem inaczej. Zwykle od popołudnia jestem w szkole, a rano i wieczorem siedzę w dietetyce. Łącze jedno z drugim, bo bardzo mi to pasuje. Wyznaczam deadline i nie odpuszczam dopóki nie skończę. Stawiam na dietetykę i rozwijam się w tym co raz bardzie, ale nie wyobrażam sobie, by w ciagu tygodnia nie używać języka angielskiego, dlatego szkoła to świetna opcja nauki dla mnie i moich uczniów. Poza tym obcowanie z dzieciakami daje mi masę radości. Nie lubię granic, nie stawiam żadnych barier, jestem otwarta na nowe wyzwania. Jak się chce to wszystko da się połączyć. Odpowiednie planowanie to klucz do sukcesu ?

Kiedy trenujesz?
„Z postów wynika, że praktycznie codziennie”. To prawda, mało u mnie dni nietreningowych. Zabrzmi to bardzo sucho, ale trenuję wtedy kiedy mam na to ochotę. Fakt, przygotowanie do półmaratonów wymagało ode mnie wiecej elastyczności i spięcia, by znalezc czas na wybiegania i trening z Wojtekiem, ale nie było z tym problemu. Ponownie planowanie.
Bywają oczywiście dni, ze nie trenuje w ogole. Baaa, bywają i takie, kiedy rzucam strojem fitnessowym o ścianę i mowie mu, zeby szykował sie na sprzedaż, bo od dzis jestem treningowym leniem. Ludzkie to. Czasem mam ochote zaczac dzien poranna joga, a wieczorem dobić sie treningiem na silowni.
Kazdy dzien jest inny, kazdy trening jest inny. Kobieta zmienna jest i miewa humorki…na dany trening takze :)

Kiedy piszesz bloga?
Nie ukrywam, ze w tej kwestii ważniejsza od czasu jest wena. Nie pisze postów zaplanowanowanych z wyprzedzeniem na konkretny dzien tygodnia. Kieruje sie codziennością, tym co mnie otacza, co w danym momencie do mnie przemawia. Inspiruje sie czyms i wtedy wiem, ze warto sie tym podzielić. Żadnego ustawiania i planowania, stawiam na luz i naturalnosc.
– Czasu brakuje mi na dopieszczanie szczegolow, ale musicie mi to wybaczyc. Dbam o estetykę jak najbardziej to mozliwe, ale nie ukrywam, ze nie spędzam w domu kilku godzin nad jednym postem i dopinaniem go co do milimetra. Nie uzywam zaawansowanych programów dla blogerów. Ja po prostu bardzo lubie tam zaglądać, przyzwyczajam sie nawet do zdjec profilowym i ciezko mi je zmienic :)
– Kiedy mam w głowie temat na post pisze notatki w tramwaju, windzie, w kolejce w sklepie.

Wymien 4 pasje poza FIT
-teatr i balet, literatura, moda, mój wspaniały facet :)

Kiedy jestes szczesliwa?

WTEDY, gdy czuje ze zyje.

Wcale nie musi to byc moment, kiedy jestem na treningu.

image

Dbajmy o to co mamy!

1930228_10204659100436021_7979118081193912339_n

Ostatnio mam nawet lekkie wyrzuty sumienia, że nie potrafię przelać nadmiaru myśli na bloga. Tyle aspektów chciałabym poruszyć, ale dziś poddaję się znowu impulsowi i piszę o to, co na serduchu.

„Wczoraj znowu widziałam bardzoo szczupłą dziewczynę z pudełkiem jedzenia na wynos z McDonaldsa, batonikiem czekoladowym i kubłem coli.”
Może ja powinnam zmienić sposób odżywiania właśnie na taki i wtedy będzie IDEALNIE?!

Godzinami można rozwijać ten temat. Wystarczy wyobrazić sobie powyższą sytuacje i w głowie od razu powstaje wrzawa! Niesprawiedliwość! Takie geny! Czemu ja tak nie mam! Życie nie pieści! – temat rzeka.
Wałkowałam go nie raz i wciąż, jak widać, można wysuwać kolejne wnioski, do czego Was serdecznie zapraszam, bo chętnie poznam Wasze zdanie.

Co rozumiem przez słowo idealnie?!
Nie martwcie się, że tylko wy miewacie momenty, że chce się rzucić zdrowe odżywiania i całą tą otoczkę spotykając na ulicy przypadki z powyższego przykładu. Ja tak mam, Ty tak masz, Kaśka i Baśka też tak mają. Niestety muszę Was rozczarować i poprosić byście wierzyli mi na słowo, że ideały nie istnieją. To jest moja definicja. Ideał to coś, co nie istnieje, a za czym gonimy jak głupi.
To marchewka na kiju. Widzę, wyobrażam sobie jej smak, wyznaczyłem cel, więc teraz biegnę jak oszalała, by ją zdobyć.
Czytam sporo książek i artykułów coachingowych, o motywacji i zdrowiu. Odwiedzam blogi, na których temat dążenia do doskonałości fizycznej przerabiany jest w niezliczonej liczbie postów. Wydaje mi się, że im więcej takich zapisków czytam tym więcej rozumiem i uświadamiam sobie jak bardzo zmieniło się moje podejście. Jak bardzo nie chce mi się nawet spotykać tych „idealnych” w swoim mniemaniu.

Zdrowie
Zaprzyjaźnieni dietetycy powiedzieli mi kiedyś, że nawet profesjonalni sportowcy, (tak, Ci podziwiani przez świat grubych mediów i kreowano na „ideały”) mają swoje kompleksy, a we współpracy z dietetykiem zawsze podkreślają, że musi zważać na ich WYGLĄD!
Jest ważny, nie powiem, że nie, ale jak zwykle jest jakaś granica, które nie warto przekraczać! Nic kosztem zdrowia. Uważajmy, by drastyczne dążenie do mało realnego celu wizualnego nie skończyło się poważnymi kłopotami ze zdrowiem. Chyba nie o to nam chodzi, by zamiast cieszenia się efektem WOW biegać po lekarzach w poszukiwaniu pomocy dla wyjałowionego organizmu. Kochaj swoje ciału, dbaj o nie, a ono w najlepszy sposób odwzajemni Tobie tę opiekę.

Granica
Tata zawsze powtarzał, że od miłości do nienawiść jest cienka, ale ja uważam, że zdrowy rozsądek i przesadę też dzieli maleńki krok. To co często widzimy w lustrze poddajemy od razu myśli „do poprawki”, a czemu by tego myślenia nie odwrócić?
Akceptuj to co masz, zawsze wysuwaj inicjatywę z dobrem dla Ciebie! Nikt nie zadba o Ciebie lepiej niż Ty sam! Oczywiście, że wprowadzaj zmiany jeśli są konieczne, docieraj się z własnym ego, ale bazuj na zdrowym rozsądku i opinii zaufanych Tobie ludzi, którzy powiedzą, czy już przypadkiem nie przesadzasz z tym co robisz.
Próbowaliście kiedykolwiek rozmawiać z osobą, która cierpi na brak samoakceptacji?! Bardzo ciężko obdarować ją komplementem, a nawet bywa to niewykonalne…

c7d5c2c548892ce52fbe3afacf234a09

RÓB SWOJE, PRACUJ UCZCIWIE W CISZY, A EFEKTY SAME ZROBIĄ HAŁAS
Czasem po prostu jak patrze na podłość jaka wypływa od ludzi mam dość. Wtedy rozumiem sytuacje tych, którym wydaje się, że tak wiele brakuje im do tych niedoścignionych, pięknych, stojących na świeczniku.
Mamy w głowie tyle ograniczeń, chcemy żeby wszystko było tak doskonale, że aż przytłaczające.

Człowiek nie jest doskonały. Pozwolę sobie nawet powiedzieć, że człowiek nie stał nawet obok doskonałości, bo nigdy nie stał obok Boga! Złudnie wierzymy, że przebijemy się przez mgłę osiągnięcia doskonałości, którą siła wyższa w jednej sekundzie może rozdmuchać nam przed nosem. Tuż przed tym jak wydaje nam się, że trzymamy ją w ręku zwyczajnie się rozmazuje.
Jednym skinieniem palca cofani jesteśmy do punktu 0.
Przeczytałam gdzieś zdanie, które teraz sparafrazuję, że jeśli mamy w głowie pomysł, by osiągnąć w życiu doskonałość to powinniśmy spojrzeć w lustro i głośno się zaśmiać z samych siebie.

DBAJMY O TO CO MAMY!

Strona 2 z 612345...Ostatnia »