LIFESTYLE

FOOD FORUM 2017

Mogłabym nie spać, a zdobywać wiedzę. Widzicie więc jak wielkie znaczenie ma dla mnie rozwój w dziedzinie, która mnie interesuje. Takie jak sen, który jest jedną z najważniejszych składowych w procesie dbania o zdrowie. Nie w każdy weekend mam możliwość uczestniczyć w wydarzeniach związanych z dietetyką czy sportem, ale istnieją takie, na które czeka się cały rok. Dokładnie takim wydarzeniem jest konferencja żywieniowa Food Forum. W tym roku pod nazwą „Leczenie i dietoterapia w chorobach cywilizacyjnych.”

10h wykładów, 9 prelegentów z ogromną wiedzą, ogromna sala konferencyjna w Multikinie Złote Tarasy. Brałam udział w wielu wydarzeniach tego typu i nie każde zasłużyło na osobną relację na blogu. To na prawdę mi się podobało, udostępniło kawał dobrej wiedzy i przekonało do siebie solidną organizacją. Dlaczego postanowiłam napisać o Food Forum na blogu, gdzie nie każdy odbiorca to dietetyk, a wręcz większość z Was nimi nie jest i być nie zamierza? Przeczytajcie relacje i wywnioskujcie sami.

O PRELEGENTACH I WYKŁADACH

Tematyka tegorocznej konferencji bardzo mocno przykuła moją uwagę ponad pół roku wcześniej. Choroby cywilizacyjne dotyczą NAS WSZYSTKICH. Czym są choroby cywilizacyjne? Dlaczego rozwijają się w tak szybkim tempie i jak je leczyć? To główne zagadnienia poruszane podczas wykładów. Osobiście dużo wyniosłam z wiedzy jaka przekazano. Na co dzień spotykam się w osobami, które kompletnie sobie nie radzą z dbaniem o zdrowie czy życiem z chorobą cywilizacyjną. Niektórzy posiadają już nieco wiedzy na ten temat, ale wciąż nie wiedzą jak połączyć to w spójną całość. Właśnie po to organizowane są takie wydarzenia, by dostęp do wiedzy był szeroki, dyskusje wrzawę, a pytania rozwiewały nasze wątpliwości.

1. JELITA, ALERGIE I NIETOLERANCJE POKARMOWE – część, która poniekąd jest moim konikiem w dietetyce. Patrycja Szachta, Dominika Gier i doktor Wojciech Marlicz jak zwykle przekazali najnowsza wiedzę na najwyższym poziomie.

Tu także pozytywne zaskoczenie podczas wykładu Iwony Wierzbickiej, która tym razem mówiła o gotowaniu i praktycznym radzeniu sobie z dietą w przypadku celiakii. Miło było posłuchać jej jako praktyka, a nie tylko dietetyka bazującego na badaniach. Doskonale wiecie, że sama aktywnie działam w kuchni, gotuję i czasem nawet uda mi się stworzyć coś fajnego :)

2. TARCZYCA I CHOROBY ZWIĄZANE Z JEJ NIEDOMAGANIEM – bardzo dokładnie omówione zagadnienie przez doktor Magdalenę Krzyczkowską-Sendrakowską. Doświadczenie Pani doktor w temacie leczenia schorzeń tarczycy jest rozległe. W przystępny sposób wytłumaczyła działanie wszystkich hormonów, podała przykłady pracy przypadków z gabinetu i szczegółowo omówiła badania jakie należy wykonywać, by dbać o tarczycę.

3. CIĄŻA, PROBLEMY Z PŁODNOŚCIĄ – tu poruszono związek fizyczny i psychologiczny problemów związanych z trudnościami zajścia w ciążę. Problem jest bardzo „na czasie”, niestety. Dlatego jak najwięcej należy o tym mówić, by rozwiewać wątpliwości i efektywnie leczyć.  Angelika Kargulewicz, jej wykład był moim zdaniem jednym z najlepszych. Agata Juruć, psycholog, dowodziła jak wiele zależy od nastawienia i jak ciężko bywa w walce o upragnione potomstwo.

DLA DIETETYKA

Owszem, wielu ich było na sali wykładowej i bardzo mnie to cieszy. Fakt, że należy rozwijać się całe życie jest niepodważalny. W dziedzinie takiej jak dietetyka jest to szczególnie cenne. Wiele nowej wiedzy dostarczonej od specjalistów, którzy są bardzo na bieżąco. Doktor Karolina Skonieczna-Żydecka i jej wykład o jelitach w powiązaniu z chorobami neurodegeneracyjnymi zrobił na mnie największe zrażenie. Bardzo specjalistyczna wiedza, która ogromnie zmotywowała mnie do poszerzenia literatury w twmacie. Może to dlatego, że jelita to jednak TEN mój TEMAT :)

FOOD FORUM DLA CIEBIE

Nie musisz być specjalistą, by pojawiać się na wydarzeniach mniej lub bardziej specjalistycznych dotyczących tematu zdrowia. Zdrowie to podstawa więc nie dziwi mnie gdy ktoś chce dociekać i przez to jak najlepiej o nie zadbać. Moja pasja do dietetyki zrodziła się z konieczności radzenia sobie z celiakią i związanymi z nią kłopotami jelitowymi. Tu zawodziła już rozpiska z gotową dietą, a potrzebna była solidna opieka patrząc na przypadek całościowo. Zajęło to lata, by poczuć się dobrze, a dzięki temu nie bagatelizuję żadnej informacji we współpracy z moimi podopiecznymi. Czasami trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i poświęcić jeszcze większą część siebie, by dojść do celu. Myślę, że uczestnictwo w tego typu wydarzeniach 2-3 razy do roku sprawiłoby, że nasze społeczeństwo byłoby bardziej świadome i zdrowe!

DLA ZDROWIA

Warto nadmienić, że wydarzenie sponsorowane było przez marki szczerze zaangażowane w zdrowy tryb życia, bez wciskania każdy wystawca bronił się jakością proponowanych produktów. Szczerze? Kupiłabym większość produktów, które były tam dostępne. Znacie mnie, wiecie, że nie obroniłabym produktu z kiepskim składem, a fajnym opakowaniem. Nie zachęciłabym do badań czy suplementów, które są stratą pieniędzy i czasu. Na co dzień sama korzystam z wiele proponowanych na tarach produktów i miło było dowiedzieć się o nich coś więcej czy nabyć w atrakcyjnej cenie.

Chciałabym zakończyć zdaniem „Wszystkie choroby mają swój początek w jelitach”. Food Forum kładzie ogromny nacisk na rozwijanie tego tematu, pod wieloma względami. Dlatego szczerze polecam śledzić wydarzenie i zaplanować w kalendarzu kolejną edycję.

POSTRZEGANIE SIEBIE – EMOCJE – DBANIE O ZDROWIE

Głowa boli kiedy analizuję się ilość informacji na temat „dobrego odżywianiu.” Co to w ogóle znaczy? Jak na podstawie tysięcy mniej lub bardziej rzetelnych, potwierdzających się i wykluczających zasad znaleźć właściwy dla siebie sposób odżywiania? Taki, który sprawi, że uleczysz wszelkie dolegliwości, poczujesz się świetnie, a do tego dojdziesz do sylwetkowej formy życia?! Niezliczona ilość blogów, książek, forów, a na każdym informacje jak jeść, żyć, ćwiczyć, dbać o siebie żeby przynosiło to upragniony efekt. Co metoda to magia. Życia zabraknie, by przetestować każdą. Dlaczego więc brniemy w najbardziej zagmatwane sposoby zapominając o podstawach? Szukamy inspiracji w rozmaitych źródłach nie biorąc pod uwagę tego, że MY jako jednostka jesteśmy najlepszą bazą informacji na swój temat. Wskazówką, która najtrafniej określa co nam służy, a co nie jest nasze własne CIAŁO i ORGANIZM.

Zdaję sobie sprawę, że jest to bardzo trudne, by doprowadzić się do stanu równowagi. Niejednokrotnie pisałam i mówiłam o tym, że dietetyka stała się moją pracą-pasją właśnie dlatego, że skrupulatnie drążyłam swój najcięższy przypadek, samą siebie. Najczęściej padające pytanie kiedy chodzi o zmiany to CZAS. Ile to będzie trwało? Jeśli mam być z Wami szczerza to w moim przypadku trwało to LATA. Co więcej tak jak zmieniają się pory roku tak też zmienia się nasze ciało i funkcjonowanie narządów. Nie ma więc możliwości, by całe życie stosować się do jednego schematu i czuć się „bezpiecznie”. Ok, passe nie stanie się nigdy wyrzucenie z codziennego menu przetworzonej żywności, ale już dopasowanie ilości potrzebnych do działania makroskładników będzie się różnić w zależności od danego momentu w naszym życiu. Szczególnie mam na myśli kobiety, które są jednym wielkim kłębkiem hormonów. Doskonale wiemy, że na różnych etapach naszego życia funkcjonują one zupełnie inaczej. Najważniejszą zasadą jest więc zrozumieć nasz SYSTEM HORMONALNY, by móc żyć z nim w zgodzie.

Jeśli śledzisz mojego bloga od dłuższego czasu to wiesz, że jednym z głównych problemów, z którym się borykałam są JELITA (pisałam o nich TU, TU i TU). Jeszcze w zeszłym roku myślałam, że wszystko udało się poukładać raz na zawsze dzięki badaniom i zaleconej probiotykoterapii. Nie ukrywam, że mocno poprawił się mój stan zdrowia, ale po jakimś czasie problemy zaczęły wracać. Wiedziałam, że nie jest to już kwestia odżywiania, bo dietę mam dopiętą na ostatni guzik. Temat drążyłam dalej. Powrócę tu po raz kolejny do przywołania gospodarki hormonalnej, a wraz z nią GOSPODARKI CUKROWEJ. Wahania cukru we krwi stwarzają sytuację stresową, w której stawiamy nasz organizm, a on w tym stałym procesie walki ze stanem zapalnym zwyczajnie fiksuje. To tak jakbyś chciał się skupić na dwóch rzeczach na raz na 100%. Nie da się. Krąg się zamyka, jeden problem napędza drugi i nie pozostają sobie wzajemnie obojętnymi. Czy nie napisałam na początku, że aby dojść do wniosku, że coś nam szkodzi nawet na najlepszej diecie trzeba OBSERWOWAĆ WŁASNE CIAŁO? No właśnie…

Zbadałam hormony, poziom cukru, sprawdziłam stany zapalne, zrobiłam biorezonans na obecność pasożytów, zbadałam nadnercza, by określić w jakim stanie STRESU znajduje się mój organizm. Przeanalizowałam ilość swoich treningów i wzięłam pod uwagę regenerację, a głównie ilość i jakość snu!

Stąd cała moja mądrość, że w końcu to na obserwacji i wczuciu się w mój organizm skupiłam swoją uwagę. Przestałam sądzić, że to w odżywianiu jest coś nie tak, zajęłam się stanem ogólnym organizmu. Przestałam opierać się metodom niekonwencjonalnej medycyny. Dałam sobie żyć. Problemy z jelitami mnie wykańczały. Pracuję w poradni dietetycznej, gdzie mogłam liczyć na konsultacje moich poglądów ze świetnym specjalistą, który mógł spojrzeć na moją sytuację z boku.

Tu już nie chodziło o samą dietę. Przechodząc na protokół autoimmunologiczny, później dietę ubogą w produkty FOODMAP czułam się dobrze, ale w pewnym momencie zapomniałam, że to nie jest sposób na odżywianie do końca życia. Zdałam sobie sprawę, że kiedyś te wszystkie eliminacje należy skończyć. Ten, kto boryka się z kłopotem drażliwego jelita doskonale mnie zrozumie. Tu należy podkreślić fakt, że ani badanie ani specjalista czy idealnie ułożona dieta nie będą działały na 100% kiedy nie zmienimy swojego SPOSOBY ŻYCIA i nie spojrzymy na nie CAŁOŚCIOWO. Dlatego we współpracy z podopiecznymi staram się być empatyczna, pamiętając o tym jak sama się czułam. Bardzo ważnym elementem terapii jaką prowadzimy jest OBSERWACJA, docieranie się z własnym ciałem, zapisywanie samopoczucie w dzienniczku. To ułatwia pracę mi, bo mogę analizować na bieżąco co się dzieje, ale także osobie, z którą pracuje, która UCZY SIĘ TEGO, CO JEJ SŁUŻY – OBSERWUJE.

Negatywne emocje dotyczące jedzenia, ciągłe myślenie o tym, czy oby na pewno służy mi to co zjadam prowadzą do STRESU, który nas zwyczajnie wykańcza. Szukamy złotej metody. Nigdy jednak nie bagatelizuję takiego podejścia, bo wiem po sobie, że kiedy nie czujemy się dobrze to zrobimy wszystko, by rozwiązać problem. Zdaje sobie sprawę z tego, że często walka z problemami hormonalnymi, insulinoopornością czy chorobą autoimmunologiczną to sinusoida wzlotów i upadków, ale kiedyś musi być dobrze. Dobrze będzie wtedy, kiedy zadbamy o siebie W CAŁOŚCI, a nie zajmiemy się tylko zaleczaniem kłopotu.

Jeśli nie będziemy słuchać sygnałów wypływających z naszego wnętrza, obserwować symptomów to nie dojdziemy do równowagi. Znajdź dobrego specjalistę, który spojrzy na Ciebie holistycznie. Przeprowadzi solidny wywiad, poprosi o badania. Zarówno wyniki badań jak i Twoje samopoczucie muszą zostać wzięte pod uwagę razem. Od czynników stresowych, po Twoje zdrowie na talerzu, trzeba to wszystko dokładnie przejrzeć i przeanalizować.

„Kiedy emocje są względnie zrównoważone, w naturalny sposób odczuwamy szacunek wobec siebie i dlatego dochodzimy do wniosku, że wybór wartościowego pożywienia reprezentuje najbardziej pożądane działanie. Ponadto odkrywamy, że żywność w gorszym gatunku po prostu nas nie interesuje. Jej WŁAŚCIWOŚCI ENERGETYCZNE są negatywne, a my naturalnie wolimy nie zanieczyszczać nią naszych ciał i nie doprowadzać do obniżenia potencjału naszych umysłów.”

Śniadania białkowo-tłuszczowe

Jestem ogromnym zwolennikiem śniadań białkowo-tłuszczowych w przypadku osób, które nie wykonują rano treningów, ciężkich prac fizycznych bądź mają problemy z chorobami autoimmunologicznymi czy zaburzeniami gospodarki cukrowej. Dla tych, którzy od rana czują się zestresowani i głodni już 2h po zjedzeniu tradycyjnej owsianki.

O tym poczytacie w najbliższym poście, a dziś z uwagi na moich podopiecznych wrzucam kilka pomysłów na śniadania BT.

KABANOSKI DROBIOWE Z WARZYWAMI i AWOKADO

Przepis: 

1. Nastaw w garnku wodę i zagotuj. Dodaj do niej kabanosy drobiowe i gotuj pod przykryciem.

2. Awokado i warzywa pokrój w kostkę. Przypraw solą, pieprzem i polej łyżeczką oliw.

JAJA SADZONE NA MAŚLE KLAROWANYM 

Przepis: 

1. Łyżeczkę masła klarowanego dodaj na patelnię i poczekaj aż się rozpuści.

2. Zmniejsz ogień i wbij jaja na masło. Smaż pod przykryciem do ścięcia się białka. Pozostaw płynne żółtko, takie jest najzdrowsze i zostaje w nim najwięcej wartości odżywczych.

3. Podawaj z porcją świeżych warzyw ułożonych na miksie sałat.

KIEŁBASKI BAWARSKIE Z DUSZONĄ CEBULĄ

 

Przepis:

1. Łyżeczkę masła klarowanego dodaj na patelnię i poczekaj aż się rozpuści.

2. Cebulę pokrój w piórka i dodaj do masła. Duś do miękkości pod przykryciem.

2. Kiełbaski lekko natnij z obu stron. Dodaj do cebuli i trzymaj pod przykryciem aż będą miękkie.

3. Podawaj z ulubionymi warzywami, np. pomidor malinowy z solą himalajską.

 Starajcie się, by Wasza dieta była różnorodna! Rotujcie produkty, smaki. Bawcie się kolorami na talerzu. Człowiek zjada na prawdę WSZYSTKIMI zmysłami ?

 

Przepiśnik świąteczny 2016

14600978_10206448056038793_5795375453513058880_n

Kochani, poniżej plik z przepisami świątecznymi. Powstał z myślą o naszych podopiecznych, którzy nierzadko muszą zrezygnować z części produktów, a my nie pozwolimy, by to przysporzyło im stresu w najpiekniejszym czasie w roku. Przepiśnik jest do pobrania dla każdego z Was, kto chciałby w święta poszaleć ze smakami, ale także zachować proste zasady zdrowego odżywiania i przygotowania potraw. Na końcu kilka zasad dla dobrego trawienia. Szczególnie nie polecamy stresu i popadania w skrajności. To nie czas na myślenie o problemach i zmartwieniach. W w moim rodzinnym domu pojawią się zarówno potrawy tradycyjne, z ręki moich babć, jak i moje w nieco zmienionej formie. Mam nadzieję, że się Wam spodobają i chętnie je wykorzystacie. Niech na Waszych stołach królują piękne, wspólnie przygotowane potrawy czy to wersji tradycyjnej czy bezglutenowej lub dopasowanej do indywidualnych potrzeb.

PRZEPIŚNIK ŚWIĄTECZNY DO POBRANIA

Życzę Wam przede wszystkim ZDROWIA ciała i ducha. Radości, miłości i pięknego czasu spędzonego w gronie najbliższych. Wesołych Świąt!

Błędne koło odchudzania

society-kills-us-beautiful-pictures-30962608-500-333

Dopóki ciało nie będzie czuło się bezpieczne, nie będzie też w potrzebie zrzucenia zbędnych kilogramów (sytuacja zagrożenia = obrona). Tym optymistycznym zdaniem zaczynamy rozkładanie na części pierwsze sensu temat odchudzania, kiedy jednocześnie organizm daje wyraźny znak, że tego nie chce. Obserwując mojego bloga na pewno zauważyliście, że moje podejście zmieniło się znacznie. Zastanawiałam się też czy pisać dziś w stylu akademickim, podając fakty i badania czy pisać o moich wnioskach i obserwacjach bazujących na pracy z podopiecznymi. Wybrałam opcję pomiędzy, czyli piszę od serca, bazując na doświadczeniu oraz w oparciu o to co widzę u osób, z którymi pracuję, ale co ma również odzwierciedlenie w badaniach naukowych.

Przede wszystkim należy uświadomić sobie, że zdrowe ciało nie ma problemów ani z przybieraniem ani ze zrzuceniem wagi. Jeśli ten proces przebiega nieprawidłowo to znaczy, że dostajemy sygnał alarmowy ze środka, że dzieje się coś, co blokuje nasze naturalne zdolności. Mogą to być stany zapalne, choroba autoimmunologiczna, załamanie metaboliczne, chroniczny stres. Co więcej, najczęściej jedno wynika z drugiego i nie stanowi osobnego problemu. Nie oznacza to więc, że nie starasz się na treningach albo rozkład BTW w rozpisce, której przecież trzymasz się co do grama jest nieodpowiedni. W takiej sytuacji należy wziąć pod uwagę fakt, że poza siłką i jedzeniem w plastikowych pudełkach jest jeszcze nadrzędna strefa ZDROWIA i to ona może być powodem braku efektów!

„Będzie, będzie zabawa, będzie się działo!”

Ach, pamiętam doskonale ten dzień kiedy pełna nadziei wyfrunęłam ze spotkania z trenerem, z którym podjęłam współpracę w przygotowaniach do zawodów bikini. Euforia nie do opisania słowami, w brzuchu motyle, na twarzy uśmiech szerokości trzydrzwiowej szafy, a w głowie tylko TEN mój fit cel i nic więcej się nie liczy.

Młodość ma swoje prawa, a i ja czasu nie chciałabym cofnąć, bo co się nauczyłam to moje. Jak wynika z powyższego przykładu, panna Cesarek doskonale rozumie całą tą ekscytację byciem nieziemsko fit. Teraz to już będzie w życiu wspaniale, bo mam plan, bo kartki dostanę od trenera, wystarczy się trzymać i róg obfitości się nie skończy. Serio??

Każdy kij ma dwa końce.

Zapytaj siebie co czujesz? Czy pozwalasz sobie w życiu na to co jest Ci potrzebne czy znowu kurczowo trzymasz się schematu, bo inaczej nie pójdzie? Ulegamy presji otoczenia, chcemy wyglądać świetnie, a przy tym czuć się świetnie tylko…może nie zawsze nasze ciało i duch są na to gotowe. W swojej fit karierze przejrzałam co najmniej sto tysięcy blogów o tej tematyce, miliard zdjęć fitnessek i w każdym tak na prawdę trend jest ten sam: CEL->DZIAŁANIE NA 100%.

Trener, trening, dieta i jazda. Na początku jest cudnie, motywacją można góry przenosić. Do pierwszego startu czy po pierwszej redukcji też jest uroczo, efekty widać jak na dłoni, wszyscy Cię kochają, a Ty kochasz wszystkie swoje lajki pod zdjęciem. No i zaczyna się nowy rozdział w Twoim życiu pod tytułem…

Mam palec to chcę całą rękę!

Osiągnęłam wyznaczony cel, poszło jak po maśle to jadę z koksem dalej. „Bo jak nie my to kto?” usłyszysz od trenera. Kij z tym, że już nie dosypiasz, że kurczak z ryżem wychodzi Ci uszami. Ty to kochasz na facebooku, a trener to lajkuje. Wstyd się przyznać, co nie? Że nie ma ochoty na przytulenie się do ukochanego, że zapomniałam o telefonie do przyjaciółki, a ostatnia myśl o szczęściu pojawiła się rok temu wraz z ostatnią miesiączką, której po redukcji już nie ma. Tak się łatwiej żyje…tak się żyje fit. Wiadomości o takiej treści, z podaniem opisu takiego wyczerpania dostajemy co najmniej kilka dziennie.

Zakładasz dodatkowy ciężar na plecy i zapierniczasz z robotą, która stanie się Twoim planem na życie albo zrezygnujesz (tak jak zrobiłam to ja) i grzecznie dziękując próbujesz wrócić do RZECZYWISTOŚCI zastanawiając się przy tym, w którą stronę masz teraz pójść.

Powrót do przeszłości.

Wylądowałeś na planecie Rzeczywistość. Tydzień przerwy od treningów miną bardzo szybko, bo go przespałeś. Może w tym czasie nic nie jadłeś, bo w sumie nie wiesz co, nie mając podanego rozkładu posiłków, a może jadłeś wszystko co do tej pory uśmiechało się do Ciebie ze sklepowej pułki, ale było kategorycznie zabronione. „Dobra tam, czas roztrenowania, regeneracji to można.” Tylko powstaje jeden problem, do kiedy trwać będzie to „roztrenowanie” i co ono dla Ciebie w ogóle oznacza skoro zawodnikiem już nie chcesz być (Ci mają wyznaczone plany i terminy przygotowań).

imageJa nic nie muszę! Musi to na Rusi!

Znowu jesteś w kropce. Załóżmy, że czas Twojego roztrenowania dobiega końca, bo zaczynasz wyraźnie dostrzegać, że forma, którą miałeś pół roku temu już dawno została tylko na zdjęciu. Masz tego dość więc co robisz? Bierzesz się za siebie”!

Nie muszę nikogo przekonywać, że nagłówek tego akapitu jest bardzo w polskim stylu. Polaka do niczego nie zmusisz. Polak chce to potrafi. Właśnie takim typowym Polakiem jest nasz organizm. On może chcieć z Tobą współpracować, ale NIE MUSI. Każda więc próba podjęta w kierunku zmuszania i zadręczania go skończy się jedynie wybuchem stresu i nieprzyjemnego buntu!

Jak to się ma w kontekście odchudzania? Ano właśnie tak, że jeśli organizm głodny to i zły, a jeśli zły to zestresowany, a jeśli zestresowany to włącza funkcje obronne, uruchamia system odpornościowy i nerwowy do walki z wrogiem. W tym przypadku mamy najczęściej do czynienia z chronicznymi stanami zapalnymi, zespołem przemęczenia, problemami hormonalnymi, znużeniem i utratą odporności.

KORTYZOL jest hormonem odpowiadającym za utrzymanie prawidłowego poziomu stresu w organizmie. Rano pomaga nam się obudzić, podczas treningu dać z siebie maxa, ale także odpowiada za odpowiedź ze strony układu immunologicznego oraz kieruje gospodarką uwalniania glukozy i kwasów tłuszczowych z wątroby. Jest więc swego rodzaju sygnalizatorem świetlnym dla kierowania ważnymi procesami zachodzącymi w ludzkim wnętrzu. Jeśli jego poziom wzrasta dostajemy informacje, że należy walczyć albo uciekać i jest to bardzo zdrowa reakcja. Problem pojawia się wtedy, gdy te reakcje są nieustanne! Więcej o stresie przeczytasz w TYM poście.

14gargamelGargamel idzie! Chować się kto może!

No i tu kończy się bajka. Wracasz do treningów, ale po tygodniu petardy nie ma. Wróciłeś do pudełek, ale efektów działania diety kompletnie brak, a może jest nawet gorzej. Zaczynają pojawiać się kłopoty ze strony układu pokarmowego, a w Tobie rodzi się poczucie winy i narasta frustracja! Jej! Nie chce pisać tego akapitu, ale to prawda, z którą zaczyna się mierzyć co raz więcej ludzi. Piszecie i pytacie co robić, bo świat wali się na głowę! NA PRAWDĘ NIE IDZIE!

A pamiętasz ile razy Ty wypowiadałeś takie takie zdanie pod nosem kiedy mama kazała coś w domu wykonać? Pamiętamy buntowniczka? Co wtedy robił? ZAPIERAŁ SIĘ RĘKAMI I NOGAMI! Ten sam schemat widzimy w działaniu zbuntowanego organizmu, który UWIERZ MI, w środku walczy i daje z siebie wszystko, byś cierpiał jak najmniej. Bóle, wysypki, samopoczucie to NIE POWODY to już OBJAWY WALKI Z CZYMŚ CO CIĘ WYNISZCZA.

Nie ma bata, że ruszę, bo nic nie muszę, mówi organizm! Katowanie, ograniczanie dostarczanej kalorii, odbieranie potrzebnej dawki regeneracji, dobijanie na siłę kolejnym treningiem tylko po to, by liczba kalorii była wykręcona…Nie podziała! Nie na taką sprytną bestię jak ludzkie wnętrze!

Hulaj dusza, piekła nie ma! Co sobie schudnę to sobie przytyję!

Efekt jojo to temat na osobny post. Dziś chciałabym tylko powiedzieć, że nie jest to żaden wymysł i rzeczywiście istnieje. Nie jest to też złośnik, który chce nam uprzykrzyć życie, a raczej MECHANIZM OBRONNY, tak jak każda inna choroba czy zespół chorób, które chronią organizm przed jeszcze większych wyniszczeniem. Efekt jojo to nie podstępny drań, który chce, byś był grubasem, to obrona przed kolejną akcją głodówkową, którą ciała pamięta z przeszłości, a która go nieźle wyniszczyła.

Nikt nie zadba o Ciebie lepiej niż Ty sam.

Podejmowałam współpracę z trenerami, sama jestem trenerem i kształcę się w kierunku dietetyki. Obracam się w środowisku ludzi aktywnych, różnych sportów i jeśli na prawdę uważasz, że jest na świecie jedna genialna grupa ludzi, którzy potrafią dobrać coś indywidualnie pod Ciebie i zadziała na już to się mylisz. Proces odnawiania, tak jak i burzenia TRWA i wymaga czasu. Łatwe sposoby, szybkie sposoby i tanie sposoby niestety nie pomogą. Jasne, pewnie, że chciałoby się rozwiązanie otrzymać na już. Niestety nie ma takiej możliwości.

Będzie dobrze? A co ma nie być!

Problemy techniczne, zwarcia, kłótnie, chwile radości to codzienność każdego związku. Dlaczego by nie traktować naszej relacji z samym sobą jako takiego związku?

Zarówno jeden czynnik w naszym organizmie może mieć wpływ na brak efektów naszej codziennej harówki jak i cały zespół przypadłości. Nasze wnętrze działa jak naczynia połączone, jedno przechodzi w drugie i ściśle się z nim wiąże.

Pozytyw jest taki, że przy pomocy specjalisty, z CIĘŻKĄ PRACĄ I ZAANGAŻOWANIEM W SERCU MOŻLIWE JEST ODBUDOWANIE WIĘKSZOŚCI PROBLEMÓW.

AKCEPTACJA STANU RZECZY TO PODSTAWA. PODEJŚCIE OGÓŁU SPOŁECZEŃSTWA NAS ZABIJA. Każdy z nas jest inny, każdy wymaga innego podejścia do tematu, a NIE schematu.

Pisałam ten post długo, próbując zawrzeć wszystko co chciałabym przekazać w najbardziej przystępny sposób. Nie chciałam żeby był to kolejny post z serii poradnika. Napisałam Wojtkowi smsa: „Nie skończę tego posta, rzuć mi jakieś zdanie-wskazówkę”. Nie wiedział o czym piszę, a w odpowiedzi dostałam: „Miłość to moja wskazówka.” W pierwszej chwili przewróciłam oczyma i szepnęłam pod nosem „Dzięki, Romeoo, ale ja muszę to skończy.”

Jednak, hola, hola! Miłość to podstawa? Ależ owszem! Nie zaakceptujesz, nie wypracujesz, nie osiągniesz żadnego efektu, jeśli nie będziesz w stanie spojrzeć na to czego dokonałeś z miłością. Zaakceptuj obecną sytuację, nawet jeśli jest kiepska to masz z niej wyjście, jak z każdej. Nie jednego dnia zawaliłeś sprawę ze swoim zdrowiem więc nie powinieneś spodziewać się efektu zwrotu akcji w jeden dzień. Nie oglądaj się na innych, żałowanie i stanie w miejscu nie pomoże. Zmiany mają być konkretne i Ty masz być w nich konsekwentny, a wyjdziesz na swoje.

ZRÓB TO DLA SIEBIE – NO STRESS!

image

– Dzień dobry, mam na imię Emilia i mam problemy ze stresem.
– Ty? Ze stresem?
– Tak, od kiedy pamiętam!

Wielu z nas wydaje się naturalnym, że człowiek się stresuje. Tłumaczymy sobie, że jeden jest mniej, a drugi bardziej odporny na wszechobecne stresy tego świata, a my nic na to nie poradzimy. Zgadzam się z tym, że Ci, którzy się mniej stresują żyją dłużej, ale neguję to, że nie da się nic z tym zrobić.
STRES to broń, której nasz organizm używa, by się bronić.
Jesteśmy wyposażeni w dwa systemy kierujące odbieraniem stresorów. Układ współczulny, który odpowiada natychmiastową reakcją na dostarczony stresor: przyspieszone bicie serca, pot, ogromne oczy. Układ przywspółczulny, ten robi porządek po poprzednim, czyli łagodzi, wycisza stan stresu, obniża tętno i sygnalizuje, że jest już po wszystkim.

Kiedy więc człowiek nadużywa drastycznych środków samoobrony (cały czas żyjemy w stresie, wszystkie dzwony biją na alarm nawet kiedy nic się nie dzieje) może to spowodować szereg pasm niepowodzenia dla jego zdrowia.

Nie tylko trzęsące się ręce, spływające po czole strugi potu i trzęsienie zębami są symptomami, które pokazują, że człowiek znajduje się w stresującej sytuacji. Nadmierna potrzeba wypijania kawy, zajadanie się słodyczami, kompulsywne objadanie się kiedy tylko coś nas niepokoi, ale też brak libido i nieustanne zmęczenie czy rozdrażnienie, to wyraźne sygnały ze strony nasze organizmu, że żyje w STRESIE. Szuka wtedy bodźców z zewnątrz, które mają za zadanie dostarczyć mu energii do sprawnego działania.

Typowe objawy dla problemów ze stresem to:
– drażliwość i ogólne, ciągle zmęczenie
– ziemista, odwodniona cera, wory pod oczami
– problemy ze snem
– zgaga (stres zmniejsza ilość wydzielanego kwasy solnego w żołądku)
– zaparcia i objawy zespołu jelita drażliwego
– problemy hormonalne, kłopoty z tarczycą
– spadek libido
– brak chęci dla życia towarzyskiego
– depresja

Od podstawówki stres był moim dobrym qmplem. Nasze spotkania wynikały z mojej inicjatywy, ale czasem też z przymusu. Już każdy egzamin wywoływał we mnie uczucie mdłości, a na domiar złego, potencjalny anty stres, mój ukochany SPORT, wpędzał mnie w jeszcze głębszy stan ogólnego zmęczenia.
W pewnym momencie film mi się uciął i nic więcej nie pamiętam. Mogłam żyć na pełnych obrotach, trenować, pracować od rana do wieczora, stymulować się kawą i endorfinami i nagle totalny krach. Przyszła kryska na matyska. Zaczęły się typowe kłopoty ze snem, budzenie w nocy i niechęć do wstawania rano. Wory pod oczami, brak apetytu i drażliwość. Poczucie, że moja forma stoi w miejscu, a „dokręcenie aerobów” nic nie daje. Motywowana i ambitna chodziłam na trening, ale co to był za trening…

images

Aktualnie mam 25 lat i moim priorytetem nie jest wyrzeźbiona sylwetka ze znikomą ilością BF,ale zdrowie i ZNALEZIENIE GODZINY DZIENNIE NA SPACER!
Poziom kortyzolu w moich wynikach krwi był już prawie taki jak u szemranego milionera, któremu na głowie siedzi mafia!
Gdyby dwa lata temu ktoś powiedział mi, że taka „aktywność” będzie sprawiała mi przyjemność śmiałabym się do rozpuku. Ja? Maniak fitnessu trenujący ile maszyna da, młoda i gniewna, dumna z każdego wykonanego na maxa wysiłku?!
Tak! JA! Rzuciłam to w diabły!
OGRANICZYŁAM STRES DO MINIMUM! Czasem wpuszczam jednym uchem, a drugim wypuszczam. Bywa, że nawet oba ucha zatykam kiedy wiem, że czegoś nie chce słyszeć.
Oprócz zmian w diecie i postawieniu na intensywniejszą regenerację ważne jest, by zadbać o kilka innych szczegółów. Wydają się banalne, ale jeśli kogoś dotyczy problem to spróbuje i sam się przekona.


Jak sobie z tym radzić?
Podstawa:
– Znajdź źródło swojego problemu i pozbądź się go. Często są to trudne decyzje, np. zmiana pracy, ale coś za coś.
– Rozmawiaj ze sobą, nikt nie będzie w stanie dotrzeć do Ciebie jeśli Ty sam nie bedziesz chciał zrozumieć, że kręcisz się w błędnym kole.

-Obcuj z naturą, wybierz aktywność, przy której zaangażujesz do zabawy zwierzęta, np. jazda konna, marsze z psem.

Regeneracja:
– Postaw na sen, minimum 9h odpoczynku i ani godziny krócej. Najlepsza pora na zasypianie to 22!
– Mądra motywacja, spotkania z coachem czy psychologiem, książki, kolorowanki antystresowe
– Codzienna godzina spaceru, najlepiej w zielonym otoczeniu
– Odłączenie się od niebieskiego światła (tak, telefonu, TV, tablety i inne gadżety) po godzienie 17:00

Dieta:
– Wyrzucenie chemii, cukru i produktów przetworzonych z diety
– Zadbanie o jelita (pisałam o nich TU)
– Unikanie głodówek, diet niskokalorycznych oraz takich, które ograniczają którykolwiek ze składników odżywczych
– Podstaw na białkowo-tłuszczowe śniadania, węglowodany dodaj do posiłków około treningowych lub na noc (wtedy poziom kortyzolu czyli hormonu stresu jest najniższy)
– Postaw na zdrowe tłuszcze, które dadzą uczucie sytości i zmniejszą ciągłą ochotę na jedzenie
– Nie używaj słodzików i ulepszaczy. Nawet jeśli mają 0kcal to i tak podnoszą poziom cukru we krwi już za sprawą swojego słodkiego smaku
– Generalnie ODŻYWIAJ ORGANIZM, a nie zapychaj się daną ilością kalorii, tu nie o matematykę chodzi, a o zdrowie! Jeśli organizm nie jest w stanie równowagi to wyliczone makro nic mi nie da

Trening:
– Ruch to zdrowie więc TAK, ale ograniczony
– wskazane są spaceru, przejażdżki rowerowe, ale zabronione są wyczerpujące i długodystanowe dyscypliny
– postaw na krótkie, intensywne treningi typu HIIT (zajrzyj do POSTA O TABACIE)
– moja ukochana JOGA, do której można dołączyć pranajamę i medytację

Suplementacja:
Przede wszystkim pamiętajmy, że dietę i suplementację powinno się dobierać INDYWIDUALNIE. Pomocne jednak mogą być:
– Probio i prebiotyki dla jelit (wszystkie kłopoty mają swój początek w jelitach)
– kompleks witamin z grupy B
– witamina C, przeciwzapalne Omega3
– magnez
– ashwaganda

image

Ze swojej strony chcę jeszcze dodać, że należy uzbroić się w CIERPLIWOŚĆ i konsekwentne działanie. Myślenie o tym „czy to już wyszedłem z kłopotu?!” także jest agresorem. Nastawianie się z góry na coś, czekanie i odliczanie także stresuje! Bądź ze sobą szczery, zauważ problem i DAJ SOBIE SPOKÓJ. Często kosztuje to kilka wzlotów i upadków, ale nie od razu Rzym zbudowano, a holistyczne podejście do życia i zdrowia na pewno nie zaszkodzi!

Stylowo na siłowni

image

Wchodzą do sklepu sportowego (szczególnie na dział damski) można dostać oczopląsu. Często dostaję pytania o to jak się ubrać na bieg albo co wybrać, by czuć się na treningu swobodnie. Uważam, że to sprawa bardzo indywidualna i w wielkiej mierze zależy od usposobienia. Jedni postawią na totalną klasykę, inni szaleją, bo mogą. Każda opcja jest dobra, bo o gustach i smakach się nie dyskutuje, ale wzajemne  opinie można wymienić ? Dlatego dziś postanowiłam podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na ten temat.

Klasyka to podstawa 

Jestem ogromnym fanem klasyki dlatego czarne legginsy są bardzo często podstawą mojego ubioru. W nich ZAWSZE mam pewność, że wyglądam dobrze. Nauczyła mnie tego moja mama, mówiła: „Czarny to czarny, czarny wyszczupla i do wszystkiego pasuje”.

Zgadzam się z tym w pełni. Z czabrymi legginsami ZAWSZE mogę poszaleć pod względem kolorowych butów i koszulek ?

image

Zabawa z kolorami

Tak, jak najbardziej. Nie wiem jak wy, ale ja mam tak, że często kolory odzwierciedlają moje samopoczucie. Nowe, kolorowe wdzianko fitnessowe jest też dla mnie swego rodzaju motywacją. Kobiety lubią zmiany ?

Kolory polecam szczególnie latem, kiedy pogoda ku temu sprzyja, a ciemne kolory nie sprawdzają się ze względu na przyciąganie promieni słonecznych, co powoduje totalne wykończenie z gorąca. Skoro robię formę bikini to warto ją latem ubrać w fajne kolory ?

Jednak tu też stawiam na odpowiedni dobór barw, kroju i połączeń. Mam takie swoje zasady:

1. Jednolity dół kolorowa góra.

2. Kolorowy dół, jednolita góra.

3. Szerokie spodnie, wąska koszulka.

4. Dopasowane legginsy, zwiewna góra.

Dodatki  

Co za dużo to nie zdrowo. Nie powiem, że nie trenowałam nigdy z branzoletką, nie potuszowalam rzęs na trening czy nie założyłam frotki na nadgarstek. Robię to bardzo często. Polecam jednak zwrócić uwagę na to, czy oby przedmioty, które ze sobą zabieramy na trening nie są zbędne. Niewygodna saszetka może być powodem znienawidzenia biegania, a miotające się kolczyki o długości 30cm mogą urwać ucho podczas skakania na zumbie.

image

Przede wszystkim higiena! Mogę nie umalować oczu, nie przypiąć ładnej spinki we włosy, ale nie poczuję się dobrze w żadnej sportowej stylówce, kiedy nie czuję się świeżo. Myślę, że podstawą będzie antyperspirant, lekka mgiełka na odświeżenie przed każdym wyjściem na trening ?

Moja rada to minimalizm, modne dodatki, które będą też praktyczne i zachowanie higieny, która sprawi, że nie beędziemy czuły dyskomfortu podczas treningu ? Jeśli macie ochotę zasięgnąć więcej inspiracji w tym temacie polecam Wam zajrzeć na bloga C-THRU lub ich inspirujący fanpage .

Ciekawa jestem, jakie macie odczucia w tej kwestii?

Alkaliczny detoks – recenzja książki

image

Na wstępie muszę powiedzieć, że dość sceptycznie podeszłam do tej książki, bo zagadanień takich jak dieta XYZ, magia głodówki X, detoks organizmy w 7dni staram się nie używać. Już dawno przestałam generalizować i nazywać sposób w jaki się odżywiam. Tym bardziej nie jestem zwolennikiem przeprowadzania drastycznego oczyszczania w kilka dni NA WŁASNĄ RĘKĘ. Czasem można sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc. To frustrujące i ograniczające. Detoksykacja w naszym organiźmie przebiega każdego dnia, wątroba, nerki, limfa robią co w ich mocy, by pozbywać się nieczystości z ludzkiego organizmu. To o nie powinniśmy dbać na co dzień!

W przypadku Alkalicznego Detoksu, tak jak wspomniałam, miałam się na baczności co do treści, ale potraktowałam ją jako przypływ wiedzy, coś do przemyślenia.

O książce w skrócie.

Jest to książka-poradnik, która ukazuje przebieg czterech rodzajów detoksów, które można zastosować, by oczyścić organizm z toksyn i przywrócić mu równowagę kwasowo-zasadową. Każdy jest opisany szczegółowo, od momentu przygotowania, poprzez proces oczyszczania i wyjście z niego. Podane są listy produktów, jadłospis i odnośniki, gdzie szukać dodatkowych informacji przed podjęciem kuracji. I tu uwaga! Jeśli faktycznie świadomie chcemy podjąć się takiej kuracji, z pomocą osoby, która ma o tym pojęcie, można zwrócić się do autorki!

Wielkie pozytywne zaskoczenie!

Mimo tego, iż „ja swoje wiem” to bardzo wciągnęła mnie treść, a jeszcze mocniej zaimponowała mi postawa samej autorki.

Po pierwsze, nie namawia ona usilnie do przeprowadzenia detoksu „od poniedziałku”, wręcz przeciwnie, doradza, by się do niego przygotować. Co więcej, jeśli podejmujesz z nią współpracę bazuje na indywidualnej ankiecie i jesteś pod kontrolą! Nie wszystko dla każdego, detoks czasem może wywołać więcej szkody niż pożytku, o tym też wspomina!

Po drugie, odwołuje się do wiedzy naukowej na temat wpływu oczyszczenia organizmu z toksyn na lepsze samopoczucie i działanie narządów wewnętrznych. Bazuje na doświadczeniu swoim w pracy z lekarzami i innymi dietetykami. Podoba mi się jej postawa, że detoks to nie 14dni męki, a proces, który trwa całe życie. Miesiąc czy dwa tygodnie „oczyszczenia” to moment, który należy podjąć, bo organizm tego potrzebuje.

Nie uważa, że jej metoda to jedna jedyna droga do pełni szczęścia. Na prawdę, bardzo racjonalnie przedstawia zarówno za kuracji jak i przeciw. Odsyła na badania, wskazuje na powiązania z pasożytami i innymi jednostkami chorobowymi, na które należy zwrócić uwagę. „Brzmi banalnie, jem warzywa przez kilka dni i oczyszczam się na maxa”, ta książka absolutnie tego nie popiera. Ważne jest, by mieć świadomość, że detoks to małe kroki, czas i odpowiednia przy tym suplementacja, by razem z toksynami nie pozbyć się w pierwszej chwili witamin i minerałów.

Po trzecie i bardzo ważne, nie kosztuje nas to niebotycznej puli pieniędzy zamkniętej w pięknych opakowaniach. Produkty są nie są drogie, bazują na żywności, a nie magicznych pigułkach.

image

Co ja o tym sądzę?

Myślę, że kiedyś będę chciała sama przejść taki detoks. Uważam, że jest to bardzo dobra forma, by wyprostować obciążenia jakie nakładamy na organizm  każdego dnia. Jednak powtórzę po raz kolejny, ŚWIADOMIE! O ile jednodniowym  zmniejszeniem ilości pokarmów nie zrobimy sobie wielkiej szkody, damy odpocząć przeładowanym JELITOM, to 2 tygodnie na warzywach, bez wiedzy o tym co ma na co wpływać, tego nie zrobię sama.

Mimo mniej lub bardziej rygorystycznej opcji, do detoksu trzeba się PRZYGOTOWAĆ, a w tym zdecydowanie pomoże treść jaką znajdziemy w książce. Jest ona kierunkowskazem na proces jaki może nas czekać.

Napisałam też do autorki maila z pytaniem o grupę wsparcia (prowadzi taką na FB). W odpowiedzi dostałam ankietę i mam nadzieję, że po jej wypełnieniu dowiem się czegoś więcej na temat indywidualnych konsultacji przed przystąpieniem do oczyszczania ? Książkę polecam, bo przepisy można wykorzystać także poza detoksem ?

Co w nas nie zginie

IMG_2255

Ciacho z truskawkami wyszło przepyszne, ale dziś nie wrzucę na nie przepisu. Wybaczcie. Nim Pani keepFIT rozwinęła się (jako tako) kulinarnie zaczęła od szeroko pojętej motywacji do treningu, zdrowego odżywiania i namawiania do zmian w kierunku zdrowego trybu życia. Dzisiejszym wpisem chcę i MAM POTRZEBĘ podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami.

Zmiany, zmiany, wszędzie zmiany.

Gdzie się nie wczytam jasno je wykrywam. Gdzie nie spojrzę dostrzegam je. W pierwszym momencie myślę sobie, że to dziwne, że znowu nadchodzi jakaś modna era i nie wiem czy chcę się w nią zagłębić, czy może ominąć szerokim łukiem. Człowiek to zwierze stadne, tak mówią. Posiada jednak umiejętność racjonalnego myślenia i podejmowania własnych decyzji. Jeśli nie pogodzi się sam ze sobą, nie będzie potrafił rozmawiać ze swoimi słabościami albo ze swoim ego to raczej nikt mu w podejmowaniu decyzji nie pomoże. Kompleksy, wady, słabości, mają je nawet Ci, którzy na pozór wydają się nam „idealni”. Obserwuj, po to masz oczy, ale wyciągaj swoje wnioski, segreguj informacje, które ułożysz w SWOJĄ WŁASNĄ SEKWENCJĘ.

Dobrze czy źle, oto jest pytanie.  

„Kochanie, wróć do nas z tych Internetów”, woła Wojtek. „Już idę, tylko ogarnę o co chodzi, bo właśnie dostałam hejta…”, odpowiadam.

No właśnie, i co…? Nie jestem idealna, patrze w lustro i śmiało to mówię. Choć cenię sobie perfekcjonizm i profesjonalizm to jak każdemu z nas zdarza mi się popełnić błąd. Co więcej, zdarza mi się kogoś rozczarować swoim postępowaniem albo pokazać coś, co się innym nie spodoba. Tak było, jest i będzie. Jeśli ktoś zada mi pytanie, czy jakiegokolwiek życiowego eksperymentu żałuję to odpowiem NIE. Mimo tego, iż życiowo bywam tzw. „boidupą”, martwię się na zapas i dbam o stabilność, to mimo wszystko uczę się nie płakać nad rozlanym już mlekiem. Pisząc i pokazując coś na forum liczę się z krytyką i bez problemu ją przyjmuję.

IMG_2014

„Że Ci się tak chce!”

Chce mi się! Jak nie teraz to kiedy? Jak nie podejmę wyzwania i nie zrealizuje go to istnieje marna szansa, że drugi raz się powtórzy. Czasem piszę, że odpoczynek jest rzeczą świętą, a czasem w euforii napiszę, że dwa treningi w ciągu dnia dają mi motywację do życia. Jedno i drugie się zgadza. Wiecie dlaczego? Dlatego, że keepFIT to JA, Emilia. A ja, tak samo jak każdy z Was mam lepsze i gorsze dni, bardziej i mniej bogate w energię okresy. TEN BLOG JEST PISANY NIE TYLKO ODRUCHAMI ALE PRZEDE WSZYSTKIM EMOCJAMI! Ja też czytuję wiele blogów, wielu blogerów znam osobiście i chyba nie trzeba tłumaczyć, że sieć to jedno, a życie to wciąż seria wzlotów i upadków. Kiedy prześledzisz sobie swoją własną historię…

Dokładnie! ?

IMG_2005

Nic na siłę. 

To zdanie-mantra, które powtarzam, by było mi w życiu przewodnikiem. Do wielu rzeczy człowiek się zmusza. To troche nawiązanie do tego, co napisałam na początku o trendach i zmianach. Warto brać je pod uwagę, ale wystrzegać się wpadania bezgranicznie w niwy nurt. „Wszystko płynie”, więc dajmy się ponieść nurtowi, ale panujemy nad sterem. Mało kto celowo chce się rozbić o pierwszą napotkaną skalę.

Często nie mając na coś ochoty pracujemy ciężko, bo tak należy, bo nikt nie da i z nieba nie spadnie. Tak też trzeba, ale nie całe życie. RÓWNOWAGA, która pozwoli nam być tu i teraz, harować skoro nadeszła taka potrzeba, ale w odpowiednim ku temu momencie zawoła po nas głos rozsądku, który zatrzyma rozpędzone koło.

Wiem, że łatwo jest napisać, łatwo powiedzieć, a trudniej wykonać. Nie ma drogi na skróty, ale ISTNIEJE WIELE MOŻLIWOŚCI i ROZWIĄZAŃ. Łapmy je! Od nas samych zależy czy je dostrzeżemy i wykorzystamy czy ominiemy bezpowrotnie. Nie trzeba porywać się z motyką na księżyc, rzucać wszystkiego dziś, wsiadać w samolot i lecieć na drugi koniec świata żeby poczuć się szczęśliwym. Może wystarczy jedynie włączyć tryb postrzegania świata, posłuchać przyjaciela albo narzekań sąsiada, by dojść do wniosku, który poprowadzi dobrą drogą.

Strój do biegania, a temperatura

Za zimno? Za ciepło? Jak ubrać się do biegania w każdej temperaturze

Wraz z nadejściem wyższych temperatur wielu z nas powróciło do regularnego biegania na zewnątrz. W ciepłe dni, gdy termometr wskazuje ponad 15oC nie mamy większych problemów z ubiorem. Co jednak założyć na siebie, gdy temperatura spada poniżej 0oC? Jak ubrać się do biegania, by uniknąć przemarznięcia, jak i przegrzania organizmu?

Kilka słów o temperaturze

Nasze termometry wskazują temperaturę rzeczywistą, która panuje na zewnątrz lub w środku pomieszczeń. Istnieje jednak również druga wartość, nazywana temperaturą odczuwalną, która może różnić się od niej nawet o kilka stopni. Dzieje się tak dlatego, że nasze ciało poza temperaturą powietrza odczuwa również wiatr oraz wilgotność.

Dlaczego jest to ważne? Otóż biegając w zimie, chłód stanie się bardziej dotkliwy przy wysokiej wilgotności powietrza i silnym wietrze. Temperatura odczuwalna przez nas może być nawet o 5oC niższa niż ta, którą wskazują termometry.

odczuwalna-a-rzeczywista2jpg

Problem różnicy między temperaturą rzeczywistą a odczuwalną pojawia się również w czasie upałów – jednak w tym przypadku odczujemy je bardziej przy niskiej wilgotności powietrza i słabym wietrze.

Jak zatem sprawdzić temperaturę odczuwalną? Przede wszystkim możemy skorzystać z serwisów internetowych, które oferują rozbudowane wykresy temperatur, prędkości wiatru, wilgotności oraz innych ważnych parametrów. Jeśli chcemy sprawdzać prawdziwą temperaturę możemy posłużyć się również podręczną stacją pogodową lub specjalnymi kalkulatorami i tabelami, które są dostępne w sieci.

Strój odpowiedni do biegania

Wiosna jest porą roku, która charakteryzuje się dużymi skokami temperatur. Nic dziwnego, że bardzo łatwo o przeziębienie, którego można uniknąć, jeśli wiemy co założyć na siebie zależnie od temperatury. Najważniejszą zasadą jest takie dobieranie ubrań sportowych, by na samym początku aktywności odczuwać lekki chłód, który minie po rozgrzewce. Co jednak założyć na siebie w zimie, a co w lecie, by zapewnić sobie optymalną temperaturę ciała w czasie biegania?

-15oC do 0oC

W zimie, gdy panują minusowe temperatury naszemu organizmowi bardzo trudno przystosować się i uzyskać taką samą wydajność, jak w czasie cieplejszych dni. Podstawą ubioru muszą być czapka, komin oraz rękawiczki, które ochronią newralgiczne części ciała przed przemarznięciem. W zimie należy założyć kilka warstw stroju, zależnie jak daleko od zera zatrzymał się słupek rtęci. Na górę najlepiej ubrać koszulkę termoaktywną, bluzkę z długim rękawem, rozpinaną bluzę oraz kurtkę funkcyjną. Zależnie od warunków, czyli opadów śniegu czy porywistego wiatru, można wybrać nawet puchowe, bardzo ciepłe modele. Na dół powinniśmy założyć ocieplane legginsy oraz spodnie dresowe, które sięgają do kostki. Warto pamiętać o grubych skarpetach i butach o specjalnej podeszwie, które zapewnią dobrą przyczepność na śniegu.

stylizacja1jpg

0oC do 5oC

W takiej temperaturze możemy zdjąć jedną górną warstwę np. bluzkę z długim rękawem lub bluzę oraz zastąpić puchową kurtkę nieco lżejszym modelem. Istotne jest jednak to, by skutecznie chronił przed wiatrem oraz ewentualnymi opadami deszczu lub śniegu z deszczem. Pozostała część ubrań pozostaje bez zmian.

stylizacja2jpg

5oC do 10oC                                                                             

Na górę zakładamy koszulkę sportową, a na nią kurtkę funkcyjną. Jeśli obawiamy się chłodu, możemy zadbać również o bluzkę z długim rękawem. Jako dół stroju wystarczą nam ocieplane legginsy lub spodnie dresowe. Warto wciąż założyć czapkę, szal/komin oraz rękawiczki, które ochronią ciało przed chłodem.

stylizacja3jpg

10oC do 15oC

W takim zakresie temperatur możemy postawić już na dwie górne warstwy odzieży – top oraz bluzę z zamkiem lub kurtkę, zależnie od warunków pogodowych (wiatr, wilgotność). Na dół wystarczą nam legginsy lub spodnie dresowe. Możemy również wymienić czapkę na opaskę sportową.

stylizacja4jpg

15oC do 20oC

Jeśli termometr pokazuje już tak wysokie temperatury, możemy założyć jedną warstwę odzieży. Na górę wystarczy bluzka z długim rękawem, a na dół legginsy, które mogą, ale nie muszą sięgać już do kostki.

stylizacja5jpg

20oC do 25oC

Bieganie w takich temperaturach szczególnie jeśli panuje niska wilgotność powietrza może stawać się już mniej komfortowe. Na górę warto założyć koszulkę z krótkim lub długim rękawem, a na dół legginsy ¾ lub krótkie szorty. Warto wybierać ubrania wykonane z oddychających i przewiewnych materiałów, które zapewnią nam większy komfort w czasie  biegania.

stylizacja6jpg

Powyżej 25oC

Bieganie w takiej temperaturze może przysporzyć już problemów z oddychaniem i nadmierną potliwością, ale niektórym z nas wciąż będzie sprawiało wiele przyjemności. Gdy słupek rtęci osiąga takie wartości, należy założyć krótkie spodenki oraz stanik sportowy. Można do zestawu dodać przewiewny top, jednak przy wyższych temperaturach i dużej intensywności treningu będzie on po prostu zbędny.

stylizacja7jpg

Pogoda w sam raz na bieganie

Termometry w końcu wskazują wyższe temperatury, które są idealne do rozpoczęcia regularnych treningów na zewnątrz. Jeśli zdarzało wam się przegrzać lub zmarznąć w czasie biegania, spróbujcie kierować się naszymi wskazówkami, by zawsze dobrze dobrać ubranie do aktualnej temperatury. Pamiętajcie również o tym, że można skompletować dobre ubrania sportowe, które założymy na cebulkę, zmniejszając ich ilość wraz ze wzrostem temperatury. Jaka jest wasza ulubiona temperatura do biegania? Lubicie upały czy raczej umiarkowane ciepło na zewnątrz?

Strona 1 z 512345