Emilia Cesarek

POSTRZEGANIE SIEBIE – EMOCJE – DBANIE O ZDROWIE

Głowa boli kiedy analizuję się ilość informacji na temat „dobrego odżywianiu.” Co to w ogóle znaczy? Jak na podstawie tysięcy mniej lub bardziej rzetelnych, potwierdzających się i wykluczających zasad znaleźć właściwy dla siebie sposób odżywiania? Taki, który sprawi, że uleczysz wszelkie dolegliwości, poczujesz się świetnie, a do tego dojdziesz do sylwetkowej formy życia?! Niezliczona ilość blogów, książek, forów, a na każdym informacje jak jeść, żyć, ćwiczyć, dbać o siebie żeby przynosiło to upragniony efekt. Co metoda to magia. Życia zabraknie, by przetestować każdą. Dlaczego więc brniemy w najbardziej zagmatwane sposoby zapominając o podstawach? Szukamy inspiracji w rozmaitych źródłach nie biorąc pod uwagę tego, że MY jako jednostka jesteśmy najlepszą bazą informacji na swój temat. Wskazówką, która najtrafniej określa co nam służy, a co nie jest nasze własne CIAŁO i ORGANIZM.

Zdaję sobie sprawę, że jest to bardzo trudne, by doprowadzić się do stanu równowagi. Niejednokrotnie pisałam i mówiłam o tym, że dietetyka stała się moją pracą-pasją właśnie dlatego, że skrupulatnie drążyłam swój najcięższy przypadek, samą siebie. Najczęściej padające pytanie kiedy chodzi o zmiany to CZAS. Ile to będzie trwało? Jeśli mam być z Wami szczerza to w moim przypadku trwało to LATA. Co więcej tak jak zmieniają się pory roku tak też zmienia się nasze ciało i funkcjonowanie narządów. Nie ma więc możliwości, by całe życie stosować się do jednego schematu i czuć się „bezpiecznie”. Ok, passe nie stanie się nigdy wyrzucenie z codziennego menu przetworzonej żywności, ale już dopasowanie ilości potrzebnych do działania makroskładników będzie się różnić w zależności od danego momentu w naszym życiu. Szczególnie mam na myśli kobiety, które są jednym wielkim kłębkiem hormonów. Doskonale wiemy, że na różnych etapach naszego życia funkcjonują one zupełnie inaczej. Najważniejszą zasadą jest więc zrozumieć nasz SYSTEM HORMONALNY, by móc żyć z nim w zgodzie.

Jeśli śledzisz mojego bloga od dłuższego czasu to wiesz, że jednym z głównych problemów, z którym się borykałam są JELITA (pisałam o nich TU, TU i TU). Jeszcze w zeszłym roku myślałam, że wszystko udało się poukładać raz na zawsze dzięki badaniom i zaleconej probiotykoterapii. Nie ukrywam, że mocno poprawił się mój stan zdrowia, ale po jakimś czasie problemy zaczęły wracać. Wiedziałam, że nie jest to już kwestia odżywiania, bo dietę mam dopiętą na ostatni guzik. Temat drążyłam dalej. Powrócę tu po raz kolejny do przywołania gospodarki hormonalnej, a wraz z nią GOSPODARKI CUKROWEJ. Wahania cukru we krwi stwarzają sytuację stresową, w której stawiamy nasz organizm, a on w tym stałym procesie walki ze stanem zapalnym zwyczajnie fiksuje. To tak jakbyś chciał się skupić na dwóch rzeczach na raz na 100%. Nie da się. Krąg się zamyka, jeden problem napędza drugi i nie pozostają sobie wzajemnie obojętnymi. Czy nie napisałam na początku, że aby dojść do wniosku, że coś nam szkodzi nawet na najlepszej diecie trzeba OBSERWOWAĆ WŁASNE CIAŁO? No właśnie…

Zbadałam hormony, poziom cukru, sprawdziłam stany zapalne, zrobiłam biorezonans na obecność pasożytów, zbadałam nadnercza, by określić w jakim stanie STRESU znajduje się mój organizm. Przeanalizowałam ilość swoich treningów i wzięłam pod uwagę regenerację, a głównie ilość i jakość snu!

Stąd cała moja mądrość, że w końcu to na obserwacji i wczuciu się w mój organizm skupiłam swoją uwagę. Przestałam sądzić, że to w odżywianiu jest coś nie tak, zajęłam się stanem ogólnym organizmu. Przestałam opierać się metodom niekonwencjonalnej medycyny. Dałam sobie żyć. Problemy z jelitami mnie wykańczały. Pracuję w poradni dietetycznej, gdzie mogłam liczyć na konsultacje moich poglądów ze świetnym specjalistą, który mógł spojrzeć na moją sytuację z boku.

Tu już nie chodziło o samą dietę. Przechodząc na protokół autoimmunologiczny, później dietę ubogą w produkty FOODMAP czułam się dobrze, ale w pewnym momencie zapomniałam, że to nie jest sposób na odżywianie do końca życia. Zdałam sobie sprawę, że kiedyś te wszystkie eliminacje należy skończyć. Ten, kto boryka się z kłopotem drażliwego jelita doskonale mnie zrozumie. Tu należy podkreślić fakt, że ani badanie ani specjalista czy idealnie ułożona dieta nie będą działały na 100% kiedy nie zmienimy swojego SPOSOBY ŻYCIA i nie spojrzymy na nie CAŁOŚCIOWO. Dlatego we współpracy z podopiecznymi staram się być empatyczna, pamiętając o tym jak sama się czułam. Bardzo ważnym elementem terapii jaką prowadzimy jest OBSERWACJA, docieranie się z własnym ciałem, zapisywanie samopoczucie w dzienniczku. To ułatwia pracę mi, bo mogę analizować na bieżąco co się dzieje, ale także osobie, z którą pracuje, która UCZY SIĘ TEGO, CO JEJ SŁUŻY – OBSERWUJE.

Negatywne emocje dotyczące jedzenia, ciągłe myślenie o tym, czy oby na pewno służy mi to co zjadam prowadzą do STRESU, który nas zwyczajnie wykańcza. Szukamy złotej metody. Nigdy jednak nie bagatelizuję takiego podejścia, bo wiem po sobie, że kiedy nie czujemy się dobrze to zrobimy wszystko, by rozwiązać problem. Zdaje sobie sprawę z tego, że często walka z problemami hormonalnymi, insulinoopornością czy chorobą autoimmunologiczną to sinusoida wzlotów i upadków, ale kiedyś musi być dobrze. Dobrze będzie wtedy, kiedy zadbamy o siebie W CAŁOŚCI, a nie zajmiemy się tylko zaleczaniem kłopotu.

Jeśli nie będziemy słuchać sygnałów wypływających z naszego wnętrza, obserwować symptomów to nie dojdziemy do równowagi. Znajdź dobrego specjalistę, który spojrzy na Ciebie holistycznie. Przeprowadzi solidny wywiad, poprosi o badania. Zarówno wyniki badań jak i Twoje samopoczucie muszą zostać wzięte pod uwagę razem. Od czynników stresowych, po Twoje zdrowie na talerzu, trzeba to wszystko dokładnie przejrzeć i przeanalizować.

„Kiedy emocje są względnie zrównoważone, w naturalny sposób odczuwamy szacunek wobec siebie i dlatego dochodzimy do wniosku, że wybór wartościowego pożywienia reprezentuje najbardziej pożądane działanie. Ponadto odkrywamy, że żywność w gorszym gatunku po prostu nas nie interesuje. Jej WŁAŚCIWOŚCI ENERGETYCZNE są negatywne, a my naturalnie wolimy nie zanieczyszczać nią naszych ciał i nie doprowadzać do obniżenia potencjału naszych umysłów.”

Łosoś z kolorową otoczką

Trafiłam dziś na przezabawny obrazem żółtej cukinii z podpisem „najbardziej hipsterskie warzywo”. Rozbawiło mnie to, bo właśnie taką miałam w misce z warzywami na kuchennym blacie. Postanowiłam więc hipstersko poszaleć w kuchni i przygotować sobie rarytas na obiad. Cukinia to warzywo na każdą okazję, tak uważam. Jeszcze się na nim nie zawiodłam, a próbowałam wielu przepisów z jej udziałem. Dziś bardzo prosto, ale kolorowo i zdrowo. Łosoś z podsmażanymi rzodkiewkami i cukinią.

Potrzebne:

płat świeżego łososia

2 cukinie (u mnie jedna żółta, druga zielona)

1 pęczek rzodkiewek

sól himalajska

olej kokosowy

Wykonanie:

1. Łososia umyj i posyp solą. Ułóż na blaszce i wstaw do pieczenia na 20min w temp. 180st. (Ja ugotowałam dziś rybę na parze.)

2. Cukinię i rzodkiewki pokrój w cienkie plastry.

3.Na patelni rozpuść łyżkę oleju kokosowego, wrzuć warzywa i grilluj je do zarumienienia (nie za długo żeby nie były zbyt miękkie)

4.Układaj na talerzu rybę i warzywa. Lekko skrop cytryną i ozdób pietruszką przed podaniem.

 

Ach, mega kolory warzyw nadchodzą razem z wiosną. Nie mamy nic przeciwko, prawda?

KRUCHE CIASTO Z KREMEM CZEKOLADOWYM

Typowa niedziela, trening, a później musiałam coś upichcić. W zamrażarce została połowa ciasta na kruche ciasteczka, które piekłam na walentynki (z TEGO przepisu) i postanowiłam nie kombinować z innym spodem na ciasto, a wykorzystać to co już mam. Przepis jak zwykle banalny, a ciasto jak zwykle wciągnięte przez biegowych łasuchów w jednym rozdaniu :)

Potrzebne:

spód:

70g masła klarowanego

50g mąki jaglanej

1 jajko

1 łyżka cukru kokosowe

 krem:

1 duży batat

1 banan

2  łyżki kakao naturalnego lub karobu

1 miarka odżywki białkowej

1 łyżka wiórków, 1/2 łyżeczka woli himalajskiej

Wykonanie:

 spód:

  1. Masło zostaw na blacie na 2h przed wyrobieniem ciasta.
  2. Pokrój masło na kawałki, przesiej mąkę, cukier, wbija jajko i wyrób ciasto.
  3. Schowaj ciasto do lodówki na 30min.
  4. Rozwałkuj ciasto i ułóż je w okrągłej foremce. Uformuj do brzegów.
  5. Piecz ciasto 15min w 180t.

 krem:

  1. Batat ugotuj do miękkości.
  2. Zblenduj: ugotowanego batata, banana, kakao, odżywkę.
  3. Po 15min pieczenia ciasta wlej do środka masę czekoladową. Posyp wiórkami i solą himalajską i zapiecz jeszcze 25min w 180st.
  4. Pozostaw do ostygnięcia.

Dajcie znać jak wyszło, bo jestem bardzo ciekawa. Osobiście lubię w niedzielę usiąść leniwie na kanapie, wyciszyć umysł po całym tygodniu obowiązków, wyzwań i działań. Dobra książka, kawałek ciacha, trochę uśmiechu do samego siebie. Relaks z zamkniętymi powiekami, jeśli się uda skierowanymi do promieni słonecznych. Wtedy przychodzi do głowy masa pomysłów i przekonuję się, że nie ma takiego smaku, którego nie zamknę w zdrowym wypieku. Nie warto więc szperać między sklepowymi półkami w poszukiwaniu czegoś „z względnie czystym składem” kiedy w domu w pół godziny można zrobić takie cuda. Moi podopieczni znowu będą szczęśliwi na nowości w diecie.

Ciastka maślane serduszka

Życząc Wam nieustannej miłości do siebie i innych zostawiam przepis na maślane serduszka, które osłodzą popołudnie z pryjacielem czy drugą połową w dzień Świętego Walentego ❤️

Potrzebne: 

150g masła klarowanego

100g mąki jaglanej (nie polecam kokosowej i gryczanej)

1 całe jajo

3 łyżki cukru kokosowego

1 garść odżywki białkowej o smaku ciasteczka (opcjonalnie)

Wykonanie: 

1. Masło pozostaw na blacie kuchennym na około godzinę przed zabraniem się za wypieki.

2. Masło potnij na małej kostki. Dodaj jajo, 2 łyżki cukru kokosowego i przesiej mąkę. Ze składników wyrób kruche ciasto.

3. Ciasto umieść w lodowce na 30min przed wałkowaniem.

4. Rozwałkuj placek, w którym wykrawamy ciastka dowolnego kształtu.

5. Układaj ciasteczka na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem posmarowanym lekko olejem koko. Ciacha posyp na wierzchu odżywką (nada zapachu) i łyżką cukru kokosowego.

6. Piecz 25min w 170 stopniach.

CHOROBY AUTOIMMUNOLOGICZNE cz. 1

„Istna plaga” to zdanie określające i podsumowujące to, czym są choroby autoimmunologiczne w dzisiejszych czasach. Aktualna lista zatwierdzonych chorób autoimmunologicznych przekracza liczbę 120.

Nie mam zamiaru zanudzać Was badaniami i uniwersyteckim językiem. Ten zostawiam sobie, który wałkuje w setkach materiałów jakie przeglądam każdego dnia, by pogłębiać swoją wiedzę. Post kieruję przede wszystkim do osób, które zupełnie nie mają pojęcia o tym co to znaczy choroba autoimmunologiczna, jak istotne znaczenie ma dbanie o układ odpornościowy i regularne badanie się. Często zgłaszają się do nas osoby, które zwyczajnie szukają rozwiązania problemu, który ciągnie się latami, którego objawy są nie do końca jasne i z którym nie potrafią sobie poradzić mimo chęci i zaangażowania. Nie mają pojęcia, że ten przewlekły problem może mieć podłoże autoimmunologiczne. Zaczyna się od złego samopoczucia, przemęczenia, wypadających włosów, kiepskiej kondycji skóry, problemów trawiennych, a zbierając wszystko w całość i stawiając przy wynikach badań dostajemy diagnozę, która nas pociesza, bo w końcu znajdujemy przyczynę kłopotu i martwi zarazem, bo „jak z tym teraz żyć?”

Czym są choroby autoimmunologiczne?

Układ odpornościowy zdrowego człowieka chroni przed tym, by rozmaite infekcje zostały w jak najszybszy sposób zwalczone. Dzieje się to za sprawą przeciwciał, białek, które rozpoznają i niszczą wirusy, a po tym procesie organizm powrócić ma do stanu równowagi. Podczas występowania choroby autoimmunologicznej sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. W tym przypadku układ odpornościowy naszego organizmu niszczy własne komórki i tkanki uważając je za ciała obce takie jak wirusy i bakterie.

Często podczas wizyty u lekarza nie zostanie postawiona konkretna diagnoza, bo wyniki „są jeszcze w miarę”, ale zaznaczyć należy, że choroba autoimmunologiczna nie rozwija się w ciągu tygodnia, ale proces ten trwać może latami, a ujawni się pod wpływem decydującego czynnika. To co najbardziej martwi mnie to fakt, że nie bierze się pod uwagę takich czynników jak: dieta, sposób życia, stres, wywiad na temat dzieciństwa pacjenta, a jedynie leczy skutki jakie powstają przez już uaktywnioną chorobę. Leki wybawieniem na wszystko. Szkoda tylko, że z medycznego punktu widzenia w przypadku chorób tego typu należy przyjmować tabsy do końca życia.

Niestety, prawdą jest, że choroby autoimmunologicznej nie się całkowicie wyleczyć, ale gdyby połączymy leczenie, z  odpowiednią dietą, suplementacją naturalną, zmianą tryby życia i regeneracją można proces autoimmunizacji spowolnić, wyciszyć, wprowadzić w remisję. I co najważniejsze poprawić samopoczucie pacjenta, które niestety pod wpływem samych leków często się mocno nie zmienia, a jedynym wyjście z sytuacji jest stałe podwyższanie dawek leków.

Skąd się biorą choroby autoimmunologiczne?

Gdybym powiedziała, że z powietrza to w ogóle bym się nie pomyliła. Tempo w jakim aktualnie żyjemy, ciągły stres (więcej o stresie przeczytasz TU), kiepskiej jakości pożywienie, brak kontaktu z naturą, przebyte infekcje, nadużywanie leków, antybiotyków, które niszczą florę bakteryjną jelit, w której skumulowana jest nasza odporność o jelitach pisałam TU).

  1. Geny – choroby autoimmunologiczne mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dlatego warto jest obserwować reakcje naszego organizmu i odnosić się do sytuacji dziadków, rodziców w tym samym polu. Oczywiście najważniejszą sprawą jest regularne wykonywanie badań i stosowanie metod rozpoznawczych w momencie kiedy czujemy, że z naszym organizmem coś jest nie tak.
  2. Środowisko – mam na myśli całokształt, od świata jaki nas otacza po ludzi w obecności których spędzamy czas. Zarówno czynniki środowiska naturalnego takie jak zanieczyszczenia środowiska, chemia w produktach kosmetycznych, chemia w żywności będą wpływać na uaktywnienie lub zaostrzenie stanu chorobowego, jak również toksyczne relacje, nerwy, stres związany z pracą, która nas wykańcza czy miejscem, w którym jesteśmy, a które nam kompletnie nie odpowiada.
  3. Tryb życia – sposób odżywiania i czynniki pro-zapalne jakie się w nim znajdują. Mam na myśli dużą ilość tłuszczów trans, żywności wysoko przetworzonej, produktów bogatych w cukier, hormony.
  4. Inne czynniki – przewlekły stres, nawracające choroby, wystawianie na próbę układu autoimmunologicznego. Często infekcje, wirusy, bakterie. Częste leczenie antybiotykami. Problemy hormonalne.

Czynników jest na prawdę wiele, bardzo często ciężko jest je rozpoznać i określić jednoznacznie, a żeby dojść do sedna sprawy potrzeba wiele mniejszych elementów ułożyć w sensowną całość i zawsze podchodzić indywidualnie. Nie ma jednego rozwiązania dla wszystkich, tak jak nie ma jednego czynnika, który powoduje tę plagę autoimmunologii.

Najpowszechniejsze choroby autoimmunologiczne

Chorób autoimmunologicznych, jak napisałam na wstępie jest na prawdę wiele. Każdy narząd naszego ciała może być zaatakowany. Co więcej bardzo często chorobom autoimmunizacyjnym towarzyszą inne problemy, które idą z nimi w parze. Najczęściej spotykane i ostatnimi czasy najszerzej diagnozowane to:

1. TARCZYCA: zapalenie tarczycy Hashimoto, choroba Gravesa-Basedowa
2. KOŚCI I STAWY: RZS (Reumatoidalne zapalenie stawów), osteoporoza
4. SKÓRA: łuszczyca, łysienie plackowate, bielactwo
5. SYSTEM NERWOWY: stwardnienie rozsiane, miastenia, toczeń
7. JELITA: Leśniowski Crohn, WZJG (Wrzodziejące zapalenie jelita grubego), celiakia

Jak diagnozować choroby autoimmunologiczne?

Przede wszystkim wizyta i wywiad lekarski, wykonanie badań podstawowych morfologii z rozmazem, prób wątrobowych, wskaźników zapalnych OB, CRP, homocysteina, kortyzol, poziom witaminy D, żelazo. Sprawdzić glikemię wykonując badanie krzywej cukrowej i insulinowej. Przedstawić DOKŁADNY opis objawów. Jeśli podstawowa diagnostyka wskaże na nieprawidłowości należy rozszerzyć panel badań ukierunkowany na sprawdzenie konkretnego organu, np. przy tarczycy – TSH, ft3, ft4, antyTPO, antyTG, poziom selenu, cynku. Warto także wykonać USG narządu. Dalszym etapem będą badania genetyczne w kierunku predyspozycji do danej jednostki chorobowej, biopsja. Kontakt z dobrym dietetykiem, który wskaże na co zwrócić uwagę podczas komponowania jadłospisu, jakich produktów unikać i jakie czynniki szkodą. O te informacje rozszerzę kolejny wpis.

Paleo ciastki czekoladowe

Najlepiej smakują po treningu albo w wolny dzień kiedy czas poświęcamy tylko dla siebie. Co to takiego? Czekoladowe ciastki turno słodkie choć bez cukru ?

Uczę się rozkoszowania każdą wolną minutą w dzień bez pracy. Nie ukrywam, że średnio mi to wychodzi, ale UCZĘ SIĘ! Kiedy tak próbuję się relaksować to najcześciej owocuje to w nowe przepisy. Tak też powstał dzisiejszy ?

Potrzebne: 

– 3 jaja od szczęśliwej kury

– 2 banany

– 40g daktyli

– 3 łyżki kakao naturalnego

– 1/2 szklanki mleka migdałowego

– 1 łyżka nasion chia

– 1 łyżeczka proszku do pieczenia bez glutenu

Wykonanie: 

1. Daktyle namocz we wrzątku przez 15min.

2. Wszystkie składniki połącz ze sobą i zblendować na gładką masę.

3. Przełóż masę do foremek i piecz 35min w 180st.

Read More

Śniadania białkowo-tłuszczowe

Jestem ogromnym zwolennikiem śniadań białkowo-tłuszczowych w przypadku osób, które nie wykonują rano treningów, ciężkich prac fizycznych bądź mają problemy z chorobami autoimmunologicznymi czy zaburzeniami gospodarki cukrowej. Dla tych, którzy od rana czują się zestresowani i głodni już 2h po zjedzeniu tradycyjnej owsianki.

O tym poczytacie w najbliższym poście, a dziś z uwagi na moich podopiecznych wrzucam kilka pomysłów na śniadania BT.

KABANOSKI DROBIOWE Z WARZYWAMI i AWOKADO

Przepis: 

1. Nastaw w garnku wodę i zagotuj. Dodaj do niej kabanosy drobiowe i gotuj pod przykryciem.

2. Awokado i warzywa pokrój w kostkę. Przypraw solą, pieprzem i polej łyżeczką oliw.

JAJA SADZONE NA MAŚLE KLAROWANYM 

Przepis: 

1. Łyżeczkę masła klarowanego dodaj na patelnię i poczekaj aż się rozpuści.

2. Zmniejsz ogień i wbij jaja na masło. Smaż pod przykryciem do ścięcia się białka. Pozostaw płynne żółtko, takie jest najzdrowsze i zostaje w nim najwięcej wartości odżywczych.

3. Podawaj z porcją świeżych warzyw ułożonych na miksie sałat.

KIEŁBASKI BAWARSKIE Z DUSZONĄ CEBULĄ

 

Przepis:

1. Łyżeczkę masła klarowanego dodaj na patelnię i poczekaj aż się rozpuści.

2. Cebulę pokrój w piórka i dodaj do masła. Duś do miękkości pod przykryciem.

2. Kiełbaski lekko natnij z obu stron. Dodaj do cebuli i trzymaj pod przykryciem aż będą miękkie.

3. Podawaj z ulubionymi warzywami, np. pomidor malinowy z solą himalajską.

 Starajcie się, by Wasza dieta była różnorodna! Rotujcie produkty, smaki. Bawcie się kolorami na talerzu. Człowiek zjada na prawdę WSZYSTKIMI zmysłami ?

 

Przepiśnik świąteczny 2016

14600978_10206448056038793_5795375453513058880_n

Kochani, poniżej plik z przepisami świątecznymi. Powstał z myślą o naszych podopiecznych, którzy nierzadko muszą zrezygnować z części produktów, a my nie pozwolimy, by to przysporzyło im stresu w najpiekniejszym czasie w roku. Przepiśnik jest do pobrania dla każdego z Was, kto chciałby w święta poszaleć ze smakami, ale także zachować proste zasady zdrowego odżywiania i przygotowania potraw. Na końcu kilka zasad dla dobrego trawienia. Szczególnie nie polecamy stresu i popadania w skrajności. To nie czas na myślenie o problemach i zmartwieniach. W w moim rodzinnym domu pojawią się zarówno potrawy tradycyjne, z ręki moich babć, jak i moje w nieco zmienionej formie. Mam nadzieję, że się Wam spodobają i chętnie je wykorzystacie. Niech na Waszych stołach królują piękne, wspólnie przygotowane potrawy czy to wersji tradycyjnej czy bezglutenowej lub dopasowanej do indywidualnych potrzeb.

PRZEPIŚNIK ŚWIĄTECZNY DO POBRANIA

Życzę Wam przede wszystkim ZDROWIA ciała i ducha. Radości, miłości i pięknego czasu spędzonego w gronie najbliższych. Wesołych Świąt!

Deser z komosy ryżowej

image

Niech deser z dzisiejszego przepisu będzie motywator do wykonania treningu. Jeśli na prawdę ciężko znaleźć powód do rozpoczęcia aktywniści to moż nagroda w postaci odżywczej i pysznej przekąski po treningowej zadziała?

Dlaczego? Ponieważ z natury jesteśmy łasuchami i nie mówcie, że nie, bo nie uwierzę, więc zbieranie punktów na treningu, które wylądują w miseczce smaku może okazać się skuteczne :)

Kiedy w lodówce czeka na mnie pyszna po treningowa przekąska nie mam ochoty dłużej zwlekać z treningiem i wykonuję go z podwójnym zaangażowaniem, by jak najszybciej móc zdobyć nagrodę.

Potrzebne: 

  • 40g komosy ryżowej
  • 1 banan
  • 1 łyżka kakao lub karobu
  • 2 łyżki nasion chia
  • 50g mleka kokosowego
  • garść malin

Wykonanie: 

  1. Nasionka chia zalej mlekiem kokosowym i odstaw do lodówki na co najmniej 2h.
  2. Komosę ryżową ugotuj. Dodaj do niej kakao oraz banana i zblenduj na gładką masę.
  3. Przełóż czekoladowy budyń do miseczki, posyp malinami, a przed podaniem ułóż stężałe w mleku nasionka chia.

Ciesz się smakiem i radochą po dobrze wykonanym treningu!

Błędne koło odchudzania

society-kills-us-beautiful-pictures-30962608-500-333

Dopóki ciało nie będzie czuło się bezpieczne, nie będzie też w potrzebie zrzucenia zbędnych kilogramów (sytuacja zagrożenia = obrona). Tym optymistycznym zdaniem zaczynamy rozkładanie na części pierwsze sensu temat odchudzania, kiedy jednocześnie organizm daje wyraźny znak, że tego nie chce. Obserwując mojego bloga na pewno zauważyliście, że moje podejście zmieniło się znacznie. Zastanawiałam się też czy pisać dziś w stylu akademickim, podając fakty i badania czy pisać o moich wnioskach i obserwacjach bazujących na pracy z podopiecznymi. Wybrałam opcję pomiędzy, czyli piszę od serca, bazując na doświadczeniu oraz w oparciu o to co widzę u osób, z którymi pracuję, ale co ma również odzwierciedlenie w badaniach naukowych.

Przede wszystkim należy uświadomić sobie, że zdrowe ciało nie ma problemów ani z przybieraniem ani ze zrzuceniem wagi. Jeśli ten proces przebiega nieprawidłowo to znaczy, że dostajemy sygnał alarmowy ze środka, że dzieje się coś, co blokuje nasze naturalne zdolności. Mogą to być stany zapalne, choroba autoimmunologiczna, załamanie metaboliczne, chroniczny stres. Co więcej, najczęściej jedno wynika z drugiego i nie stanowi osobnego problemu. Nie oznacza to więc, że nie starasz się na treningach albo rozkład BTW w rozpisce, której przecież trzymasz się co do grama jest nieodpowiedni. W takiej sytuacji należy wziąć pod uwagę fakt, że poza siłką i jedzeniem w plastikowych pudełkach jest jeszcze nadrzędna strefa ZDROWIA i to ona może być powodem braku efektów!

„Będzie, będzie zabawa, będzie się działo!”

Ach, pamiętam doskonale ten dzień kiedy pełna nadziei wyfrunęłam ze spotkania z trenerem, z którym podjęłam współpracę w przygotowaniach do zawodów bikini. Euforia nie do opisania słowami, w brzuchu motyle, na twarzy uśmiech szerokości trzydrzwiowej szafy, a w głowie tylko TEN mój fit cel i nic więcej się nie liczy.

Młodość ma swoje prawa, a i ja czasu nie chciałabym cofnąć, bo co się nauczyłam to moje. Jak wynika z powyższego przykładu, panna Cesarek doskonale rozumie całą tą ekscytację byciem nieziemsko fit. Teraz to już będzie w życiu wspaniale, bo mam plan, bo kartki dostanę od trenera, wystarczy się trzymać i róg obfitości się nie skończy. Serio??

Każdy kij ma dwa końce.

Zapytaj siebie co czujesz? Czy pozwalasz sobie w życiu na to co jest Ci potrzebne czy znowu kurczowo trzymasz się schematu, bo inaczej nie pójdzie? Ulegamy presji otoczenia, chcemy wyglądać świetnie, a przy tym czuć się świetnie tylko…może nie zawsze nasze ciało i duch są na to gotowe. W swojej fit karierze przejrzałam co najmniej sto tysięcy blogów o tej tematyce, miliard zdjęć fitnessek i w każdym tak na prawdę trend jest ten sam: CEL->DZIAŁANIE NA 100%.

Trener, trening, dieta i jazda. Na początku jest cudnie, motywacją można góry przenosić. Do pierwszego startu czy po pierwszej redukcji też jest uroczo, efekty widać jak na dłoni, wszyscy Cię kochają, a Ty kochasz wszystkie swoje lajki pod zdjęciem. No i zaczyna się nowy rozdział w Twoim życiu pod tytułem…

Mam palec to chcę całą rękę!

Osiągnęłam wyznaczony cel, poszło jak po maśle to jadę z koksem dalej. „Bo jak nie my to kto?” usłyszysz od trenera. Kij z tym, że już nie dosypiasz, że kurczak z ryżem wychodzi Ci uszami. Ty to kochasz na facebooku, a trener to lajkuje. Wstyd się przyznać, co nie? Że nie ma ochoty na przytulenie się do ukochanego, że zapomniałam o telefonie do przyjaciółki, a ostatnia myśl o szczęściu pojawiła się rok temu wraz z ostatnią miesiączką, której po redukcji już nie ma. Tak się łatwiej żyje…tak się żyje fit. Wiadomości o takiej treści, z podaniem opisu takiego wyczerpania dostajemy co najmniej kilka dziennie.

Zakładasz dodatkowy ciężar na plecy i zapierniczasz z robotą, która stanie się Twoim planem na życie albo zrezygnujesz (tak jak zrobiłam to ja) i grzecznie dziękując próbujesz wrócić do RZECZYWISTOŚCI zastanawiając się przy tym, w którą stronę masz teraz pójść.

Powrót do przeszłości.

Wylądowałeś na planecie Rzeczywistość. Tydzień przerwy od treningów miną bardzo szybko, bo go przespałeś. Może w tym czasie nic nie jadłeś, bo w sumie nie wiesz co, nie mając podanego rozkładu posiłków, a może jadłeś wszystko co do tej pory uśmiechało się do Ciebie ze sklepowej pułki, ale było kategorycznie zabronione. „Dobra tam, czas roztrenowania, regeneracji to można.” Tylko powstaje jeden problem, do kiedy trwać będzie to „roztrenowanie” i co ono dla Ciebie w ogóle oznacza skoro zawodnikiem już nie chcesz być (Ci mają wyznaczone plany i terminy przygotowań).

imageJa nic nie muszę! Musi to na Rusi!

Znowu jesteś w kropce. Załóżmy, że czas Twojego roztrenowania dobiega końca, bo zaczynasz wyraźnie dostrzegać, że forma, którą miałeś pół roku temu już dawno została tylko na zdjęciu. Masz tego dość więc co robisz? Bierzesz się za siebie”!

Nie muszę nikogo przekonywać, że nagłówek tego akapitu jest bardzo w polskim stylu. Polaka do niczego nie zmusisz. Polak chce to potrafi. Właśnie takim typowym Polakiem jest nasz organizm. On może chcieć z Tobą współpracować, ale NIE MUSI. Każda więc próba podjęta w kierunku zmuszania i zadręczania go skończy się jedynie wybuchem stresu i nieprzyjemnego buntu!

Jak to się ma w kontekście odchudzania? Ano właśnie tak, że jeśli organizm głodny to i zły, a jeśli zły to zestresowany, a jeśli zestresowany to włącza funkcje obronne, uruchamia system odpornościowy i nerwowy do walki z wrogiem. W tym przypadku mamy najczęściej do czynienia z chronicznymi stanami zapalnymi, zespołem przemęczenia, problemami hormonalnymi, znużeniem i utratą odporności.

KORTYZOL jest hormonem odpowiadającym za utrzymanie prawidłowego poziomu stresu w organizmie. Rano pomaga nam się obudzić, podczas treningu dać z siebie maxa, ale także odpowiada za odpowiedź ze strony układu immunologicznego oraz kieruje gospodarką uwalniania glukozy i kwasów tłuszczowych z wątroby. Jest więc swego rodzaju sygnalizatorem świetlnym dla kierowania ważnymi procesami zachodzącymi w ludzkim wnętrzu. Jeśli jego poziom wzrasta dostajemy informacje, że należy walczyć albo uciekać i jest to bardzo zdrowa reakcja. Problem pojawia się wtedy, gdy te reakcje są nieustanne! Więcej o stresie przeczytasz w TYM poście.

14gargamelGargamel idzie! Chować się kto może!

No i tu kończy się bajka. Wracasz do treningów, ale po tygodniu petardy nie ma. Wróciłeś do pudełek, ale efektów działania diety kompletnie brak, a może jest nawet gorzej. Zaczynają pojawiać się kłopoty ze strony układu pokarmowego, a w Tobie rodzi się poczucie winy i narasta frustracja! Jej! Nie chce pisać tego akapitu, ale to prawda, z którą zaczyna się mierzyć co raz więcej ludzi. Piszecie i pytacie co robić, bo świat wali się na głowę! NA PRAWDĘ NIE IDZIE!

A pamiętasz ile razy Ty wypowiadałeś takie takie zdanie pod nosem kiedy mama kazała coś w domu wykonać? Pamiętamy buntowniczka? Co wtedy robił? ZAPIERAŁ SIĘ RĘKAMI I NOGAMI! Ten sam schemat widzimy w działaniu zbuntowanego organizmu, który UWIERZ MI, w środku walczy i daje z siebie wszystko, byś cierpiał jak najmniej. Bóle, wysypki, samopoczucie to NIE POWODY to już OBJAWY WALKI Z CZYMŚ CO CIĘ WYNISZCZA.

Nie ma bata, że ruszę, bo nic nie muszę, mówi organizm! Katowanie, ograniczanie dostarczanej kalorii, odbieranie potrzebnej dawki regeneracji, dobijanie na siłę kolejnym treningiem tylko po to, by liczba kalorii była wykręcona…Nie podziała! Nie na taką sprytną bestię jak ludzkie wnętrze!

Hulaj dusza, piekła nie ma! Co sobie schudnę to sobie przytyję!

Efekt jojo to temat na osobny post. Dziś chciałabym tylko powiedzieć, że nie jest to żaden wymysł i rzeczywiście istnieje. Nie jest to też złośnik, który chce nam uprzykrzyć życie, a raczej MECHANIZM OBRONNY, tak jak każda inna choroba czy zespół chorób, które chronią organizm przed jeszcze większych wyniszczeniem. Efekt jojo to nie podstępny drań, który chce, byś był grubasem, to obrona przed kolejną akcją głodówkową, którą ciała pamięta z przeszłości, a która go nieźle wyniszczyła.

Nikt nie zadba o Ciebie lepiej niż Ty sam.

Podejmowałam współpracę z trenerami, sama jestem trenerem i kształcę się w kierunku dietetyki. Obracam się w środowisku ludzi aktywnych, różnych sportów i jeśli na prawdę uważasz, że jest na świecie jedna genialna grupa ludzi, którzy potrafią dobrać coś indywidualnie pod Ciebie i zadziała na już to się mylisz. Proces odnawiania, tak jak i burzenia TRWA i wymaga czasu. Łatwe sposoby, szybkie sposoby i tanie sposoby niestety nie pomogą. Jasne, pewnie, że chciałoby się rozwiązanie otrzymać na już. Niestety nie ma takiej możliwości.

Będzie dobrze? A co ma nie być!

Problemy techniczne, zwarcia, kłótnie, chwile radości to codzienność każdego związku. Dlaczego by nie traktować naszej relacji z samym sobą jako takiego związku?

Zarówno jeden czynnik w naszym organizmie może mieć wpływ na brak efektów naszej codziennej harówki jak i cały zespół przypadłości. Nasze wnętrze działa jak naczynia połączone, jedno przechodzi w drugie i ściśle się z nim wiąże.

Pozytyw jest taki, że przy pomocy specjalisty, z CIĘŻKĄ PRACĄ I ZAANGAŻOWANIEM W SERCU MOŻLIWE JEST ODBUDOWANIE WIĘKSZOŚCI PROBLEMÓW.

AKCEPTACJA STANU RZECZY TO PODSTAWA. PODEJŚCIE OGÓŁU SPOŁECZEŃSTWA NAS ZABIJA. Każdy z nas jest inny, każdy wymaga innego podejścia do tematu, a NIE schematu.

Pisałam ten post długo, próbując zawrzeć wszystko co chciałabym przekazać w najbardziej przystępny sposób. Nie chciałam żeby był to kolejny post z serii poradnika. Napisałam Wojtkowi smsa: „Nie skończę tego posta, rzuć mi jakieś zdanie-wskazówkę”. Nie wiedział o czym piszę, a w odpowiedzi dostałam: „Miłość to moja wskazówka.” W pierwszej chwili przewróciłam oczyma i szepnęłam pod nosem „Dzięki, Romeoo, ale ja muszę to skończy.”

Jednak, hola, hola! Miłość to podstawa? Ależ owszem! Nie zaakceptujesz, nie wypracujesz, nie osiągniesz żadnego efektu, jeśli nie będziesz w stanie spojrzeć na to czego dokonałeś z miłością. Zaakceptuj obecną sytuację, nawet jeśli jest kiepska to masz z niej wyjście, jak z każdej. Nie jednego dnia zawaliłeś sprawę ze swoim zdrowiem więc nie powinieneś spodziewać się efektu zwrotu akcji w jeden dzień. Nie oglądaj się na innych, żałowanie i stanie w miejscu nie pomoże. Zmiany mają być konkretne i Ty masz być w nich konsekwentny, a wyjdziesz na swoje.

Strona 2 z 1412345...10...Ostatnia »